Karolina Staniec. Na własnych zasadach

Roz­ma­wia­ła: Karo­li­na Błasz­kie­wicz
Zdję­cia: Ola Kowal­ska
Sty­li­za­cja: Daria Bie­drzyc­ka

Karolina Staniec

Nie chce nazy­wać sie­bie aktor­ką, bo uwa­ża, że jesz­cze nie nią nie jest. Co ją okre­śla? Poko­ra i bez­kom­pro­mi­so­wość. Karo­li­na nie uzna­je pół­środ­ków i bala­stów. Naj­więk­sza miłość? Aktor­stwo. Wła­sne zda­nie? Zawsze.

Aktor­ką się jest czy aktor­ką się bywa?
Dopie­ro skoń­czy­łam szko­łę, jesz­cze nie wiem co to wła­ści­wie ozna­cza. Wyda­je mi się, że jestem na eta­pie pozna­wa­nia tego świa­ta, choć umiem roz­róż­nić poję­cie „aktor” od „cele­bry­ty”. Moim marze­niem jest być tym pierw­szym, wolę to od poka­zy­wa­nia się na ścian­ce.

Nie krę­ci cię to?
Raczej nie, są oso­by któ­rym taka aktyw­ność odpo­wia­da ja chcia­ła­bym sku­pić się na wyko­ny­wa­niu swo­je­go zawo­du.

Podob­no poka­zy­wa­nie się poma­ga.

Nie­któ­rym oczy­wi­ście tak, ale wąt­pię aby było to wyznacz­ni­kiem. Jest masa wspa­nia­łych akto­rów, któ­rzy nie potrze­bu­ją tego a i tak dosta­ją role w arcy­cie­ka­wych pro­duk­cjach.  Bywal­ce ścia­nek czę­sto zwy­czaj­nie chcą ist­nieć w mediach. Dla­te­go nie wiem w czym to mia­ło­by pomóc mnie.

W zna­le­zie­niu pra­cy…
Nie sądzę, aby było to głów­nym czyn­ni­kiem.

Pro­du­cen­ci dowia­du­ją się o tym, kim jesteś.
Jacy pro­du­cen­ci? Głę­bo­ko wie­rzę, że szu­ka­ją wni­kli­wiej swo­je­go odtwór­cy.

Fil­mów wyso­ko­bu­dże­to­wych.
To praw­da, oso­by egzal­tu­ją­ce się moc­no są zna­ne czę­sto­kroć bar­dziej. Jed­nak to zale­ży od pro­duk­cji i pozio­mu jaki ona repre­zen­tu­je. Jeśli film ma być lek­ki i przy­jem­ny to świet­nym wybo­rem jest ktoś, kto zagwa­ran­tu­je to samym sobą, jed­nak ja wola­ła­bym aby wyko­ny­wa­nie moje­go zawo­du naj­le­piej jak potra­fię było taką wła­śnie gwa­ran­cją.

Akto­rzy mają za zada­nie coś prze­ka­zy­wać?
Bar­dzo bym chcia­ła coś prze­ka­zać.

Karolina Staniec

Co ty jako Karo­li­na chcia­ła­byś prze­ka­zać świa­tu? Wiesz, czy­ta­łam ostat­nio wywiad z Dia­ne Kru­ger, któ­ra stwier­dzi­ła, że to nie jest jej zada­niem wska­zy­wać ludziom, co mają robić czy myśleć, zmie­niać ich. Swo­ją pra­cę zaczy­na i koń­czy, opo­wia­da­jąc daną histo­rię.

Ja robię to samo… To, co zoba­czysz albo cię poru­szy zacie­ka­wi czy roz­ba­wi albo prze­łą­czysz pro­gram. W seria­lu „Aż po sufit” gram dziew­czy­nę bitą przez chło­pa­ka. Dzię­ki Bogu, sama nigdy nie doświad­czy­łam prze­mo­cy, więc czy­tam dys­ku­sje na forach, sta­ra­jąc się jakoś dotrzeć do osób z taki­mi pro­ble­ma­mi, zro­zu­mieć je i być auten­tycz­na. Jeśli wśród widzów znaj­dzie się choć jeden, któ­re­mu jak­kol­wiek to pomo­że, otwo­rzy oczy na coś, a to indy­wi­du­al­na spra­wa, było war­to. To chy­ba lepiej spo­żyt­ko­wa­ny czas niż przy­sło­wio­wa ścian­ka.  Zgo­dzę się z Kru­ger, bo nie mamy za zada­nie zmie­niać świa­ta, ale nasza pra­ca jest tro­chę jak odbi­cie rze­czy­wi­sto­ści – może, ale nie musi wpły­wać moc­no na ludzi, bierz­my to pod uwa­gę.

Aktor­stwo jest dla cie­bie misją? Dej­mek powie­dział chy­ba, że dupa jest od sra­nia, a aktor od gra­nia. Nawet Antho­ny Hop­kins przy­znał­by mu rację, bo jego zda­niem aktor­stwo nie ma nic wspól­ne­go z misją.
Nale­ża­ło­by się zasta­no­wić nad zde­fi­nio­wa­niem pra­cow­ni­czej misji. Każ­dy zawód jest ponie­kąd misją, któ­rą jeśli będzie się wyko­ny­wać z pasją i zaan­ga­żo­wa­niem, nam ludziom też będzie lepiej się żyło. Zbyt czę­sto jed­nak rzą­dzą nami przy­pad­ki. To zda­nie o któ­rym wspo­mnia­łaś, moż­na z przy­mru­że­niem oka przy­pi­sać abso­lut­nie każ­dej pro­fe­sji, oczy­wi­ście i mojej. Jed­nak Anthony’ego Hop­kin­sa cenię szcze­gól­nie za jego kre­acje do któ­rych, i o tym czę­sto mówi, przy­go­to­wu­je się bar­dzo pre­cy­zyj­nie. Czy­ta sce­na­riusz wie­le, wie­le razy zanim podej­mie jakieś dzia­ła­nia celem inter­pre­ta­cji, a to ozna­cza chy­ba, że pod­cho­dzi do swo­je­go zawo­du poważ­nie. Nie przy­wią­zy­wa­ła­bym tak uwa­gi do słów, spójrz­my na wynik. Kre­acje aktor­skie potra­fią inspi­ro­wać, dawać nadzie­ję, mogą, ale nie muszą być misją.

Ale spo­ty­kasz Ceza­re­go Pazu­rę…
Bar­dzo dużo się od nie­go nauczy­łam.

Karolina Staniec

Czy­li?
Nor­mal­no­ści, poko­ry i pro­ste­go prze­ka­zu. Ceza­ry Pazu­ra to świet­ny aktor i chy­ba nie ma czło­wie­ka w tym kra­ju, któ­ry z tej stro­ny go nie zna. Osią­gnął wie­le, kie­dy jesz­cze ścian­ki nie były tak popu­lar­ne, liczył się talent i pro­fe­sjo­na­lizm.

Dla­te­go te ścian­ki nie są dla cie­bie pocią­ga­ją­ce, ani miłość tłu­mów?
Moje gro­no towa­rzy­szą­ce jest bar­dzo ogra­ni­czo­ne, nic nie wycho­dzi na zewnątrz. Tro­chę mnie życie nauczy­ło mimo tych mło­dych lat, że wolę mieć praw­dzi­wych przy­ja­ciół liczo­nych na pal­cach jed­nej ręki. Stwo­rze­nie posta­ci napraw­dę wie­le mnie kosz­tu­je. Wszyst­kie te łzy i poty, któ­re prze­ży­wa­łam, napraw­dę mnie doty­ka­ją. Faj­nie jak ktoś to doce­ni, ale za to nie się kocha.

Trud­no wró­cić do sie­bie?
Kie­dy mam pro­jekt, tro­chę alie­nu­ję się od świa­ta. Nie dzi­wię się, że akto­rzy to czę­sto alko­ho­li­cy, nie­któ­re emo­cje bolą za bar­dzo. Aby być wia­ry­god­nym trze­ba cza­sem poru­szyć takie sfe­ry, któ­rych jako zwy­kli ludzie upchnę­li­by­śmy na sam dół swo­jej pamię­ci.

No wła­śnie, życie z akto­ra­mi podob­no nie jest łatwe.
To abso­lut­nie zale­ży od czło­wie­ka, nie­któ­rzy potra­fią oddzie­lić życie pry­wat­ne od zawo­do­we­go, innym przy­cho­dzi to cię­żej. Nie sądzę jed­nak, aby życie z akto­rem było cięż­sze niż z leka­rzem czy kim­kol­wiek, to zale­ży od nas. Jestem na eta­pie two­rze­nia swo­jej karie­ry i chy­ba tro­chę boję się miło­ści.

Nie bola­ło­by cię, że wra­casz do puste­go miesz­ka­nia?
Nic na siłę.

Zasko­czy­łaś mnie teraz. Panu­je raczej prze­ko­na­nie, że zwią­zek jest na pierw­szym miej­scu, a nie samo­re­ali­za­cja.
Bio­rąc pod uwa­gę obec­ne cza­sy, nie wyda­je mi się aby tak było. Mamy więk­sze moż­li­wo­ści, jeste­śmy bar­dziej ambit­ni. Byłam raz w poważ­nym związ­ku, ale aktor­stwo wygra­ło. Nie chcę musieć wybie­rać mię­dzy samo­re­ali­za­cją a rela­cją. Czło­wiek jest goto­wy w peł­ni poko­chać dru­gą oso­bę, jeże­li poko­cha same­go sie­bie i nie mam na myśli nar­cy­zmu. Nie wyba­czy­ła­bym sobie i nie była­bym sobą bez speł­nie­nia, któ­re mam nadzie­ję da mi mój zawód.

Karolina Staniec

Dla­te­go tak wal­czysz o aktor­ską nor­mal­ność?
Jest olbrzy­mia róż­ni­ca mię­dzy aktor­stwem teatral­nym a fil­mo­wym. Chcąc, aby widzo­wie mi uwie­rzy­li, muszą się iden­ty­fi­ko­wać, nie mogą wyczuć fał­szu. Muszę grać nor­mal­nie, ludz­ko.

Szko­ła teatral­na wywo­ła­ła strach?
Dla mnie to naj­gor­szy moment w życiu. Jedy­ną oso­bą, któ­rą podzi­wiam, kocham i od któ­rej wie­le się nauczy­łam jest pani Krze­si­sła­wa Dubiel- Chry­ze­wicz, aktor­ka star­sze­go poko­le­nia. Ona dała mi wol­ność, pozwa­la­ła mi na nią, ale też piło­wa­ła, bo cza­sa­mi mi się nie chcia­ło (śmiech). Nato­miast póź­niej, już w zawo­dzie, chcia­łam dawać zbyt dużo. Cza­sem moc­niej­sze w wyra­zie są jed­nak pół­środ­ki. Cały czas jestem w pro­ce­sie. Pomi­mo tego, że szko­ła aktor­ska to ponie­kąd zawo­dów­ka, naj­wię­cej uczy­my się w pra­cy.

To chy­ba kwe­stia dużej ambi­cji…
Chcę robić wszyst­ko jak naj­le­piej, ina­czej nie ma sen­su.

Nie prze­ra­sta cię to?
Cie­szy mnie pro­gres, jestem skon­cen­tro­wa­na.

Kie­dy nie grasz, to co robisz?
Spo­ty­kam się z przy­ja­ciół­mi, czy­tam.

Co ostat­nio?
Pusto­stan.

 A widzisz, Kasia Warn­ke, do któ­rej jesteś porów­ny­wa­na, czy­ta go w radio­wej Trój­ce…
(śmiech) Powin­ny­śmy zagrać sio­stry.

Wku­rza­ją cię takie porów­na­nia? Bo gdy­by ktoś powie­dział, że przy­po­mi­nasz mu Meryl Stre­ep, to..
Nie chcę być podob­na do kogo­kol­wiek, nawet do Stre­ep, któ­rą uwiel­biam. Chcę być Karo­li­ną Sta­niec.

Jak chcesz, żeby cię postrze­ga­no?
Nie wiem, nie mam poję­cia.

Karolina Staniec

Wyda­jesz się tro­chę zagu­bio­na, jak­byś szu­ka­ła swo­jej toż­sa­mo­ści…
Ja szu­kam,  pró­bu­ję, doświad­czam. Stwier­dze­nie dwu­dzie­sto­kil­ku­lat­ka, że wie o sobie wszyst­ko, było­by głu­pie i nie­uczci­we.

A może teraz kła­miesz? Akto­rzy są raczej dobry­mi kłam­ca­mi, jeśli chcą dobrze grać.
(śmiech) Akto­rzy rzad­ko dobrze kła­mią w życiu, dla­te­go potra­fią grać. Jest nama­cal­na róż­ni­ca mię­dzy kła­ma­niem a gra­niem. Kła­miąc nigdy nie zagrasz dobrze.

Nie mów, że kłam­stwo odpa­da.
Jakie?

Każ­de.
Nie wiem. Pomyśl, jeże­li aktor daje ci histo­rię, wca­le cię nie oszu­ku­je. Cho­dzi wyko­na­nie danej posta­ci, prze­ży­cie. Ja nie ściem­nia­łam.

Ok, tobie uwie­rzy­łam, ale jest wie­lu akto­rów, któ­rym nie wie­rzę.
Może zbyt dużo cza­su spę­dza­ją na ścian­kach? (śmiech)

Mia­łaś jakiś plan B?
Nie.

Jesteś bez­kom­pro­mi­so­wa. Nie zaprze­czysz, że widzisz tyl­ko czar­ne albo bia­łe.
Bio­rę pod uwa­gę kolo­ry pośred­nie.

Bie­rzesz, ale i tak chy­ba nie przy­spa­rza ci to wie­lu przy­ja­ciół.
Nie.

Karolina Staniec

Lubisz walić praw­dę mię­dzy oczy?
Ostat­nio zaczy­nam się tego uczyć. Może dla­te­go spo­tka­ły­śmy się teraz, kie­dy tak wła­śnie mnie odbie­rasz, taką mam ener­gię. Tak tra­wię świat, ale nie wiem jak będzie za rok. Jestem w takim wie­ku, że cały czas chło­nę i doświad­czam. Nauczy­łam się, że jeśli mi coś nie pasu­je, to to mówię. Zazna­czę, że dzie­je się tak tyl­ko w spra­wach pry­wat­nych albo zawo­do­wych. Jeśli cho­dzi o inne aspek­ty, nie mam pra­wa się wypo­wia­dać, nie mam pra­wa wygar­niać cze­goś obcej oso­bie.

Akto­rów łatwo się oce­nia…
Meryl Stre­ep powie­dzia­ła, że nie inte­re­su­ją ją recen­zje kry­ty­ków, tyl­ko nor­mal­nej mat­ki dwój­ki dzie­ci, któ­ra oglą­da jej fil­my. I ja się z tym zga­dzam, ponie­waż gram dla ludzi.

Wiesz, takie zda­nie nie wzbu­dza sym­pa­tii…
Przez mój spo­sób bycia mam bar­dzo dużo wro­gów. Zawsze byłam out­si­de­rem, tra­fi­łam na tę parę kłód…

Zobacz, gdzie teraz jesteś.
Wiem, ale z dru­giej stro­ny cie­szę się, że się to poja­wi­ło w tak mło­dym wie­ku.

Byłaś gnę­bio­na?
Nie, ale czę­sto zmie­nia­łam szko­łę. Nie jest do koń­ca tak, że dopie­ro uczę się mówie­nia wprost, bo od pod­sta­wów­ki mia­łam jakąś indy­wi­du­al­ność, nie szłam za tłu­mem, wszyst­ko robi­łam po swo­je­mu. W szko­le teatral­nej było podob­nie. Uwa­żam, że jak­by każ­dy był taki sam to była­by strasz­na nuda.

Nie bola­ło cię to, że coś cię omi­ja?
A może chcia­łam, aby mnie omi­nę­ło.

Bar­dzo zdro­we podej­ście. Powiedz mi, nor­mal­ność jest w cenie?
Trud­no jest być nor­mal­nym. Nie uwa­żasz tak? Rozu­miem, że jest bez­piecz­nie, kie­dy przy­bie­rasz jakąś maskę, bro­nisz przed czymś… Przy­zna­ję, też to cza­sa­mi robię, ale w sytu­acjach, gdzie towa­rzy­stwo jest mi nie­zna­ne. Cza­sa­mi też nie war­to się odsła­niać, bo mało ludzi tę nor­mal­ność zro­zu­mie. Mimo to sta­ram się taka być, bo po pro­stu ni lubię tań­czyć jak inni mi zagra­ją.

Karolina Staniec

For Vers-24, War­saw

_____

POLECAJCIE:



Komentarze

komen­ta­rzy