Jakub Gierszał. Drogą nie na skróty

Roz­ma­wia­ła: Anna Jan­kow­ska
Zdję­cia: mate­ria­ły prasowe/Kino Świat

Tak ide­ali­stycz­ne podej­ście do zawo­du jest dziś wśród mło­dych akto­rów rzad­ko­ścią. Do tego wiel­ki talent, któ­ry spra­wia, że wia­ry­god­ny pozo­sta­je w skraj­nie odmien­nych rolach. Z Jaku­bem Gier­sza­łem roz­ma­wiam o war­to­ści kina, prze­kra­cza­niu wła­snych barier oraz o współ­cze­snej i PRL-owskiej War­sza­wie klu­bów disco z naj­now­szej pro­duk­cji Agniesz­ki Smo­czyń­skiej „Cór­ki Dan­cin­gu”.

01

Na dużym ekra­nie oglą­da­my Cię sys­te­ma­tycz­nie, ale fani muszą jed­nak cier­pli­wie cze­kać na kolej­ne fil­my z Two­im udzia­łem. Kie­dy się już poja­wiasz, robisz to w dość spek­ta­ku­lar­ny spo­sób, zazwy­czaj cha­rak­te­ry­stycz­ny­mi i dobry­mi rola­mi. Te role znaj­du­ją Cie­bie, czy to Ty szu­kasz takich pro­duk­cji, któ­re są wyzwa­niem i speł­nia­ją Two­je ocze­ki­wa­nia?

Sta­ram się przede wszyst­kim zwra­cać uwa­gę na poten­cjał, któ­ry zawie­ra się w danym fil­mie, zaczy­na­jąc od sce­na­riu­sza i reży­se­ra, któ­ry chce film zre­ali­zo­wać. To bar­dzo waż­ne z kim i w jakim oto­cze­niu się pra­cu­je, jeśli cho­dzi o wszel­kie dzia­ła­nia arty­stycz­ne. Myślę, że w nie­od­po­wied­nim dla nas oto­cze­niu dość łatwo jest stra­cić czuj­ność, cho­dzić na zbyt duże kom­pro­mi­sy lub zapo­mnieć o tym, co tak napraw­dę istot­ne jest w tym, co robi­my. Dla­te­go w każ­dym pro­jek­cie szu­kam ele­men­tu, któ­ry wyda­je mi się waż­ny, cza­sem odważ­ny, wręcz sza­lo­ny, przez co poten­cjal­nie mogę zwięk­szyć szan­se na doło­że­nie się do roz­wo­ju kina – medium, któ­re trak­tu­ję z praw­dzi­wa pasją. Oczy­wi­ście to jest zało­że­nie ide­ali­stycz­ne, a w życiu bywa róż­nie, cza­sem bio­rę udział w pro­jek­tach ze wzglę­du na ich poten­cjal­ny „suk­ces”, ze wzglę­du na „nazwi­ska” albo z powo­dów mar­ke­tin­go­wych. Myślę, że nie ma co się oszu­ki­wać co do roli akto­ra w fil­mie; jego moż­li­wo­ści, tak jak jego odpo­wie­dzial­ność za film, są ogra­ni­czo­ne.

A jak było z „Cór­ka­mi Dan­cin­gu”? Sły­sza­łam, że na począt­ku w ogó­le nie byłeś prze­ko­na­ny do kon­cep­cji fil­mu. W koń­cu jed­nak widzi­my Cię na ekra­nie. Jak do tego doszło?

To praw­da, począt­ko­wo nie byłem prze­ko­na­ny do sce­na­riu­sza, któ­ry spi­sa­ny na papie­rze wyda­wał mi się nie­smacz­ny i o wie­le mniej cie­ka­wy i war­to­ścio­wy niż film któ­ry powstał. Dopie­ro roz­mo­wa z Agniesz­ką Smo­czyń­ską otwo­rzy­ła mi inna per­spek­ty­wę na ten pro­jekt. Zoba­czy­łem jak ona te lite­ry i opo­wieść trak­tu­je i mimo obaw posta­no­wi­łem wziąć udział w fil­mie. Dzi­siaj się z tego bar­dzo cie­szę, dla­te­go że spo­tka­nie z ludź­mi pra­cu­ją­cy­mi przy  „Cór­kach Dan­cin­gu” mnie bar­dzo otwo­rzy­ło i nauczy­ło wie­lu rze­czy, któ­rych bym nie doświad­czył odrzu­ca­jąc ten film. Mogę dziś powie­dzieć, że byłem w błę­dzie i tyl­ko dzię­ko­wać ludziom, któ­rzy mnie do tej przy­go­dy namó­wi­li.

Film Agniesz­ki Smo­czyń­skiej to mię­dzy inny­mi opo­wieść o doj­rze­wa­niu, wkra­cza­niu
w „świat doro­słych”, zresz­tą podob­nie jak inne fil­my, w któ­rych zagra­łeś: „Nie­ulot­ne”, „Yuma” czy przede wszyst­kim „Sala samo­bój­ców”. Jakim Ty byłeś nasto­lat­kiem, i czy Kuba Gier­szał sprzed 10 lat bar­dzo róż­ni się od chło­pa­ka, któ­rym jesteś teraz?

Ojej… To z dzi­siej­szej per­spek­ty­wy wyda­je mi się tak odle­głe, że aż nie­praw­dzi­we, co ozna­cza, że róż­nię się bar­dzo, przede wszyst­kim doświad­cze­niem. Ale myślę też, że z grun­tu jeste­śmy całe życie tacy sami, tyl­ko odkry­wa­my o sobie nowe praw­dy i zauwa­ża­my w sobie nowe moż­li­wo­ści.

Na pla­nie wspo­mnia­ne­go już fil­mu grasz z mło­dy­mi aktor­ka­mi, któ­re w dobrym sty­lu roz­po­czy­na­ją swo­ją karie­rę. Wła­ści­wie to trud­no mi jed­no­znacz­nie okre­ślić Cie­bie jako mło­de­go akto­ra, bo taka ety­kie­ta zazwy­czaj towa­rzy­szy oso­bom, któ­re zachwy­ci­ły np. bar­dzo dobrym debiu­tem fil­mo­wym bądź teatral­nym i wró­ży im się wspa­nia­łą karie­rę. Ty jesteś mło­dy, ale masz już za sobą duże pro­duk­cje i napraw­dę dobre role. Czy był taki moment, w któ­rym pomy­śla­łeś sobie, że chy­ba już nie jesteś począt­ku­ją­cym adep­tem sztu­ki aktor­skiej, że wkra­czasz na kolej­ny etap swo­jej zawo­do­wej ścież­ki?

Nie, nigdy nie myśla­łem o tym świa­do­mie, w kate­go­rii kolej­ne­go eta­pu do któ­re­go prze­cho­dzę. Teraz, myśląc o odpo­wie­dzi na to pyta­nie widzę, że zmie­nia mi się sys­tem war­to­ści, jeśli cho­dzi o film. Ina­czej do wie­lu spraw pod­cho­dzę, bo wciąż wycią­gam wnio­ski z pla­nów fil­mo­wych, na któ­rych mogę być. Wciąż się uczę i odkry­wam co dla mnie jest waż­ne, co chce roz­wi­jać, a co mogę zosta­wić w tyle. Mam nadzie­ję, że tak będzie zawsze, jeśli będę mógł grać. Sta­ram się mniej przej­mo­wać rze­cza­mi nie­istot­ny­mi, a raczej myśleć wciąż o dobru fil­mu, w któ­rym jestem, i jak mogę swo­ją oso­bą doło­żyć się do danej kon­cep­cji. Myślę, że wszel­ka dzia­łal­ność arty­stycz­na, do któ­rej mimo wszyst­ko chciał­bym zali­czyć aktor­stwo, może jedy­nie dążyć do uchwy­ce­nia jakiej­kol­wiek praw­dy. A wszyst­ko, co może być war­to­ścio­we, wyda­rza się po dro­dze, naj­czę­ściej przy­pad­kiem, poza świa­do­mym two­rze­niem.

02

Kie­dy w ogó­le poja­wi­ła się w Two­im życiu myśl, że mógł­byś zostać akto­rem? Twój Tata jest reży­se­rem, czy to tro­chę jego zasłu­ga?

Ta myśl nigdy się u mnie nie poja­wi­ła i mimo że teraz korzy­stam z atu­tów tytu­łu, jakim jest aktor, nie czu­je się akto­rem. Dla mnie praw­dzi­wi akto­rzy to ludzie o innej świa­do­mo­ści, o innym duchu. Ludzie sza­nu­ją­cy sło­wo i lite­ra­tu­rę. Przy tym ego­cen­trycz­ni, bar­dzo sku­pie­ni na sobie. Są to cechy, któ­re mnie fascy­nu­ją, a zara­zem odrzu­ca­ją, choć muszę je w sobie mieć, sko­ro uda­je mi się utrzy­mać w zawo­dzie… Akto­rzy kła­mią jak wszy­scy ludzie w życiu, z tą róż­ni­cą, że dzie­je się to za przy­zwo­le­niem roli, włą­czo­nej kame­ry. Dla­te­go też jako dziec­ko bar­dzo bałem się akto­rów i teatru w ogó­le. Koja­rzył mi się z miej­scem, w któ­rym gra­ni­ce moral­ne są poprze­su­wa­ne, każ­dy może sobie wię­cej cze­goś spró­bo­wać. Każ­dy tam może pod przy­kryw­ką sztu­ki bez­kar­nie eks­plo­ro­wać swo­je emo­cjo­nal­ne moż­li­wo­ści, nie zwra­ca­jąc uwa­gi na innych. Odpy­cha­ło mnie to, a jed­no­cze­śnie przy­cią­ga­ło. Bo co by było gdy­bym też, tak jak oni, prze­kra­czał te gra­ni­ce? Pró­bo­wał sie­bie, prze­ła­my­wał barie­ry? Te pyta­nia pchnę­ły mnie do egza­mi­nów do szko­ły teatral­nej.

Wcze­sne dzie­ciń­stwo spę­dzi­łeś w Niem­czech, póź­niej wró­ci­łeś do Pol­ski, miesz­ka­łeś
w kil­ku dużych mia­stach. Jak wyglą­da miej­sce, w któ­rym czu­jesz się dobrze, wiesz, że jest to Two­je miej­sce na Zie­mi i możesz w nim zostać na dłu­żej?

Emi­gra­cja, w jakiej­kol­wiek for­mie, bar­dzo wpły­wa na oso­bo­wość, widzę i czu­ję to dziś po sobie. Z jed­nej stro­ny mam w sobie tęsk­no­tę za sta­łym miej­scem, z dru­giej cią­gle mnie w środ­ku nosi i mam poczu­cie bra­ku takie­go sta­łe­go miej­sca. Nie wiem z czym to jest zwią­za­ne, tak jak nie wiem jak to dzia­ła, że ktoś rodzi się tu, a kto inny gdzie indziej. Myślę, że nie może być to kwe­stia przy­pad­ku i coraz bar­dziej wiem jak waż­ne jest utoż­sa­mia­nie się z kon­kret­ną zie­mią, naro­do­wo­ścią, języ­kiem. Myślę też, że mam szczę­ście, że mogę żyć w wol­nym kra­ju, w porząd­nych warun­kach, bez zagro­że­nia życia, gdzie mimo trud­no­ści moje poko­le­nie i ja mamy per­spek­ty­wę i moż­li­wo­ści.

Kli­mat „Córek Dan­cin­gu” jest bar­dzo spe­cy­ficz­ny. Lata 80., War­sza­wa, z jed­nej stro­ny sza­ra i przy­gnę­bia­ją­ca rze­czy­wi­stość typo­wa dla momen­tu histo­rycz­ne­go, w któ­rym się zna­leź­li­śmy, z dru­giej stro­ny, dla kon­tra­stu, dan­cin­gi w klu­bach z kolo­ro­wy­mi kula­mi, cha­rak­te­ry­stycz­ne dla tam­tych lat ubra­nia, fry­zu­ry, maki­ja­że, wszyst­ko w ryt­mie pol­skie­go disco. Sam miesz­kasz w sto­li­cy, już zupeł­nie innej niż ta przed­sta­wio­na na ekra­nie, dużo bar­dziej mod­nej, praw­dzi­wie euro­pej­skiej. Korzy­stasz z tego, co to mia­sto ma dziś do zaofe­ro­wa­nia mło­dym ludziom, czy nie jesteś typem oso­by, któ­ra lubi bywać
w naj­mod­niej­szych knaj­pach, gdzie dobrze jest się poka­zać?

Rze­czy­wi­ście War­sza­wa sta­ła się nie­mym boha­te­rem „Córek Dan­cin­gu”. Bar­dzo przy­jem­nie było pra­co­wać w war­szaw­skich kul­to­wych loka­cjach fil­mo­wych takich jak Sezam, któ­ry zbu­rzo­no tuż po naszych zdję­ciach, klub Adria, któ­ry teraz jest miej­scem opusz­czo­nym, cze­ka­ją­cym na nowe­go wła­ści­cie­la, czy w Pała­cu Kul­tu­ry. Mimo histo­rii PKiN, stał się on nie­odzow­nym ele­men­tem War­sza­wy, więc w fil­mie o legen­dzie war­szaw­skich syren nie mogło go zabrak­nąć. Klub Adria w fil­mie to pre­tekst do poka­za­nia noc­ne­go, poza­re­gu­la­mi­no­we­go życia lat 80-tych, gdzie wie­le zespo­łów żyło wyobra­że­niem o wiel­kich wystę­pach. Fil­mo­we syre­ny wcho­dzą w świat abs­trak­cji, gdzie kiczo­wa­ty blichtr mie­sza się z sza­rą, brud­ną i prze­pi­tą rze­czy­wi­sto­ścią. Sam nie jestem fanem kiczu, ale wła­śnie to połą­cze­nie plus krew zja­da­nych przez syren serc spra­wia, że kli­mat fil­mu jest według mnie uni­ka­to­wy. To dla kina, dosłow­nie, świe­ża krew.
A War­sza­wa dziś? To moim zda­niem sto­li­ca wyspa, na któ­rej się miesz­ka poza świa­do­mo­ścią tego jak jest rze­czy­wi­ście w kra­ju. Jest to też miej­sce, w któ­rym zaczy­na się i koń­czy Pol­ski rynek fil­mo­wy. Oso­bi­ście wycho­dzę z zało­że­nia, że wszę­dzie moż­na wydep­tać sobie swo­je ścież­ki i to wła­śnie robię, nie tyl­ko w War­sza­wie.

03

Wróć­my do tego, co robisz na co dzień. Cie­ka­wi mnie, w jaki spo­sób fil­my, w któ­rych grasz, ale też te, któ­re oglą­dasz, wpły­wa­ją na spo­sób w jaki patrzysz na rze­czy­wi­stość. Wie­rzysz
w moc zmie­nia­nia świa­ta i ludzi wła­śnie przez obiek­tyw kame­ry?

Wie­rzę, że film może wpły­wać na poje­dyn­cze jed­nost­ki, na ich świa­to­po­gląd, marze­nia czy wyobraź­nię. Przez to na zasa­dzie łań­cusz­ka jest moż­li­we prze­ka­zy­wa­nie mie­dzy ludź­mi jakiejś myśli albo wyobra­że­nia, któ­re mogło zro­dzić się w sali kino­wej… Podam przy­kład. Ste­ven Spiel­berg jako dziec­ko został zabra­ny do kina, gdzie zoba­czył na ekra­nie zde­rze­nie dwóch jadą­cych na prze­ciw­ko sie­bie pocią­gów. Tak duże zro­bi­ło to na nim wra­że­nie, że po powro­cie do domu za wszel­ką cenę chciał odtwo­rzyć to, co zoba­czył w kinie. A cho­dzi­ło mu prze­cież o to, żeby odtwo­rzyć w sobie to uczu­cie któ­re poczuł w sali kino­wej, widząc jak dwie nie­wy­obra­żal­ne dla dziec­ka wiel­kie siły się ze sobą zde­rza­ją. Namó­wił więc ojca, żeby mu kupił elek­trycz­ne loko­mo­ty­wy i zde­rzał je ze sobą tak, że ojciec kupo­wał mu wciąż nowe pocią­gi. Po któ­rymś razie powie­dział: „Jesz­cze raz znisz­czysz loko­mo­ty­wę, to będzie to koniec two­jej zaba­wy z tora­mi”. Wte­dy wpadł na pomysł, że ojciec ma prze­cież sta­ra kame­rę 8mm. Usta­wił ją tak, żeby w pierw­szym uję­ciu jeden pociąg jechał z jed­nej stro­ny, w dru­gim kolej­ny z prze­ciw­nej, a potem trze­cie uję­cie, gdzie pocią­gi na środ­ku kadru się ze sobą zde­rza­ją. Znisz­czył przy tym kolej­ne loko­mo­ty­wy, ale moment ude­rze­nia mógł sobie od teraz odtwa­rzać dowol­ną ilość razy na rzut­ni­ku ojca w domu. Cho­dzi mi o to, że dzię­ki jego dzie­cię­ce­mu prze­ży­ciu z sali kino­wej zro­dzi­ła się pasja, z niej zro­dzi­ły się fil­my, któ­re mnie oso­bi­ście na przy­kład czę­ścio­wo ukształ­to­wa­ły jako czło­wie­ka. Jeśli cho­dzi nato­miast o to, czy film może zmie­niać ludz­kość, to uwa­żam, że chy­ba nie­ste­ty nie. Żaden film nie wygra z chci­wo­ścią, żądzą wła­dzy czy krwi.
Wie­rzę w zmia­nę rze­czy­wi­sto­ści poprzez zmia­nę jed­nost­ki indy­wi­du­al­nej, któ­ra po obej­rze­niu fil­mu na sku­tek prze­żyć z nim zwią­za­nych zaczy­na wie­rzyć w swo­je wła­sne marze­nia. Nie wie­rzę nato­miast w to, że film jest w sta­nie wpły­nąć pozy­tyw­nie na świat i eli­mi­no­wać w ludziach żądze wła­dzy i pie­nią­dza. Te rze­czy dzie­ją się dale­ko od wszel­kiej twór­czo­ści.

Mówi­my przede wszyst­kim o fil­mie, ale prze­cież w szko­le teatral­nej zagra­łeś rolę Ham­le­ta
w przed­sta­wie­niu Jana Pesz­ka. Póź­niej moż­na było zoba­czyć Cię w „Mie­ście Snu” Kry­stia­na Lupy czy w spek­ta­klach Teatru Tele­wi­zji. Dobry począ­tek, nie­je­den aktor chciał­by zna­leźć się na Two­im miej­scu. Film jest dla Cie­bie mimo wszyst­ko bar­dziej kuszą­cy?

Chy­ba tak. To film jest jed­nym z głów­nych powo­dów, dla któ­rych w ogó­le się tym aktor­stwem zaj­mu­ję. Kre­owa­nie tego nie­re­al­ne­go świa­ta, tej ilu­zji, któ­ra sta­ra się naśla­do­wać rze­czy­wi­stość, to wspa­nia­ła rzecz. Mógł­bym i chciał­bym zaj­mo­wać się tym jak naj­dłu­żej. W teatrze mie­wa­łem ogrom­ne zachwy­ty i wspa­nia­łe prze­ży­cia, zwłasz­cza jako widz, ale to film zawsze dawał mi poczu­cie nie­zwy­kło­ści, tego że gdzieś „tam” zapi­sa­ne jest coś wię­cej niż to, co widzi­my na co dzień. Mam wra­że­nie, że dobry film pole­ga na uchwy­ce­niu tego. Na przed­sta­wie­niu tego w nie­sa­mo­wi­tych obra­zach, na poka­za­niu wraż­li­wo­ści czło­wie­ka, któ­rym jest aktor. Na uwy­pu­kle­niu zja­wisk, któ­re są dla nas na co dzień nie­do­strze­gal­ne i zbyt odle­głe.

Czy uwa­żasz, że w sztu­kę, zwłasz­cza tę kon­tro­wer­syj­ną, budzą­cą skraj­ne emo­cje, moż­na inge­ro­wać z zewnątrz, na przy­kład przez cen­zu­ro­wa­nie jej, tak jak mia­ło to miej­sce w ostat­nim cza­sie w przy­pad­ku spek­ta­klu „Śmierć i dziew­czy­na” w Teatrze Pol­skim we Wro­cła­wiu, w któ­rym odgry­wa­ne są sce­ny sek­su przez auten­tycz­nych akto­rów por­no­gra­ficz­nych?

Wyda­je mi się, że wszel­kie dzia­ła­nia arty­stycz­ne są dozwo­lo­ne, zwłasz­cza jeśli są uza­sad­nio­ne wzglę­dem cało­ści dzie­ła, jakie two­rzą. Nie wiem jak jest w przy­pad­ku tego spek­ta­klu, bo go nie widzia­łem. Wszel­ka nato­miast inge­ren­cja orga­nów pań­stwo­wych w twór­czość arty­sty to zja­wi­sko budzą­ce nie­po­kój, gdyż jest, wyda­je mi się, sze­reg inte­re­sów spo­łecz­nych o wie­le bar­dziej zna­czą­cych, wpły­wa­ją­cych o wie­le bar­dziej na ludz­kie życie niż w tym wypad­ku teatr.

W jakim stop­niu pozna­jesz same­go sie­bie i odkry­wasz cechy, o któ­rych nie zda­wa­łeś sobie spra­wy, poprzez posta­ci, w któ­re wcho­dzisz?

Nie wiem w jakim stop­niu i nie wiem czy jest to kwe­stia moż­li­wa do wymie­rze­nia. Mam nadzie­ję, że rze­czy któ­re o sobie odkry­wam, to rze­czy­wi­ste zdo­by­cze, a nie ilu­zje, bo nie wiem, czy napraw­dę jeste­śmy w sta­nie patrzeć na sie­bie obiek­tyw­nie.

 Patrząc wstecz na Two­je dotych­cza­so­we role zasta­na­wiam się, czy przyj­mu­jesz i szu­kasz tyl­ko tych pro­po­zy­cji, któ­re speł­nia­ją Two­je zawo­do­we ambi­cje, rezy­gnu­jąc, na przy­kład, z seria­li, czy świa­do­mie trzy­masz się tzw. ambit­ne­go lub po pro­stu dobre­go kina?

Jedy­nym wyznacz­ni­kiem jakim się kie­ru­ję to to, czy dany pro­jekt w moich oczach ma szan­se na odkry­cie cze­goś. Czy ma w sobie tę iskrę, któ­ra przy wspól­nej uczci­wej pra­cy ma szan­se roz­pa­lić się w ogień, któ­ry jest w sta­nie spa­lić kon­we­nan­se i oczy­wi­sto­ści. Nie za bar­dzo inte­re­su­je mnie to, co już wiem, czy to, co mniej wię­cej umiem prze­wi­dzieć, bar­dziej pocią­ga mnie to co nie­zna­ne, nie­jed­no­znacz­ne. Oczy­wi­ście nie zawsze mogę tyl­ko w takich pro­jek­tach uczest­ni­czyć, ale kie­dy mam wybór, sta­ram się się­gać po nowe, bo to jed­na z nie­licz­nych rze­czy któ­rą mamy, by nazy­wać się arty­sta­mi, daje ona szan­se prze­dłu­żyć żywot­ność. Resz­ta to odtwór­cze mar­no­wa­nie życia.

 Obec­nie pra­cu­jesz nad kolej­ną pro­duk­cją, tym razem prze­no­sisz się jesz­cze głę­biej w pol­ską histo­rię, już nie w lata 80. i 90., ale 40. – schy­łek II Woj­ny Świa­to­wej. Gdy­byś potra­fił okre­ślić na czym pole­ga wyjąt­ko­wość tego fil­mu i Two­jej w nim roli na tle dotych­cza­so­wych, co by to było?

Nie wiem, czy okre­ślił­bym go jako wyjąt­ko­wy, ale na pew­no wska­zał­bym spe­cy­fi­kę tego fil­mu. Jest to w sen­sie reali­za­cji, ale też podej­ścia do tema­tu, pro­jekt eks­pe­ry­men­tal­ny. Rzu­ci­li­śmy się jako eki­pa w film wojen­ny, któ­ry przy tak małym budże­cie nie miał pra­wa powstać, a jed­nak powstał. Dzię­ki spe­cy­ficz­nej reali­za­cji zdjęć i bli­skiej współ­pra­cy wszyst­kich. Zoba­czy­my oczy­wi­ście jaki to będzie film, ale muszę powie­dzieć, że pra­ca przy nim spra­wia­ła ogrom­na przy­jem­ność. Jeśli cho­dzi o moją rolę, to nie powie­la ona cech posta­ci, któ­re mia­łem oka­zje przed­sta­wiać wcze­śniej, co wystar­czy, żeby ją wyróż­niać na tle innych.

Cór­ki Dan­cin­gu” w reż. Agniesz­ki Smo­czyń­skiej w kinach od 25 grud­nia.

 

For Vers-24, War­saw

_____

PRZECZYTAJ TEZ:
JAK NOSIĆ DZWONY?
„DZIEŃ Z…” – AGNESA ADAMCZAK ZAŁOŻYCIELKA BLOGA PODSZEWKA
MIŁOŚĆ NA ZAKRĘCIE. 6 ZNAKÓW, ŻE TO KONIEC
HELMUT NEWTON I KOBIETY
KSIĄŻKI, KTÓRE TRZEBA ZNAĆ (I PRZECZYTAĆ)



Komentarze

komen­ta­rzy