Tekst: Helena Chmielewska
Zdjęcia: materiały prasowe

Przede wszystkim Shane Carruth jest reżyserem, scenarzystą, głównym bohaterem, a do tego zajmował się też zdjęciami, montażem oraz muzyką do filmu. Istny człowiek renesansu! I choć pełna alegorii fabuła skierowana jest raczej do cierpliwego widza, to wysmakowanie obrazu może zadowolić nawet najbardziej wymagającego odbiorcę. Uważni docenią zabawę kolorem i dźwiękiem, które są kluczem do całej historii, ponieważ wypowiadane przez bohaterów słowa stanowią zaledwie jej uzupełnienie. Nie ma tu żadnej przypadkowości – każdy kadr i każdy jego element są dla nas podpowiedzią, a retrospekcja stanowi silne narzędzie.

To irracjonalna opowieść, w której kolejne karty odkrywane są powoli, trzymając w napięciu do samego końca. Treść należy pojmować metafizycznie. Losy Kris i Jeffa splatają się w momencie brutalnego porwania, które ma być jedynie wstępem do powolnego procesu leczenia ran poprzez miłość. Mężczyzna i kobieta są uwikłani w życiowy cykl niestarzejącego się organizmu, wywołany przez tajemniczego pasożyta. Próbując uporządkować luźne fragmenty swoich rozbitych życiorysów odkrywają odwieczną prawdę – tożsamość jest jedynie złudzeniem. Ich życie implikuje natura, której potęga przeraża. Bohaterowie współdzielą emocje, a także fizyczny ból. Kontynuują swój związek, dopóki oboje zaczynają pamiętać osobiste historie tej drugiej osoby, jako swoje własne. Istotną rolę gra pewien farmer, który pod koniec filmu zostanie zabity. Bohaterowie znajdą także pudełko z zapiskami, które ujawnia tożsamość innych ludzi – w końcu spotkają się razem, dzięki fragmentom powieści Henryego Davida Thoreau’a “Walden”, a orchidee w rzece już nigdy więcej nie staną się niebieskie.

For Vers-24, Warsaw