Kino dla feministki. 5 filmów, które warto obejrzeć

Tekst: Karo­li­na Błasz­kie­wicz
Zdję­cia: filmweb.pl

Jakie mamy być? Takie, jak chce­my – sil­ne mimo sła­bo­ści, pięk­ne wbrew temu, co nam się w sobie nie podo­ba, szczę­śli­we bez narzu­co­ne­go męskie­go ramie­nia. Do tego doszły boha­ter­ki obra­zów ze zna­kiem „Girl Power”. Roz­siądź­my się zatem wygod­nie i daj­my się im popro­wa­dzić.

594213_1.1

1.     „Sufra­żyst­ka”

Począ­tek XX wie­ku, Lon­dyn. Kobie­ty mają dość – pra­cu­ją w pocie czo­ła, zara­bia­jąc tyle, co nic. Żyją z dnia na dzień, bez per­spek­tyw na lep­sze jutro. O nim decy­du­ją męż­czyź­ni, któ­rym nale­ży się posłu­szeń­stwo i podziw. Cza­ra gory­czy jed­nak się prze­le­wa. Mat­ki, cór­ki i żony mówią „Dość”. Nie­raz za naj­wyż­szą cenę.

Sufra­żyst­kę” stwo­rzy­ły kobie­ty, z dedy­ka­cją dla kobiet – tych, któ­re odda­ły się spra­wie ponad 100 lat temu i tych współ­cze­snych. Z prze­sła­niem: Twój głos się liczy. Prze­ko­nu­je się o tym fil­mo­wa boha­ter­ka, gra­na przez Carey Mul­li­gan. Part­ne­ru­ją jej wspa­nia­łe Anne-Marie Duff, Hele­na Bon­ham Car­ter i Meryl Stre­ep.

255970.1

 2.     „Słu­żą­ce”

Lata 50-te, USA. 20-let­nia „Ske­eter” wra­ca w rodzin­ne stro­ny po latach nauki. Zasta­je swo­je przy­ja­ciół­ki w rolach gospo­dyń domo­wych. Tak napraw­dę jed­nak ich życie upły­wa pod zna­kiem spo­tkań przy her­bat­ce, któ­rej same nigdy sobie nie nala­ły. Od tego mają czar­no­skó­re słu­żą­ce. Dba­ją o cudze domy i dzie­ci, kocha­ne jak wła­sne. Takim była też „Ske­eter”. Prze­ra­ża ją obłu­da i spo­sób, w jaki trak­tu­je się kobie­ty, któ­rym nie tyl­ko ona wie­le zawdzię­cza. A że marzy o zosta­niu pisar­ką, posta­na­wia spi­sać ich losy. Nama­wia jed­ną, póź­niej następ­ną i kolej­ne. To, co usły­szy zmie­ni jej życie na zawsze.

Film, nagro­dzo­ny Osca­ra­mi, to przej­mu­ją­ca histo­ria z mora­łem: Siła jest kobie­tą. To lek­cja tole­ran­cji, zro­zu­mie­nia, miło­ści – przede wszyst­kim tej do sie­bie.

226562.1

3.     „Dzien­nik Brid­get Jones”

Obraz bez wąt­pie­nia kul­to­wy. Poda­ny widzom lek­ko, ma abso­lut­nie femi­ni­stycz­ny prze­kaz. Brid­get to – jak śpie­wa z Cha­ką Khan – każ­da kobie­ta. Ciut sza­lo­na, nie­pew­na sie­bie, wal­czą­ca z dodat­ko­wy­mi kilo­gra­ma­mi i nało­ga­mi. Szu­ka­ją­ca face­ta, ale też wła­snej toż­sa­mo­ści. Bawi i wzru­sza, łatwo się z nią utoż­sa­mić, nawet przy­my­ka­jąc oczy, gdy naro­bi zamie­sza­nia. Renee Zel­l­we­ger wcie­li­ła się w pan­nę Jones bra­wu­ro­wo, dając znak tysiąc­om kobiet, że dają radę – takie, jakie są.

110861.1

4.     „Lej­dis”

Jak sam tytuł wska­zu­je, film o kobie­tach. Skraj­nie róż­nych, ale dosko­na­le się uzu­peł­nia­ją­cych. Każ­da wno­si swój emo­cjo­nal­ny bagaż, w czwór­kę zde­rza­jąc się ze świa­tem, czo­ło­wo. Widza też to nie omi­nie. I nawet jeśli chwi­la­mi bywa za słod­ko, boha­ter­ki pozo­sta­ją peł­no­krwi­ste. Po obej­rze­niu „Lej­dis” życie nie wyda­je się takie strasz­ne, bo jest jesz­cze śmiesz­ne. Szcze­gól­nie jeśli jest się kobie­tą.

BRIDESMAIDS

 5.     „Druh­ny”

Ame­ry­kań­ska kome­dia, pro­mo­wa­na jako odpo­wiedź na „Kac Vegas”. Pro­mo­cja pro­mo­cją, bo „Druh­ny” są o wie­le lep­sze, niż wspo­mnia­ny hit. Dia­lo­gi nie żenu­ją, upad­ki po pija­ku też. Rywa­li­za­cja dam­sko-dam­ska jest siłą napę­do­wą histo­rii. Ta pozor­nie jest prze­wi­dy­wal­na, na szczę­ście twór­cy szyb­ko wypro­wa­dza­ją z błę­du. Bo gdzie są kobie­ty, tam nie ma mowy o prze­wi­dy­wal­no­ści. Jest za to mowa o soli­dar­no­ści, któ­ra koniec koń­ców powin­na zwy­cię­żyć. Jaj­ni­ki górą, tak jak lukro­wa­ne babecz­ki.

For Vers-24, War­saw

_____

PRZECZYTAJ TEZ:
Top 10 filmów o miłości na wieczór
Vers24 czyta, czyli krótko o tym, co czytamy




Komentarze

komen­ta­rzy