Zoom on: Peter Lindbergh

Słynny Vogue, wydanie lutowe 1990. Na jego łamach pojawiają się czarno-białe zdjęcia Lindy Evangelisty, Christy Turlington i Tatiany Patitz. Pozują na plaży w zwykłych koszulkach, nie wiedząc jeszcze, że świat mody stanie przed nimi otworem. Nie wie tego też Peter Lindbergh, który nieświadomie odegra kluczową rolę w wykreowaniu supermodelek lat 90-tych i potrząśnie światkiem mody.

Tekst: Karo­li­na Błasz­kie­wicz
Zdję­cia: vogue.com, peter.lindbergh.free.fr

peter-lindbergh-photos1

Lind­bergh przy­szedł na świat w pol­skim Lesz­nie pod koniec 1944 roku. Mia­sto włą­czo­no do Nie­miec – przy­szły arty­sta dzie­ciń­stwo spę­dził więc po dru­giej stro­nie, a dokład­nie w Duis­bur­gu. Życie mię­dzy pola­mi wuj­ka i leżą­cy­mi o krok fabry­ka­mi mia­ło zna­czą­cy wpływ na jego póź­niej­szą twór­czość. Pierw­szą fascy­na­cją nie był jed­nak kon­trast natu­ra – cywi­li­za­cja, ale … Vin­cent van Gogh. Mło­dy Lind­bergh wyje­chał do Arles, podob­nie jak idol i spę­dził tam kil­ka mie­się­cy. Kolej­ny­mi przy­stan­ka­mi w dwu­let­niej podró­ży były Hisz­pa­nia i Maro­ko, a powrót do Nie­miec stał się rze­czy­wi­stym począt­kiem przy­go­dy z malar­stwem. Stu­dia w Col­le­ge of Art pozwo­li­ły Pete­ro­wi na roz­wój oraz pierw­szy, poważ­ny suk­ces: otwar­cie wysta­wy w lokal­nej gale­rii sztu­ki. Oka­za­ło się jed­nak, że na tym koń­czy się naśla­dow­nic­two van Gogha, któ­ry prze­gry­wa z foto­gra­fią i to na dobre. Pałecz­kę po eks-ido­lu przej­mu­je Hans Lux, zatrud­nia­ją­cy w 1971 roku przy­szłą gwiaz­dę na sta­no­wi­sku asy­sten­ta. Sie­dem lat póź­niej Lind­bergh lądu­je w Pary­żu, prak­tycz­nie od razu dosta­jąc zle­ce­nia od Vogue’a. Robi zdję­cia dla edy­cji bry­tyj­skiej, fran­cu­skiej, nie­miec­kiej i ame­ry­kań­skiej. Następ­ne są The New Yor­ker, Allu­re, Rol­ling Sto­ne oraz Vani­ty Fair. Głów­ną inspi­ra­cją sta­je się rodzi­me kino i sce­na arty­stycz­na lat 20-tych, stąd naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­ne czar­no-bia­łe obra­zy.

anna-favorite-1988-11-lindbergh_165128532679

Zachwy­ca się nimi Anna Win­to­ur, obej­mu­ją­ca w tym cza­sie fotel naczel­nej biblii mody. Jej aspi­ra­cje by zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wać gaze­tę zosta­ją zaspo­ko­jo­ne przez foto­gra­fa, któ­ry robi pierw­szą, dziś kul­to­wą już okład­kę (listo­pad 1988). Pozu­je mu izra­el­ska model­ka, Micha­ela Ber­cu, mają­ca na sobie żakiet od Chri­stia­na Lacro­ix, zesta­wio­ny ze spra­ny­mi jean­sa­mi Gues­sa. Idea prze­nie­sie­nia „wyso­kiej mody” do świa­ta, gdzie na co dzień nie ma ona racji bytu, oka­za­ła się strza­łem w dzie­siąt­kę. Win­to­ur i Lind­bergh są na ustach wszyst­kich. Jesz­cze gło­śniej robi się w stycz­niu 1990 roku, kie­dy powsta­je iko­nicz­na sesja, rów­nież dla Vogue, z udzia­łem wscho­dzą­cych gwiazd wybie­gu: Evan­ge­li­sta, Camp­bell, Patitz, Craw­ford, Tur­ling­ton. Po publi­ka­cji ich życie wywra­ca się do góry noga­mi, Lind­bergh zaś wcho­dzi wte­dy do pan­te­onu mistrzów obiek­ty­wu.

Exif_JPEG

Moż­na pomy­śleć, że po tak ogrom­nym suk­ce­sie, spo­cznie na lau­rach, ale to nie­moż­li­we przy takiej pasji. Pró­bu­je prze­ści­gnąć same­go sie­bie: por­tre­tu­je m.in. Mic­ka Jag­ge­ra, Joh­na Mal­ko­vi­cha, Cathe­ri­ne Deneu­ve, Tinę Tur­ner, wyda­je książ­kę 10 Women by Peter Lind­bergh, skła­da­ją­cą się ze zdjęć topo­wych mode­lek (sprze­da­ło się ponad 100 tysię­cy kopii – przyp. red.). Dwu­krot­nie pra­cu­je nad kalen­da­rzem Pirel­li, naj­pierw w 1996 roku, póź­niej w 2002.  Ostat­ni, do któ­re­go po raz pierw­szy zapro­szo­no aktor­ki, nazwa­no naj­więk­szym jak dotąd wyzwa­niem.

cdeneuve_01

Nie­miec­kie­go foto­gra­fa zaj­mu­je też orga­ni­za­cja licz­nych wystaw na całym świe­cie, poczy­na­jąc od lon­dyń­skiej Shots of Sty­le w Muzeum Wik­to­rii i  Alber­ta czy pary­ski debiut (1986) z ini­cja­ty­wy Com­me des Gar­cons, przez tokij­ską impre­zę (Bun­ka­mu­ra Gal­le­ry), koń­cząc na ostat­niej, otwar­tej nie­daw­no w Gago­sian Gal­le­ry. Na jego pro­jek­ty skła­da­ją się też te objaz­do­we, jak choć­by Peter Lind­bergh: Ima­ges of Women, któ­rej tra­sa obej­mo­wa­ła Ber­lin, Rzym, Milan, Wie­deń i Moskwa. Szcze­gól­ne zna­cze­nie ma ostat­nie mia­sto, gdzie zapro­si­ła go Iri­na Anto­no­va z Push­kin Museum of Fine Arts, czy­niąc go pierw­szym wysta­wio­nym tam foto­gra­fem. Pierw­szeń­stwo jest zresz­tą cechą roz­po­znaw­czą arty­sty, któ­ra ujaw­ni­ła się oczy­wi­ście przy współ­pra­cy z Win­to­ur. Obo­je zmie­ni­li obli­cze mody, w wypad­ku Niem­ca pole­ga­ło to na “opo­wia­da­niu” edy­to­ria­li. Zdję­cio­wa nar­ra­cja nada­ła trak­to­wa­ne­mu dotąd z lek­kim pobła­ża­niem prze­my­sło­wi zupeł­nie inny, głęb­szy wymiar. Model­ki prze­sta­ły być wyłącz­nie żywy­mi mane­ki­na­mi, bo dostrzegł coś wię­cej: siłę kobie­co­ści. Potra­fi ją uchwy­cić, dosłow­nie otwie­ra­jąc oczy (i gło­wę) innym.

76926_MalgosiaBela_VogueIT_Oct07_ph_PeterLindbergh_007_122_114lo

O wiel­ko­ści Lind­ber­gha świad­czy zmysł obser­wa­cji, czy­taj: zgra­nie odpo­wied­nie­go momen­tu z odpo­wied­nią model­ką. Emo­cjo­nal­ność i szcze­rość są wisien­ką na tor­cie. W efek­cie poda­je mie­szan­kę, któ­rej nie­ła­two się oprzeć – bez wzglę­du na to czę­ścią, jakie­go świa­ta się sta­je. Fil­my doku­men­tal­ne, doce­nia­ne przez kry­ty­ków (dłu­gi metraż Models – The Film, trzy­mi­nu­to­wy Inner Voice o aktor­stwie, Pina Bausch – Der Fen­ster­put­zer), nagra­dza­ne na mię­dzy­na­ro­do­wych festi­wa­lach (Toron­to, Tri­be­ca) nie sto­ją na kontrze do jego foto­gra­fii. Wybra­ne for­my arty­stycz­ne­go wyra­zu przed­sta­wia­ją rodzaj takie­go pięk­na, któ­re nie potrze­bu­je żad­nych dodat­ków. Jedy­ne, co pozo­sta­je, to patrzeć.

Jagger_1

Lindbergh_116_03-berri

N13080946701122823_3

PHOTOGRAPHS_EXH_049 PHOTOGRAPHS_EXH_051

ROLLING_STONES_EXH_026 Vogue-Russia-September-2013-Maxima-Composite-1 voguefr05901

A13081099411055833_4

A13081099411055833_8

Edita-Vilkeviciute-by-Peter-Lindbergh5

For Vers-24, War­saw

_____

POLECAJCIE:



Komentarze

komen­ta­rzy