Exclusive

Wywiad z Julią Turewicz założycielką marki NAGO

Świat wstrzymał oddech i zamarł, a NAGO trafiło w samo centrum potrzeb zaszytych w domach ludzi poszukujących komfortu w niewygodnej sytuacji. Świetna komunikacja wizualna, wysoka jakość produktów, przejrzystość i uniwersalność, nienaganna organizacja pracy – to wszystko przykuło moją uwagę i zachęciło do podpytania założycielkę, Julię Turewicz, o kulisy tworzenia i utrzymania marki w czasach kryzysu. Spotkałyśmy się w biurze NAGO, ukrytym w zieleni Saskiej Kępy. 

Julia Turewicz, polska marka NAGO

Julia Ture­wicz

Kto tworzy nago?

Zało­ży­cie­la­mi jestem ja oraz mój wspól­nik, Jasiek Stasz. Pra­cu­je z nami ponad 10 osób. Na dole w biu­rze sie­dzi cały zespół pro­jek­to­wy, 4 dziew­czy­ny, a pię­tro wyżej mamy obsłu­gę klien­ta, kolej­ne 3 dziew­czy­ny i księ­go­wą, a na samej górze rów­nież dam­ska repre­zen­ta­cja opie­ki nad stro­ną inter­ne­to­wą, sesja­mi, social media­mi i two­rze­niem con­ten­tu.

To niemała ekipa!

Tak, jest weso­ło i też nie jest na tyle duża, aby­śmy nie mogli zosta­wać w bli­skich rela­cjach. W naszej współ­pra­cy nie ma struk­tu­ry i zależ­no­ści, jest dyna­micz­nie, ela­stycz­nie. Wiem, że przy fir­mach rzę­du 2–3 oso­by bywa her­ma­tycz­nie, cięż­ko o jasny podział obo­wiąz­ków.

Swoją karierę w modzie zaczęłaś od pracy w SHOWROOMIE, platformie online. Czego głównie Cię to nauczyło?

W shwrm.pl byłam od same­go począt­ku, zaj­mo­wa­łam się całą stra­te­gią sprze­da­ży i dostar­cza­niem pro­duk­tów. A potem byłam odpo­wie­dzial­na za cały biz­nes Show­ro­omu od A do Z, nie oso­bi­ście, ale wraz ze współ­pra­cow­ni­ka­mi. Nauczy­ło mnie to dużo o całej bran­ży fashion, nie tyl­ko o pol­skim ryn­ku albo o pol­skich mar­kach – jak dzia­ła­ją, co im stoi na prze­szko­dzie do roz­wo­ju. Widzie­li­śmy i suk­ce­sy i spek­ta­ku­lar­ne poraż­ki marek, któ­re mia­ły super PR, a potem się nie uda­ło i odwrot­nie. Mie­li­śmy z Jaś­kiem moż­li­wość wej­ścia w współ­pra­cę z zagra­nicz­ny­mi pro­jek­tan­ta­mi, a tak­że otwar­cia Show­ro­omu na nie­miec­ki rynek i sprze­da­ży pol­skich marek w Unii Euro­pej­skiej. To pod­po­wie­dzia­ło nam co się spraw­dza, co war­to prze­nieść na pol­ski rynek, jakie wyma­ga­nia mają klien­ci z zacho­du (Niem­cy jak wie­my są bar­dzo wyma­ga­ją­cy). Nauczy­li­śmy się ogól­nie sze­ro­kie­go spoj­rze­nia na bran­żę, od pod­szew­ki pozna­li­śmy pro­ces powsta­wa­nia pro­duk­tu w kra­ju czy zagra­ni­cą, zarów­no slow jak i fast fashion, zauwa­ży­li­śmy co się sprze­da­je, co nie, jak podejść do tego PR-owo, o czym mówić, o czym dzien­ni­ka­rze chcą słu­chać. Z takich reflek­sji powsta­ło NAGO. Ja oso­bi­ście zauwa­ży­łam coś, co pod­skór­nie już wcze­śniej czu­łam, a mia­no­wi­cie że naj­waż­niej­sze jest to z kim pra­cu­jesz, jaki­mi ludź­mi się ota­czasz, czy możesz na nich liczyć w budo­wa­niu zespo­łu, atmos­fe­ry. Sta­ra­my się więc zatrud­niać ludzi któ­rym może­my ufać, z któ­ry­mi dobrze nam się pra­cu­je, któ­rzy nas inspi­ru­ją, a w nie­któ­rych dzie­dzi­nach wie­dzą wię­cej od nas, aby uczyć się od nich. Chodź brzmi to gór­no­lot­nie, to jest rze­czy­wi­ście waż­na lek­cja.

Strona Nago wygląda międzynarodowo, macie świetny język komunikacji a strona wizualna cieszy oko estetyką. Skąd wypływa ten minimalizm, czystość, świeżość?

Sta­ra­li­śmy się od począt­ku myśleć o NAGO jako mar­ce zrów­no­wa­żo­nej i odpo­wie­dzial­nej, już od momen­tu pro­jek­to­wa­nia ubrań, wybie­ra­nia mate­ria­łów i całej este­ty­ki. Chcie­li­śmy pójść w kie­run­ku cze­goś uni­wer­sal­ne­go, choć wciąż cie­ka­we­go, modo­we­go i odna­leź­li­śmy to w mini­ma­li­zmie. Zale­ża­ło nam, aby te rze­czy mogły się kom­po­no­wać z inny­mi, któ­re nasi klien­ci posia­da­ją. Musia­ła być czy­stość i este­ty­ka pre­zen­ta­cji, aby widzieć sam ciuch i to co w nim jest naj­waż­niej­sze – jak jest wyko­na­ny, z jakie­go mate­ria­łu. Pre­zen­tu­je­my je więc bez ozdob­ni­ków, aby sku­pić się na samym ubra­niu. Jestem nam bli­sko oso­bi­ście do takiej este­ty­ki.

Gdy wybie­ra­my mode­li, poka­zu­je­my dziew­czy­ny takie, jakie są – ład­ne i kobie­ce bez zbęd­nych popra­wek, maki­ja­żu. Nasze sesje nie są retu­szo­wa­ne, poza ewen­tu­al­nie brud­ną pod­ło­gą (śmiech). Ciu­chy i dziew­czy­ny nie są jed­nak kory­go­wa­ne, mają prak­tycz­nie zero­wy maki­jaż. Sta­ra­my się też dobie­rać, co się oka­za­ło w Pol­sce trud­ne, dziew­czy­ny o róż­nych syl­wet­kach. Agen­cje main­stre­amo­we nie są zain­te­re­so­wa­ne repre­zen­to­wa­niem dziew­czyn nie wpi­su­ją­cych się w kanon model­ki wybie­go­wej, ste­reo­ty­po­wo poka­zu­ją­cej ubra­nia. To dla nas czę­sto wyzwa­nie i fru­stra­cja przy naszych sesjach, kie­dy szu­ka­my kogoś kto nie nosi roz­mia­ru XXXS i ma 180 cm wzro­stu, jak to bywa w tym ści­słym sche­ma­cie. Jest to dla mnie dużym zasko­cze­niem, myśla­łam, że jest to świa­to­wy i oczy­wi­sty trend. Dziew­czy­ny są prze­róż­ne i chcia­ły­by oglą­dać ubra­nia na róż­nych syl­wet­kach, chcą widzieć jak to może wyglą­dać na nich, bo wia­do­mo, że wszyst­ko wyglą­da super na kimś, kto jest bar­dzo wyso­ki i szczu­pły.

polska marka nago

Jak jest z dostępnością tkanin i dodatków, jak guziki z kokosa czy suwaki z recyklingu? Wszystko to sprowadzacie?

Więk­szość rze­czy spro­wa­dza­my. Było­by wygod­nie mieć wszyst­ko w Pol­sce i pod ręką, ale nie zna­leź­li­śmy zado­wa­la­ją­cej nas jako­ści tutaj. Więk­szość naszych dzia­nin jest z Tur­cji, część z Por­tu­ga­lii, czy Włoch. Zale­ża­ło nam na tym, żeby tka­ni­ny były nie tyl­ko eko­lo­gicz­ne na „pięk­ne oczy”, bo w Pol­sce spo­ty­ka­my się z taki­mi sytu­acja­mi, kie­dy chcę spraw­dzić cer­ty­fi­ka­ty i dosta­ję wymów­ki rodem ze szko­ły, np. że pies zjadł (śmiech). A w Tur­cji, o tyle było to trud­niej­sze szcze­gól­nie na począt­ku, że musie­li­śmy zama­wiać odpo­wied­nie ilo­ści, ale dało nam to moż­li­wo­ści pro­duk­cji kolo­rów takich jak chce­my, tyl­ko pod sie­bie, cze­go w Pol­sce nie mogli­by­śmy zro­bić. Z kolei nasz dostaw­ca już nie jest osią­gal­ny dla wszyst­kich pol­skich marek, więc mamy poczu­cie, że te mate­ria­ły są wyjąt­ko­we. Jeste­śmy wła­śnie w trak­cie szy­ko­wa­nia się do jesien­nych dro­pów, więc pra­cu­je­my nad nowy­mi jako­ścia­mi. Są to jako­ści, z któ­rych jeste­śmy bar­dzo zado­wo­le­ni. Zama­wia­my baweł­ny z cer­ty­fi­ka­ta­mi GOTS i OECO-TEX, któ­re potwier­dza­ją, że wszyst­ko było robio­ne przy jak naj­mniej­szym zuży­ciu wody, w zamknię­ty­mi obie­gu, far­bo­wa­nie jest eko­lo­gicz­ne, same fabry­ki są zasi­la­ne w dużej czę­ści z ener­gii odna­wial­nej, a ludzie tam pra­cu­ją­cy mają dobre warun­ki. Wszyst­ko to wie­my i mamy potwier­dzo­ne przez cer­ty­fi­ka­ty, któ­re są odna­wia­ne regu­lar­nie i przez nie­za­leż­nych audy­to­rów. Szy­je­my nie­da­le­ko War­sza­wy, aby mieć czę­sty kon­takt ze szwal­nią. Dodat­ki też spro­wa­dza­my, np. suwa­ki meta­lo­we i z recy­klin­go­wa­ne­go pla­sti­ku mamy z Nor­we­gii, a część już jest dostęp­na w Pol­sce. Guzi­ki koko­so­we, czy sznur­ki kupu­je­my też tutaj. Jest to mozol­ny, dłu­gi pro­ces poszu­ki­wa­nia, ale teraz po dwóch latach widzi­my, że coraz wię­cej w Pol­sce jest pośred­ni­ków i hur­tow­ni, któ­re ofe­ru­ją eko­lo­gicz­ne roz­wią­za­nia. A gdy zaczy­na­li­śmy sły­sze­li­śmy tyl­ko „Nie, nie nie. Po co ja mam to spro­wa­dzać? Nie opła­ca mi się, nikt tego wię­cej nie kupi, co ja z tym zro­bię?”. Zmia­ny i szer­szy wybór bar­dzo nas cie­szą.

Jak w takim razie poradziliście sobie z pandemią, będąc zależnym od zagranicznego dostawcy?

Oczy­wi­ście mie­li­śmy spo­ro pro­ble­mów przez COVID, Tur­cja już dwa razy mia­ła kom­plet­ny lock­down i nie pra­co­wa­ła kom­plet­nie, więc opóź­nia­ło to trans­port mate­ria­łów. Musie­li­śmy ze 4 razy prze­pro­jek­to­wy­wać nasze let­nie dro­py, pod kątem tego co będzie dostęp­ne no i pod nową rze­czy­wi­stość. Wie­le sytu­acji jak impre­zy, festi­wa­le, czy wese­la się nie będą odby­wać lub będą z ogra­ni­cze­nia­mi, więc zupeł­nie ina­czej myśle­li­śmy o tym, co będzie ludziom potrzeb­ne.

Tro­chę prze­czu­cia, a tro­chę szczę­ścia spo­wo­do­wa­ło, że parę tygo­dni przed pan­de­mią stwo­rzy­li­śmy linię ath­le­asu­re, w któ­rej mamy leg­gin­sy, topy, bike­ry, blu­zy do ćwi­cze­nia, leże­nia na kana­pie, cho­dze­nia po domu. Oka­za­ło się to strza­łem w dzie­siąt­kę, super się to zło­ży­ło i przy­ję­ło, więc uda­ło nam się ten czas prze­trwać i gdy­by­śmy nie mie­li tych pro­duk­tów, to było­by nam cięż­ko. Uda­ło nam się zare­ago­wać na te potrze­by ludzi, któ­rzy zosta­li zmu­sze­ni do spę­dza­nia dużo cza­su w domu. Kupi­ło nam to czas, aby przy­go­to­wać się z nowy­mi pro­jek­ta­mi się na nad­cho­dzą­cy czas. Po nastro­jach klien­tów widać, że chcą wycho­dzić, wró­cić do nor­mal­no­ści i sukien­ka też się przy­da, nie tyl­ko dres (śmiech).

Były oczy­wi­ście poku­sy, któ­rym pew­nie nie­któ­rzy w bran­ży się pod­da­li, aby zain­we­sto­wać w mate­ria­ły, któ­re nie odpo­wia­da­ją do koń­ca naszym stan­dar­dom, szu­kać pół­środ­ków i mieć wszyst­ko na szyb­ko. Ale wstrzy­ma­li­śmy oddech i byli­śmy zestre­so­wa­ni, ale na szczę­ście uda­ło się.

polska marka nago

Wasza transparentność jest fantastyczna. Wszyscy mogą się dowiedzieć, czym są te certyfikaty ekologiczne, czy też jak powstają Wasze ubrania. Czy Polacy rzeczywiście doceniają ile wkładacie w to pracy oraz w dobrej jakości produkt fair trade i ekologiczny?

Na pew­no na zacho­dzie są dużo więk­sze ocze­ki­wa­nia, klient­ki zada­ją zupeł­nie inne pyta­nia, bar­dziej nas spraw­dza­ją. Ale tak jak wszyst­ko pew­nie i to do nas przyj­dzie. „Afe­ra met­ko­wa” ostat­nich dni poka­za­ła, że ludziom zale­ży na tym, aby ich ubra­nia były pro­du­ko­wa­ne w Pol­sce. Rozu­miem ich roz­go­ry­cze­nie, że poczu­li się oszu­ka­ni. Widać więc, ze spraw­dza­ją te infor­ma­cje i są goto­wi zapła­cić wię­cej, by mieć pew­ność, że pro­dukt powsta­je w odpo­wied­nich warun­kach. Tu też jest wie­le mitów – w Pol­sce to nie zna­czy „w super szwal­ni”, bo tu też mamy cza­sem złe warun­ki, choć nie tak jak w Ban­gla­de­szu czy Chi­nach. Z dru­giej stro­ny w Afry­ce czy Azji też są świet­ne szwal­nie. W Chi­nach moż­na kupić naj­gor­sze rze­czy, ale też i naj­no­wo­cze­śniej­sze mate­ria­ły.

Robi­my wszyst­ko, żeby zdo­być zaufa­nie klien­ta. W dzi­siej­szych cza­sach nie ma cza­su na to, by spraw­dzać za każ­dym razem met­ki, mate­ria­ły, skąd pocho­dzi każ­dy pro­dukt. Chcie­li­by­śmy być fir­mą, któ­ra zro­bi to za klien­tów, a klien­ci raz spraw­dzą nas i będą wie­dzieć, że mogą nam zaufać i swo­bod­nie wra­cać do nas. Nie chcie­li­by­śmy iść na skró­ty i ich zawieźć. Gdy klient raz się zawie­dzie, to cięż­ko odbu­do­wać jego zaufa­nie. Gra­my otwar­cie w kar­ty i tak w zbli­ża­ją­cym się dro­pie mamy dwie takie sytu­acje, gdzie sko­rzy­sta­li­śmy z tka­nin odku­pio­nych od szwal­ni. Ich poprzed­ni klien­ci nie wywią­za­li się z umów i my wyko­rzy­sta­li­śmy pozo­sta­wio­ne po nich reszt­ki mate­ria­łów. Są bez cer­ty­fi­ka­tów, ale jest to w duchu zero waste i wspie­ra szwal­nię, z któ­rą współ­pra­cu­je­my i z tej współ­pra­cy jeste­śmy bar­dzo zado­wo­le­ni. We wszyst­kich pro­duk­tach będzie to opi­sa­ne na stro­nie, to nie jest żad­na tajem­ni­ca i zro­zu­miem, jeśli ktoś nie chce się zde­cy­do­wać na taki mate­riał, bo chce mieć baweł­nę cer­ty­fi­ka­tem, ze wzglę­du na uczu­le­nie czy poglą­dy. Daje­my ten świa­do­my wybór wszyst­kim klien­tom.

Wasze ubrania są głównie skierowane do kobiet, choć w ostatniej kampanii pojawiają się unisexowe i męskie twarze.

Tak, dla kobiet pro­du­ku­je się dużo wię­cej. Nam jest też łatwiej, bo pro­jek­to­wa­niem głów­nie zaj­mu­ją się dziew­czy­ny. W kolej­nych dro­pach, szcze­gól­nie na jesie­ni, wpro­wa­dzi­my rze­czy uni­se­xo­we i dla chło­pa­ków. W tym momen­cie są to tyl­ko t‑shirty i blu­zy. To był taki test i mie­li­śmy faj­ny odbiór. Kupu­ją męż­czyź­ni, ale i dziew­czy­ny dla swo­ich kole­gów, bra­ci, mężów, part­ne­rów, synów.

Czy faceci wciąż kupują mniej świadomie niż kobiety?

Myślę, że kupu­ją świa­do­mie, ale ina­czej. Przy­wią­zu­ją uwa­gę do jako­ści mate­ria­łu, czy ubra­nie star­cza na dłu­żej, chcą w więk­szo­ści powta­rzal­no­ści, kupu­ją to, co im się spodo­ba­ło wcze­śniej. Dla­te­go nowin­ki są ok w nie­wiel­kiej ilo­ści, ale pod­sta­wa jest ta sama od lat, więc szu­ka­ją miejsc, gdzie mogą wró­cić po ten sam t‑shirt, ale na przy­kład w innych kolo­rach. I też, gdy coś kupią to uży­wa­ją tego dłu­żej, pyta­ją o to jak coś jest odszy­te, ile prań prze­trwa. Face­ci też kupu­ją z posza­no­wa­niem dla ludzi i dla Zie­mi. Dziew­czy­ny zaś czę­ściej kupu­ją emo­cjo­nal­nie.

polska marka nago

Czy też masz wrażenie, że zaczęliśmy nosić częściej basicowe, wygodne ubrania przez to, że świat pędzi i to jedyny sposób, żeby wrzucić na luz?

Przy­szła reflek­sja nad zwol­nie­niem tem­pa.  Coraz czę­ściej roz­wa­ża­my nosze­nie cze­goś czę­ściej, sko­ro się spraw­dza. Szko­da cza­su i miej­sca w sza­fie. Oso­bi­ście sta­ram się redu­ko­wać ilość ubrań i cią­gle mam ich za dużo, a oka­zu­je się, że cho­dzę w kil­ku­na­stu na krzyż, bo naj­bar­dziej je lubię, są naj­wy­god­niej­sze. Kie­dyś myśla­łam, że trze­ba czę­ściej zmie­niać ubra­nia, żeby nie być nud­nym, teraz tak tego nie oce­niam. Wylu­zo­wa­li­śmy i to jest faj­ne i zdro­we.

Widać to nawet np. po ostat­nich galach oska­ro­wych, kie­dyś było nie do pomy­śle­nia, aby zało­żyć tą samą sukien­kę dru­gi raz, to była naj­więk­sza wpad­ka, teraz gdy jakaś gwiaz­da zało­ży kre­ację sprzed lat, to wszy­scy się o tym roz­pi­su­ją. 

Jeśli cho­dzi o Pol­skę, nacie­szy­li­śmy się już wol­no­ścią wybo­ru i dostę­pem. W latach 80-tych tego wybo­ru nie było pra­wie w ogó­le, w 90-tych się zwięk­szał, ale ceny nie były przy­stęp­ne. A my dora­sta­li­śmy w świe­cie, gdzie mogli­śmy prze­bie­rać w tanich ubra­niach, mieć sukien­kę na każ­dą oka­zję, bo nie był to duży wyda­tek.  W świa­do­mo­ści osób, któ­re się uro­dzi­ły po 2000 roku sie­ciów­ki były od zawsze, więc patrzą na nie ina­czej. Mło­dzi ludzie myślą bar­dziej rady­kal­nie i emo­cjo­nal­nie  nie tyl­ko o tym co jest wygod­ne, ale też co będzie inwe­sty­cją w przy­szłość, natu­rę, śro­do­wi­sko.

Kolej­ny wątek to zmia­na per­spek­ty­wy zwią­za­na z posia­da­niem dzie­ci.  Widzę po sobie, że zmie­nia się spo­sób myśle­nia, gdy sami mamy dzie­ci. Do tej pory myśla­łam  kil­ka-kil­ka­na­ście lat w przód, a teraz myślisz „ok, może mnie oso­bi­ście to nie będzie doty­czyć, ale chcia­ła­bym, żeby moje dziec­ko też mogło pójść na spa­cer do lasu czy poje­chać nad morze, oddy­chać świe­żym powie­trzem i nie poty­kać się o śmie­ci, albo zoba­czyć del­fi­na na wol­no­ści, dzi­ką mał­pę, czy w pol­skich realiach saren­kę czy jele­nia”.  Gdy po uro­dze­niu dziec­ka oka­za­ło się, że co dru­gi dzień nie może­my wyjść z nim na spa­cer, bo jakość powie­trza po pro­stu jest real­nie szko­dli­wa dla nie­go, byłam prze­ra­żo­na. To daje dużo reflek­sji nad tym, po co nam ta kolej­na rzecz i za jaką cenę? 

Sama ta pandemia teraz była dla nas weryfikacją, co tak naprawdę nosimy, w czym się dobrze czujemy.

Tak, bo oka­zu­je się, że masz 3 pary jeasnów, któ­re przez cały ten czas leżą, bo jak jesteś w domu to prze­cież nawet, gdy pra­cu­jesz nie będziesz ich nosić. Faj­nie jest zało­żyć raz na jakiś czas coś, w czym czu­je­my się atrak­cyj­niej­si, ale to są rze­czy­wi­ście spo­ra­dycz­ne sytu­acje, a naj­le­piej czu­je­my się w dre­sach, piża­mie czy ulu­bio­nej roz­cią­gnię­tej blu­zie. I tak Twoi bli­scy Cię w niej widzą, więc przy­zwy­cza­jasz się do tego. Ja prak­tycz­nie się nie malu­ję i jak mam poma­lo­wać rzę­sy, to widzę ile to zaj­mu­je cza­su, kie­dy ktoś to robi codzien­nie. To  już wolę pospać, co jest defi­cy­to­wym towa­rem przy dziec­ku (śmiech). Tak­że jak­bym mia­ła wybie­rać to wolę ode­spać, a i tak pew­nie lepiej się wte­dy wyglą­da niż z war­stwa­mi maki­ja­żu na twa­rzy. Jestem więc cie­ka­wa jak rynek kosme­tycz­ny na to wszyst­ko zare­ago­wał, pew­nie lepiej się sprze­da­je teraz domo­we spa, kosme­ty­ki pie­lę­gna­cyj­ne niż kolo­ro­we.

Teraz sukces marek będzie polegał na dostosowaniu się do zaistniałych wydarzeń.

Tak, szcze­gól­nie, że  sytu­acja z COVID  była nie do prze­wi­dze­nia. My nie jeste­śmy w tak złej sytu­acji. Wie­le branż z dnia na dzień prze­sta­ła chwi­lo­wo ist­nieć, np. roz­ryw­ko­wa. Wszyst­ko powo­li zaczy­na dzia­łać, a oni wciąż nie wie­dzą kie­dy ich rze­czy­wi­stość wró­ci do nor­my – za rok czy za pół… Roz­ma­wia­my o kon­flik­tach mili­tar­nych, o kry­zy­sach eko­no­micz­nych, ale niko­mu nie przy­szło do gło­wy, że coś takie­go jak muta­cja wiru­sa spa­ra­li­żu­je prak­tycz­nie cały świat. Nie ma miej­sca, gdzie jest lepiej, do któ­re­go uciek­niesz, tyl­ko musisz po pro­stu sie­dzieć w domu. Na pew­no trze­ba będzie się przy­go­to­wać na takie życie, by łatwo dosto­so­wy­wać się do zmian.

Julia Turewicz

Trzy­mam zatem kciu­ki za Wasze dal­sze suk­ce­sy w nie­ustan­nie zmie­nia­ją­cym się świe­cie. Dzię­ku­ję Ci bar­dzo za roz­mo­wę, Julia.

Zdję­cia i tekst: Nat Kon­trak­te­wicz

 

Komentarze

komen­ta­rzy

Related posts
Moda

W co warto zainwestować tej jesieni?

Koniec lata zbli­ża się nie­ubła­ga­nie. Czas powi­tać jesień. I cho­ciaż dotych­czas na dłu­gie, let­nie, wietrz­ne dni wystar­czy­ła baweł­nia­na sukien­ka i para san­da­łów, krót­sze dni zwia­stu­ją powrót chłod­niej­szej aury. Czas zatem na wymia­nę odzie­ży. Zwy­kle kapry­śna,…
Więcej
ModaNewsroom

W nadmorskim kurorcie z NAGO - kolekcja lato 2020

Pol­ska mar­ka NAGO zabie­ra nas w tym sezo­nie na bez­tro­skie waka­cje do pol­skie­go, nad­mor­skie­go kuror­tu, a wszyst­ko dzię­ki naj­now­szej, let­niej kolek­cji ubrań i akce­so­riów. Pierw­sze, nowe mode­le ubrań, a więc baweł­nia­ne dre­sy oraz zesta­wy piża­mo­we,…
Więcej
ModaMust havePolecaneTrendy

Najpiękniejsze rzeczy, w które warto zainwestować tej wiosny

Prze­glą­da­jąc wio­sen­ne kolek­cje pro­jek­tan­tów moż­na dostać zawro­tu gło­wy – w tym sezo­nie mod­ne jest bowiem wszyst­ko. Wiel­kie, zna­ne sie­ciów­ki nie­mal co tydzień pro­du­ku­ją i wypusz­cza­ją nowe kolekcje.Tymczasem, w odróż­nie­niu od zna­nych na świe­cie kon­cer­nów, lokal­ne…
Więcej