Dlaczego warto jeść amarantus?

Tekst: Mar­ty­na Ludwi­niak
Zdję­cia: pinterest.com

Ama­ran­tus to naj­star­sza rośli­na upraw­na świa­ta, któ­ra daw­niej sta­no­wi­ła pod­sta­wę poży­wie­nia Inków, Majów i Azte­ków. Ama­ran­tus cha­rak­te­ry­zu­je się wyso­ki­mi war­to­ścia­mi odżyw­czy­mi i zdro­wot­ny­mi, dla­te­go zali­czo­ny został do super­żyw­no­ści (super­fo­ods). Znaj­dzie­my go w skle­pach eko­lo­gicz­nych oraz dzia­łach ze zdro­wą żyw­no­ścią w for­mie suro­wych nasion, któ­re nale­ży ugo­to­wać lub w for­mie pop­pin­gu, czy­li eks­pan­do­wa­nych zia­ren.

a002f51f1fa2a57b96686e8a7ab20b61

Trochę historii

Histo­ria upra­wy ama­ran­tu­sa (pol­ska nazwa – szar­łat) się­ga ponad 5000 lat. India­nie, Majo­wie i Azte­ko­wie uwa­ża­li go za świę­tą rośli­nę. Nasio­na ama­ran­tu­sa mie­li­li na mąkę i przy­rzą­dza­li z niej poży­wie­nie, nato­miast liście i pędy doda­wa­li do sała­tek jako warzy­wo. W trak­cie pod­bo­jów kolo­nial­nych został okrzyk­nię­ty przez hisz­pań­skich zakon­ni­ków „dia­bel­skim zie­lem”. Jako sym­bol pogań­stwa zaczął pło­nąć na sto­sach, a wszę­dzie tam, gdzie pano­wa­ła reli­gia chrze­ści­jań­ska zaka­za­no jego upra­wy. Począt­ko­wo ama­ran­tus tra­fił do Euro­py jako rośli­na ozdob­na, póź­niej doce­nio­no jego nie­zwy­kłe war­to­ści odżyw­cze.

Obec­nie ama­ran­tus upra­wia się nie­mal we wszyst­kich zakąt­kach świa­ta. Naj­więk­sze pola upraw­ne znaj­du­ją się w Ame­ry­ce Pół­noc­nej i Połu­dnio­wej, Azji Połu­dnio­wo-Wschod­niej oraz w Afry­ce. W Pol­sce tak­że upra­wia­my tę rośli­nę – ponad 90% upraw znaj­du­je się na Lubelsz­czyź­nie. Zgod­nie z kla­sy­fi­ka­cją bota­nicz­ną szar­łat nie jest zbo­żem, czę­sto okre­śla­ny jest jako pseu­do­zbo­że. Naj­czę­ściej wyko­rzy­sty­wa­ną czę­ścią ama­ran­tu­sa są nasio­na.

Czy cięż­ko upra­wiać taką rośli­nę jak ama­ran­tus? Ama­ran­tus nie ma wygó­ro­wa­nych potrzeb byto­wych – może rosnąć nawet na pia­sku. Jego nie­zwy­kle istot­ną cechą jest to, że pochła­nia dwu­krot­nie wię­cej dwu­tlen­ku węgla niż inne rośli­ny, może zatem pomóc w wal­ce z efek­tem cie­plar­nia­nym. W prze­ci­wień­stwie do więk­szo­ści roślin ama­ran­tus nawo­żo­ny che­micz­nie nie rośnie, nie lubi też pesty­cy­do­wych opry­sków. Na szczę­ście, to, co jest pro­ble­mem dla rol­ni­ka, dla kon­su­men­ta jest ogrom­ną zale­tą!

Czy amarantus jest zdrowy?

Ziar­na ama­ran­tu­sa zawie­ra­ją dużo błon­ni­ka, a jed­no­cze­śnie są lek­ko­straw­ne, dla­te­go mogą go jeść zarów­no oso­by mają­ce pro­ble­my z zapar­cia­mi i pery­stal­ty­ką jelit, jak i oso­by mają­ce pro­ble­my żołąd­ko­we. Co waż­ne, nie zawie­ra on glu­te­nu, dla­te­go może być bez­piecz­nie spo­ży­wa­ny przez oso­by cho­re na celia­kię lub z aler­gią pokar­mo­wą na glu­ten. Wyróż­nia się bar­dzo drob­ną frak­cją skro­bi, któ­ra jest pięć razy łatwiej­sza do stra­wie­nia niż skro­bia zawar­ta w kuku­ry­dzy.  Ama­ran­tus jest dosko­na­łym źró­dłem łatwo przy­swa­jal­ne­go biał­ka. Posia­da kom­plet ami­no­kwa­sów egzo­gen­nych ( m.in. lizy­nę, tryp­to­fan i metio­ni­nę), czy­li tych, któ­rych orga­nizm sam nie potra­fi wytwo­rzyć i musi­my je dostar­czyć wraz z poży­wie­niem. Jest tak­że dosko­na­łym źró­dłem wie­lu skład­ni­ków mine­ral­nych, takich jak: żela­zo, wapń, magnez, fos­for i potas. W 100 g ama­ran­tu­sa znaj­dzie­my 248 mg magne­zu, 159 mg wap­nia i 7,6 mg żela­za. Pod wzglę­dem zawar­to­ści żela­za nie ma sobie rów­nych, ponie­waż zawie­ra go 5-krot­nie wię­cej niż sław­ny szpi­nak.  Zawie­ra wita­mi­ny z gru­py B oraz anty­ok­sy­dan­ty (wita­mi­nę A, C i E). Nie bez zna­cze­nia jest tak­że duża ilość jed­no- i wie­lo­nie­na­sy­co­nych kwa­sów tłusz­czo­wych, któ­re zmniej­sza­ją ryzy­ko miaż­dży­cy i innych cho­rób ukła­du krą­że­nia. Nasio­na ama­ran­tu­sa skry­wa­ją w sobie spo­re ilo­ści skwa­le­nu – jest to zwią­zek hamu­ją­cy sta­rze­nie się komó­rek. Bada­nia wyka­za­ły, że ama­ran­tus wpły­wa na obni­ża­nie wyso­kie­go ciśnie­nia krwi oraz zmniej­sza ryzy­ko zacho­ro­wa­nia na cukrzy­cę, nowo­two­ry oraz cho­ro­by ser­ca. Wzmac­nia tak­że pamięć i sys­tem ner­wo­wy.

Amarantus w kuchni

W Pol­sce, wyro­by z ama­ran­tu­sa dostęp­ne są pod posta­cią mąki, nasion i pop­pin­gu, czy­li pra­żo­nych zia­ren ama­ran­tu­sa (ama­ran­tus eks­pan­do­wa­ny). Naj­czę­ściej jed­nak spo­tka­my go w for­mie suro­wych nasion, któ­re nale­ży wcze­śniej ugo­to­wać. Doda­nie mąki ama­ran­tu­so­wej do wypie­ków popra­wia ich jakość i nada­je lek­ki, orze­cho­wy posmak. Ama­ran­tus może słu­żyć do wyro­bu maka­ro­nów i pie­czy­wa, a tak­że, jako doda­tek do sała­tek i zup. Pop­ping dosko­na­le skom­po­nu­je się z jogur­tem, kefi­rem oraz mle­kiem. W Indiach jego nasio­na sma­żo­ne są w cukrze lub goto­wa­ne z ryżem, zaś Indian­ki, prze­żu­wa­ją liście ama­ran­tu­sa i poda­ją go nie­mow­lę­tom jako pokarm.

Cie­ka­we pomy­sły na dania z ama­ran­tu­sa może­cie zna­leźć na: https://www.facebook.com/OdkrywamyAmarantus/

For Vers-24, War­saw

_____

PRZECZYTAJ TEZ:
GDZIE NA SUSHI W WARSZAWIE?
INTERVIEW WITH KASIA ZAREMBA „TO JEST MÓJ CZAS”
KAWIARNIA FABRYCZNA
SPOSÓB NA PLAKAT
SPOSÓB NA ZIMĘ? WEŁNIANA MARYNARKA!
OLIVIA KIJO I JEJ PODWÓJNE ŻYCIE ARTYSTYCZNE



Komentarze

komen­ta­rzy