Uroda

Trehaloza – czy jest bezpieczna?

Trehaloza to substancja stosowana w przemyśle kosmetycznym i spożywczym. To cukier składający się z dwóch cząsteczek glukozy. Występuje powszechnie w przyrodzie, ale nie jest wytwarzana przez żadnego z ssaków.  

Trehaloza - czy jest bezpieczna?

Zdję­cia: Louis Reed z Unsplash

Jak działa trehaloza

Tre­ha­lo­za poma­ga utrzy­mać rośli­nom odpo­wied­ni poziom nawod­nie­nia i to wła­śnie ta wła­ści­wość sub­stan­cji jest wyko­rzy­sty­wa­na w kosme­ty­ce. W dodat­ku, tre­ha­lo­za jest prze­ciw­u­tle­nia­czem, moż­na więc powie­dzieć, że dzia­ła prze­ciw­sta­rze­nio­wo. Sub­stan­cja ta dodat­ko­wo two­rzy war­stwę ochron­ną na skó­rze, dzię­ki temu chro­ni ją przed czyn­ni­ka­mi zewnętrz­ny­mi, taki­mi jak smog. Wpły­wa na syn­te­zę kola­ge­nu i chro­ni przed odwod­nie­niem. Poma­ga zre­ge­ne­ro­wać skó­rę, nie powo­du­je uczu­leń.

Gdzie występuje trehaloza

Boga­te w tre­ha­lo­zę są naj­czę­ściej kosme­ty­ki dla cery wraż­li­wej, suchej i doj­rza­łej. Znaj­dzie­my ją nie tyl­ko w kre­mach, ale i w kosme­ty­kach do wło­sów. Dobrze, jeśli jej pocho­dze­nie jest natu­ral­ne, a nie syn­te­tycz­ne. W kosme­ty­kach natu­ral­nych wyko­rzy­sty­wa­na jest tre­ha­lo­za ze skro­bi. 

Czy trehaloza jest bezpieczna

Mimo że to skład­nik, któ­ry posia­da wie­le dosko­na­łych wła­ści­wo­ści dla naszej skó­ry, ist­nie­ją pew­ne prze­słan­ki, któ­re mogą świad­czyć o jego szko­dli­wo­ści. Przede wszyst­kim ludz­ki orga­nizm tyl­ko w nie­wiel­kim stop­niu potra­fi zme­ta­bo­li­zo­wać tre­ha­lo­zę.  Nie­któ­re bada­nia dowio­dły, że jej wyso­kie stę­że­nie w orga­ni­zmie przy­czy­nia się do namna­ża­nia bak­te­rii cho­ro­bo­twór­czych, któ­re to żywią się tre­ha­lo­zą. 

Tre­ha­lo­za zosta­ła jed­nak ozna­czo­na w Euro­pie jako bez­piecz­ny doda­tek do żyw­no­ści, kosme­ty­ków i leków oraz powszech­nie uzna­na za sub­stan­cję war­to­ścio­wą i dobrą dla zdro­wia czło­wie­ka. Cenio­na jest głów­nie ze wzglę­du na niską cenę oraz zdol­ność do utrzy­ma­nia nawil­że­nia skó­ry. 

Tekst: Vers-24

Komentarze

komen­ta­rzy