Jak przestać się martwić?

W życiu każdego z nas przychodzi jakiś trudny moment. Stajemy przed zadaniami, które nas przygniatają. Mamy problemy, przez które nie możemy spać. Najważniejsze w takiej sytuacji, to nie dać się omamić zmartwieniom. Zamartwiając się, szczególnie ‚na zapas’, nie zauważamy pozytywnych rzeczy, które każdego dnia nas spotykają Niestety, stajemy się zgorzkniali i pesymistyczni. Bardzo szybko zaczynamy mieć bóle głowy i kłopoty z żołądkiem. Ciągle nierozwiązane problemy potrafią zniszczyć człowieka psychicznie, zawładnąć jego życiem. Co robić? Przede wszystkim, przestać się martwić! A potem zabrać się za rzeczowe rozwiązania i zacząć wreszcie żyć, bez zmartwień.

Tylko tu i teraz

Pierw­szą a za razem naj­bar­dziej żela­zna zasa­da jest to by żyć odgro­dzo­nym od prze­szło­ści i przy­szło­ści. Jeśli za bar­dzo ana­li­zu­je­my w swo­jej gło­wie wyda­rze­nia któ­re mia­ły już miej­sce (i na któ­re, oczy­wi­ście, nie mamy juz wpły­wu) albo snu­je­my zbyt odle­głe (lub zbyt szcze­gó­ło­we) pla­ny na przy­szłość, nie jeste­śmy obec­ni w swo­im życiu tu i teraz. Brzmi pesy­mi­stycz­nie? Pomyśl sobie – od dziś, żyje tyl­ko od świ­tu do zmierz­chu. Jutrzej­sze pro­ble­my zosta­wiam jutrzej­szej sobie.

Magiczna formuła

Ist­nie­je taka magicz­na for­mu­ła, któ­ra poma­ga pozbyć się zmar­twie­nia. Zosta­ła ona opi­sa­na przez Dale’a Car­ne­gie w jego książ­ce i oka­zu­je się, że jest ona sku­tecz­na w 100%! Dokład­nie, w stu pro­cen­tach, musisz po pro­stu uwie­rzyć, że to na praw­dę zadzia­ła i przy­ło­żyć się do opi­sa­nia (naj­le­piej na kart­ce, pamięć bywa bar­dzo ulot­na) każ­de­go punk­tu jak naj­le­piej. Do dzie­ła!

Jak przestać się martwić?

Etap 1. Konsekwencje

Prze­ana­li­zuj na zim­no jakie są naj­gor­sze kon­se­kwen­cje tego co się wyda­rzy­ło. Naj­ła­twiej będzie, jeśli sta­niesz z nimi twa­rzą w twarz.  Po pro­stu zadaj sobie pyta­nie, co naj­gor­sze­go może mi się wyda­rzyć?

Etap 2. Przygotowanie

Teraz nad­szedł czas na to, by się pogo­dzić z naj­gor­szym. Jeśli będziesz świa­do­ma kon­se­kwen­cji, będzie Ci je łatwiej zaak­cep­to­wać. I praw­do­po­dob­nie, w tym momen­cie ode­tchniesz i poczu­jesz spo­kój albo odnaj­dziesz siłę, by dalej dzia­łać i prze­stać się zamar­twiać.

Etap 3. Ocalenie

Kolej­ny etap moż­li­we, że uchro­ni cie od naj­gor­sze­go. Ale czy to waż­ne, w koń­cu już się z tym pogo­dzi­łaś? Pro­ble­my naj­le­piej roz­wią­zy­wać na chłod­no. Podejdź ze spo­ko­jem do sytu­acji i sprawdź, czy da się coś jesz­cze ura­to­wać.

Ci, któ­rzy nie potra­fią wal­czyć, ze zmar­twie­nia­mi, umie­ra­ją mło­do.”

Powin­naś znać te sen­ten­cje i wziąć sobie ją do ser­ca. Naj­wyż­szą ceną jaką możesz zapła­cić za zmar­twie­nia, jest two­je zdro­wie. Nie­po­kój od razu rysu­je się na twa­rzy w posta­ci zmarsz­czek i gry­ma­su. Nasz sys­tem ner­wo­wy nie wyba­cza,  jeśli go nad­wy­rę­ża­my. Wie­lu leka­rzy jest zda­nia, że cho­ro­ba czę­ściej zaczy­na się od zmar­twień, to błęd­ne koło bo gdy cho­ru­je­my, zaczy­na­my mar­twić się o swo­je zdro­wie. W naszym spo­łe­czeń­stwie naj­częst­szą przy­czy­ną śmier­ci są cho­ro­by ser­ca. Gdy­by ludzie potra­fi­li roz­wią­zy­wać swo­je pro­ble­my, żyć odgro­dzo­ny­mi od przy­szło­ści i prze­szło­ści, nie zamar­twiać się nad­to,  może ich ser­ca były­by zdrow­sze?

Jak przestać się martwić?
Nie działaj zbyt pochopnie

Przy roz­wią­zy­wa­niu pro­ble­mu zacho­wuj się jak przy two­rze­niu stra­te­gii. Naj­pierw określ w któ­rym miej­scu się znaj­du­jesz i zbierz fak­ty. Poło­wa zmar­twień bie­rze się stąd, że ludzie zbyt pochop­nie podej­mu­ją decy­zję. Robią to zanim posią­dą wystar­cza­ją­cą wie­dzę, na któ­rej mogli­by pole­gać. Następ­nym razem odpo­wiedź sobie na kil­ka pytań – Co tak na praw­dę sta­no­wi pro­blem? Jaka jest jego przy­czy­na? Jakie są moż­li­we roz­wią­za­nia? Któ­re z nich Ty przyj­mu­jesz? Przy­znaj, że to bar­dzo pro­ste! Skończ jak naj­szyb­ciej z nało­giem zamar­twia­nia się, wypędź je ze swo­je­go umy­sły i zacznij żyć!

Wię­cej w książ­ce „Jak prze­stać się mar­twić i zacząć żyć” Dale Car­ne­gie.

Tekst/zdjęcia: Lau­ra Osa­ko­wicz




Komentarze

komen­ta­rzy