Jakub Sawicki, trener personalny w szczerej rozmowie dla Vers-24

Słońce świeci dziś wyjątkowo mocno, a w powietrzu jest dobra energia. Kuba wita mnie z szerokim uśmiechem, siadamy na pomarańczowej kanapie w kawiarni zainspirowanej Friendsami, jego ulubionym serialem. Rzadko znajduje czas na tę rozrywkę, pracuje od 6.00 do 23.00 z krótkimi przerwami. Jakub Sawicki ma zaledwie 27 lat, prowadzi bloga Plant Punch, na którym promuje sportowy tryb życia i weganizm, a z zawodu jest trenerem osobistym. Dla nas opowiada o swojej pracy i racjonalnym podejściu do zdrowego trybu życia.

Jakub Sawicki

Mój dzień zaczy­nam od… pod­ję­cia decy­zji, jaką muzy­kę włą­czyć, żeby dobrze nastro­ić się na nad­cho­dzą­cy dzień.

Naj­bar­dziej w cią­gu dnia lubię… spo­wol­nio­ne chwi­le spę­dzo­ne z muzy­ką przy dobrze zro­bio­nej kawie mię­dzy jed­nym a dru­gim zada­niem oraz momen­ty medy­ta­cji w trak­cie wła­sne­go tre­nin­gu sam na sam, kie­dy jestem cał­ko­wi­cie zanu­rzo­ny w obec­nej chwi­li i odczu­wa­niu swo­je­go ciała.

Podróż moje­go życia… cały czas trwa! A bar­dziej na serio… od pię­ciu lat jeż­dżę co roku ze zna­jo­my­mi na oko­ło 10 dni do Wro­cła­wia na festi­wal fil­mo­wy latem – każ­dy z tych wyjaz­dów był dla mnie momen­tem gra­nicz­nym lub cza­sem inten­syw­nych zmian, waż­nych prze­żyć i przemyśleń.

W ludziach cenię naj­bar­dziej… otwar­te, szcze­re, mło­dzień­cze i pozy­tyw­ne podej­ście do życia. Uwiel­biam też ludzi, któ­rzy nie boją się łamać zasad.

Żyję w har­mo­nii… gdy mam w cią­gu tygo­dnia czas na spo­koj­ną i sta­ran­ną reali­za­cję pro­gra­mu tre­nin­go­we­go, nie­śpiesz­ne spo­tka­nia i roz­mo­wy ze zna­jo­my­mi, impre­zę, obej­rze­nie dobre­go fil­mu w kinie lub na lap­to­pie, posłu­cha­nie w kawiar­ni jakiejś nowej pły­ty i poprze­no­sze­nie na papier swo­ich bazgro­łów myślo­wych, poczy­ta­nie książ­ki nie­zwią­za­nej z pra­cą i porząd­ne wyspa­nie się.

Film, któ­ry mnie inspi­ru­je… Whiplash.

Chwi­la, któ­rej nigdy nie zapo­mnę to… począ­tek kon­cer­tu Red Hot Chi­li Pep­pers w Cho­rzo­wie w 2007 roku, kie­dy zaczę­li grać Can’t Stop i total­nie odpłynąłem.

Pra­ca jest dla mnie… pasją, przy­jem­nym obo­wiąz­kiem, ambit­nym pla­nem roz­wo­jo­wym, oka­zją do pomo­cy innym.

Moja rodzi­na to… praw­dzi­wa mie­szan­ka wybu­cho­wa – coś w sty­lu pusz­ki pan­do­ry peł­nej dobra, miło­ści, ale i zadzior­no­ści oraz upartości.

Czy­tam książki/magazyny… lubię lite­ra­tu­rę, filo­zio­fię i poezję, któ­ra burzy, bun­tu­je się, poszu­ku­je i eks­pe­ry­men­tu­je – posta­ci pokro­ju Miro­na Bia­ło­szew­skie­go, Sarah Cane, Witol­da Gom­bro­wi­cza, Doro­ty Masłow­skiej, Frie­dri­cha Nie­tz­sche­go, Osho… Lubię też robić sobie zamęt w mózgu książ­ka­mi popu­lar­no­nau­ko­wy­mi o wszech­świe­cie i fizyce.

Jestem naj­bar­dziej dum­ny z… tego, jak dużo dobrych i satys­fak­cjo­nu­ją­cych rze­czy uda­ło mi się zro­bić dzię­ki swo­je­mu samozaparciu.

Jakub Sawicki

Jak to się sta­ło, że ze stu­diów polo­ni­sty­ki prze­nio­słeś się na siłownię?

To, że zna­la­złem się na tych stu­diach wyda­rzy­ło się tro­chę przy­pad­ko­wo. Zda­wa­łem na stu­dia teatral­ne, ale zosta­łem odrzu­co­ny przez kiep­ską dyk­cję. Lite­ra­tu­ra zawsze była mi bli­ska, dla­te­go wybra­łem filo­lo­gię pol­ską. Stu­dia ogrom­nie mi się spodo­ba­ły i bar­dzo szyb­ko wsiąk­ną­łem w książ­ki. W mię­dzy­cza­sie pró­bo­wa­łem swo­ich sił w fir­mie PR-owej, jed­nak pra­ca ta była zbyt stre­su­ją­ca. 8–10 godzin za biur­kiem mnie wynisz­cza­ło, bo dotych­czas byłem bar­dzo aktyw­ny fizycz­nie. Posta­no­wi­łem roz­wi­nąć to zain­te­re­so­wa­nie spor­tem, któ­re dało mi lep­szą per­spek­ty­wę speł­nie­nia niż stu­dia polonistyczne.

Jak z per­spek­ty­wy cza­su oce­niasz tę decyzję?

Czu­ję w 100%, że jestem w odpo­wied­nim miej­scu w życiu. To co wyda­rzy­ło się przez ostat­nie 3 lata bar­dzo mnie uszczę­śli­wi­ło. Robię to, co lubię i jed­no­cze­śnie poma­gam innym ludziom.

Zda­rza się, że Twoi pod­opiecz­ni trak­tu­ją tre­ning jako for­mę terapii?

Kom­plek­sy i ogra­ni­cze­nia mogą być prze­ła­my­wa­ne ruchem. Zaję­cia spor­to­we są for­mą tera­pii, a dodat­ko­wo jako tre­ner poma­gam tak­że roz­mo­wą. Jestem empa­tycz­ną oso­bą, zawa­ży­łem, że ludzie bar­dzo szyb­ko otwie­ra­ją się przy mnie. Od pierw­sze­go tre­nin­gu obser­wu­ję moich pod­opiecz­nych i dosto­so­wu­ję jego for­mę do ich potrzeb. Po 3–4 spo­tka­niach zna­my się na tyle dobrze, że wiem komu mogę suro­wo wyda­wać pole­ce­nia i pod­no­sić szyb­ko poprzecz­kę, a kto potrze­bu­je pokle­pa­nia po ramie­niu i powie­dze­nia „świet­nie sobie radzisz, odpocz­nij chwi­lę”. Żału­ję, że temat tera­pii czę­sto jest tema­tem tabu, koja­rzy się głów­nie z poważ­ny­mi zabu­rze­nia­mi psy­chicz­ny­mi. Uwa­żam jed­nak, że każ­dy powi­nien przejść przez pro­ces otwie­ra­nia się na inny spo­sób myśle­nia, zgłę­bia­nia swo­jej inte­li­gen­cji emo­cjo­nal­nej, dystan­so­wa­nia się od pro­ble­mów. Sam spę­dzi­łem rok na tera­pii po zakoń­cze­niu poważ­ne­go związ­ku, dzię­ki któ­rej naby­łem narzę­dzia i wie­dzę. Wie­le z tego doświad­cze­nia wyko­rzy­stu­ję teraz w pra­cy. Lecząc cia­ło, leczy­my tak­że duszę, jest to nie­roz­łącz­ne. Świa­do­mość, że potra­fi­my pod­nieść rela­tyw­nie duży cię­żar, prze­biec 10 kilo­me­trów sta­nąć na rękach czy utrzy­mać inną trud­ną pozy­cję gim­na­stycz­ną posze­rza naszą wia­rę w sie­bie. Tre­ning jed­no­cze­śnie popra­wia posta­wę – zamiast zaokrą­glo­nych ramion i ukry­tej w nich twa­rzy sta­je­my wypro­sto­wa­ni z pier­sią do przo­du. „Pozy­cje mocy” oddzia­łu­ją pod­świa­do­mie na naszą pew­ność sie­bie, co dowie­dzio­no nauko­wo. Inspi­ru­je mnie kul­tu­ra wscho­du, w któ­rej jest pie­lę­gno­wa­ny ten balans pomię­dzy umy­słem a cie­le­sno­ścią. Zachod­nie kra­je mają jesz­cze dużo do nad­ro­bie­nia w tym tema­cie. Sam zauwa­ży­łem, że gdy regu­lar­nie tre­nu­ję, zdro­wo się odży­wiam i wysy­piam się mam dużo wię­cej ener­gii, rado­ści, rza­dziej dopa­da­ją mnie sta­ny melan­cho­lii, mimo że bywam samot­ny. Wspa­nia­łe jest tak­że doświad­cze­nie, kie­dy po tre­nin­gu klient pod­cho­dzi, by mnie uści­skać i dzię­ku­je za wspar­cie, jakie­go mu udzie­lam. Jed­na z moich klien­tek po ponad pół­rocz­nym pro­gra­mie tre­nin­go­wym przy­zna­ła, że jej samo­oce­na i pew­ność sie­bie wzro­sły dia­me­tral­nie. To dla mnie naj­lep­sze wyna­gro­dze­nie i moty­wa­cja do wsta­nia kolej­ne­go dnia o 5.00 rano.Jakub Sawicki

No wła­śnie, a skąd jesz­cze czer­piesz moc do działania?

W pew­nym momen­cie zain­te­re­so­wa­nie moimi usłu­ga­mi prze­ro­sło cał­ko­wi­cie moje ocze­ki­wa­nia i musia­łem zre­zy­gno­wać z wła­snych tre­nin­gów. Z cza­sem jed­nak zda­łem sobie spra­wę, że wystar­czy mi 6 godzin snu i spo­ra­dycz­ne drzem­ki w cią­gu dnia. Uło­ży­łem swój plan tre­nin­go­wy na 6 dni w tygo­dniu i reali­zo­wa­nie go jest dla mnie teraz prio­ry­te­tem. Dodat­ko­wo odkry­wam nowe for­my aktyw­no­ści fizycz­nej takie jak nurt move­ment, czy­li roz­wi­ja­nie świa­do­mo­ści wła­sne­go cia­ła w spo­sób spo­krew­nio­ny zarów­no z gim­na­sty­ką spor­to­wą, jak i tań­cem czy sztu­ka­mi wal­ki. Zresz­tą dzię­ki Tobie od wczo­raj też roz­po­czą­łem przy­go­dę z bok­sem. A takie nowe bodź­ce, nowe wyzwa­nia moc­no mnie nakrę­ca­ją. Poza samo­roz­wo­jem i pra­cą cza­sem po pro­stu odli­czam dni do sobo­ty, któ­rą zawsze cho­ciaż w poło­wie mam wol­ną i poświę­cam ją zna­jo­mym, idę do kina czy teatru. Potem przy­cho­dzi nie­dzie­la, kie­dy mogę ode­spać wysi­łek z całe­go tygo­dnia. Musia­łem oczy­wi­ście wypra­co­wać sobie ten sys­tem. Kie­dyś zde­cy­do­wa­nie za dużo cza­su poświę­ca­łem klien­tom, nie odpo­czy­wa­łem, zanie­dba­łem rela­cje z ludź­mi. Dopie­ro, gdy je odbu­do­wa­łem poczu­łem, że życie ma dużo sen­su i po pro­stu jest przyjemne.

Czy­li pra­ca za biur­kiem 9–17 nie, ale jeśli wcho­dzi w grę sport to możesz to robić cały­mi dnia­mi 6 ni w tygo­dniu? (śmiech)

Ktoś kie­dyś powie­dział, że jeśli będziesz kochał swo­ją pra­cę, to nie prze­pra­cu­jesz ani jed­ne­go dnia w życiu. Pew­nie, że są momen­ty, kie­dy mam ocho­tę rzu­cić to wszyst­ko i wyje­chać w Biesz­cza­dy (śmiech), ale ide­al­ny balans pomię­dzy pra­cą a życiem pry­wat­nym daje dużą satys­fak­cję. Szewc też nie powi­nien bez butów cho­dzić, więc moim celem jest teraz zna­leźć jesz­cze wię­cej cza­su dla siebie.

To bar­dzo doj­rza­łe, Kuba. Wie­le jed­nak osób w naszym wie­ku jest prze­pra­co­wa­nych i igno­ru­je wysi­łek fizycz­ny. Jak oce­niasz for­mę mło­dych ludzi obser­wu­jąc swo­ich pod­opiecz­nych? Czy wzrost świa­do­mo­ści o zdro­wym try­bie życia ma rze­czy­wi­sty wpływ na nasze wybory?

Mamy wokół sie­bie coraz wię­cej klu­bów fit­ness, siłow­ni jed­nak wciąż nisz­czy­my swo­je cia­ła pod­da­jąc się pędo­wi życia, goni­twie za suk­ce­sem. Trak­tu­je­my prio­ry­te­to­wo życie zawo­do­we i pie­nią­dze zamiast dbać o swo­je zdro­wie. Potra­fi­my sie­dzieć 12 godzin przy kom­pu­te­rze, bo szef kazał nam skoń­czyć pro­jekt. Mówi się, że sie­dze­nie jest nowym pale­niem. Coraz czę­ściej mamy pro­ble­my z kola­na­mi, bio­dra­mi, krę­go­słu­pem lędź­wio­wym i pier­sio­wym, migre­ny, a nawet miaż­dży­cę. Jest w spo­łe­czeń­stwie rze­czy­wi­ście bar­dzo zauwa­żal­na moda na aktyw­ność fizycz­ną i zdro­we odży­wa­nie się, ale tyl­ko nie­wiel­ki odse­tek ludzi trak­tu­je to poważnie.

A jak według Cie­bie na to wpły­wa coraz popu­lar­niej­szy nurt body positive?

To bar­dzo cie­ka­wy temat – jed­no­cze­śnie jed­nak kij o dwóch koń­cach. Z jed­nej stro­ny oty­ła oso­ba, któ­ra jest cho­ra – bo oty­łość jest sta­nem cho­ro­bo­wym zwią­za­nym z zespo­łem meta­bo­licz­nym, miaż­dży­cą i wie­lo­ma inny­mi scho­rze­nia­mi skra­ca­ją­cy­mi dłu­gość życia – widzi komu­ni­ka­ty w sty­lu „jesteś pięk­ny, akcep­tuj sie­bie” to może to ode­brać jako pozwo­le­nie na nie­ro­bie­nie nicze­go w związ­ku ze swo­ją cho­ro­bą. Brak uświa­da­mia­nia, że życie oty­łej oso­by będzie krót­sze bądź cho­ciaż będzie mia­ło gor­szą jakość, bo na przy­kład taki czło­wiek będzie miał pro­blem z wej­ściem po scho­dach, będzie miał zero­wy poziom ener­gii, cały dzień będzie cho­dził ospa­ły… nie­sie ze sobą poważ­ne zagro­że­nia. Z dru­giej jed­nak stro­ny popa­da­my cza­sem w skraj­ność w wyobra­że­niu ide­al­ne­go cia­ła. Spójrz­my na wygląd Hugh Jack­ma­na w Wolve­ri­ne w pierw­szym fil­mie, gdzie wyglą­da jak­by 2 mie­sią­ce pocho­dził na siłow­nię i dziś. Minę­ło 10–12 lat a on wyglą­da jak­by był koman­do­sem, mimo że ma już 49 lat. Nie jest to na pew­no natu­ral­ny przy­rost masy mię­śnio­wej. Gdy porów­nu­je­my się do takich osób pró­bu­je­my odbu­do­wać spa­dek naszej war­to­ści popa­da­jąc w para­no­ję tre­nu­jąc po kil­ka godzin dzien­nie na siłow­ni. Idea body posi­ti­ve jest świet­na, mamy prze­cież jed­no cia­ło na całe życie i musi­my się zaak­cep­to­wać i kochać sie­bie, ale nale­ży zna­leźć zło­ty śro­dek w podą­ża­niu za zdro­wiem i wyglą­dem. Zda­rza­ło się, że mój klient, mają­cy 10 kg nad­wa­gi, 30% tkan­ki tłusz­czo­wej po pół roku tre­nin­gów chciał wyrzeź­bio­ny kalo­ry­fer. W takich sytu­acjach, musia­łem przy­po­mi­nać, ile taki ktoś spę­dził lat przy kom­pu­te­rze, odży­wia­jąc się śmie­cio­wym jedze­niem. Takich błę­dów nie da się napra­wić w tak krót­kim cza­sie. Te nie­re­al­ne wyobra­że­nia i wyma­ga­nia wobec swo­je­go cia­ła są dużym pro­ble­mem zarów­no dla kobiet, jak i dla męż­czyzn śle­po dążą­cych do osią­gnię­cia ide­al­nej syl­wet­ki za wszel­ką cenę.

Ile tre­nin­gów w tygo­dniu i jak dłu­gich powin­ni­śmy wyko­ny­wać, aby widzieć efek­ty pra­cy – wzrost mię­śni bądź wysmu­kle­nie sylwetki?

Pierw­sze efek­ty moż­na dostrzec po 3 mie­sią­cach regu­lar­nej pra­cy. Przez regu­lar­ną pra­cę mam na myśli 3–4 tre­nin­gi w tygo­dniu po 1–1,5h przy jed­no­cze­snym dba­niu o regu­lar­ne odży­wa­nie. Nie mówię tutaj o suro­wej die­cie i gło­do­wa­niu, ale o zmia­nach nawy­ków żywie­nio­wych na sta­łe. Co z tego, że wej­dę na die­tę na 3 mie­sią­ce i schud­nę sko­ro potem wró­cę do jedze­nia wszyst­kie­go, cze­go sobie zabra­nia­łem? Tre­ning tak­że musi być dla nas przy­jem­ny, spra­wiać nam radość. Wybór dys­cy­plin jest ogrom­ny, dla jed­nych to będzie joga, dla innych tre­ning siło­wy i pod­no­sze­nie cię­ża­rów, dla jesz­cze innych boks. Naj­waż­niej­sza jed­nak jest zmia­na nawy­ków przy pra­cy czy po pro­stu codzien­no­ści. Jeśli spę­dzam cały dzień za biur­kiem powi­nie­nem wstać raz na 30 minut, zro­bić pro­sty stret­ching, przy­po­mnieć cia­łu w jakiej powin­no się znaj­do­wać pozy­cji, uni­kać pozy­cji sie­dzą­cej poza pra­cą. Jeśli tyl­ko mogę sto­ję a nie sie­dzę, jadę metrem na sto­ją­co, wysia­dam 2 przy­stan­ki wcze­śniej i spa­ce­ru­ję, wybie­ram scho­dy a nie win­dę. Te pro­ste zmia­ny zaadap­tu­ją nasz orga­nizm do nowych wyma­gań. W wie­lu fir­mach poja­wia­ją się sto­ją­ce biur­ka, co jest świet­ne, ale do nich rów­nież nale­ży się mądrze dosto­so­wać i stop­nio­wo przy­zwy­cza­jać ciało.

Przy­czy­niasz się do łama­nia ste­reo­ty­pu, że kobie­ty nie ćwi­czą z cię­ża­ra­mi. Co tak na praw­dę daje nam, kobie­tom, pra­ca z obciążeniem?

Para­dok­sal­nie cię­ża­ry spra­wia­ją, że cia­ło sta­je się bar­dziej kobie­ce. Cały czas w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej poku­tu­je pozo­sta­łość po tre­nin­gu kul­tu­ry­stycz­nym, któ­ry był pierw­szym tak popu­lar­nym i roz­po­wszech­nio­nym sys­te­mem. Cię­ża­ry koja­rzą się tyl­ko z ogrom­ny­mi, gro­te­sko­wo umię­śnio­ny­mi face­ta­mi, któ­rzy ładu­ją żela­stwo. Moż­na pod­no­sić cię­ża­ry, by budo­wać masę mię­śnio­wą lub zwięk­szać siłę i spraw­ność. Roz­róż­nia się to przez ilość powtó­rzeń i serii czy wagą uży­wa­nych obcią­żeń. Mar­twy ciąg, przy­sia­dy ze sztan­gą i wypchnię­cia bio­der przy jej uży­ciu w pozy­cji leżą­cej to naj­lep­sze ćwi­cze­nia na zbu­do­wa­nie zaokrą­glo­nych poślad­ków i jędr­nych ud. Czy­li to, cze­go ocze­ku­je pra­wie każ­da kobie­ta, któ­ra przy­cho­dzi do mnie na tre­ning. Zresz­tą świet­nym przy­kła­dem są sław­ne model­ki, któ­re tre­nu­ją boks i pod­no­szą cię­ża­ry. Wspa­nia­łe w tre­nin­gu siło­wym jest to, że jed­no­cze­śnie wzmac­nia­my mię­śnie postu­ral­ne, któ­re odpo­wia­da­ją za zdro­wą syl­wet­kę, uczy­my się popraw­nych wzor­ców rucho­wych, na przy­kład jak wło­żyć cięż­ki bagaż na pół­kę w pocią­gu czy samo­lo­cie i przy oka­zji budu­je­my pięk­ną sylwetkę.

Co sądzisz o ćwi­cze­niu w domu z nagra­nia­mi na youtu­be czy pro­gra­ma­mi trenerów?

To kolej­ny temat, na któ­ry moż­na spoj­rzeć dwo­ja­ko i cięż­ko wydać jed­no­znacz­ną opi­nię. Nie moż­na kar­cić, znie­chę­cać kogoś kto sta­ra się coś zmie­nić w sobie, ćwi­cząc w domu przed ekra­nem. Ale trze­ba taką oso­bę uświa­do­mić, że wie­le z ćwi­czeń będzie praw­do­po­dob­nie wyko­ny­wa­ła źle. Wyni­kać to będzie ze zwy­kłe­go bra­ku wie­dzy i świa­do­mo­ści cia­ła jak poru­szać się, by nie zro­bić sobie krzyw­dy. Jeśli tre­nu­je­my jogę z youtu­bem, co jest teraz bar­dzo mod­ne, to koniecz­ne jest pozna­nie pod­staw i udział przez 2–3 mie­sią­ce w pro­fe­sjo­nal­nych zaję­ciach gru­po­wych lub indy­wi­du­al­nych z tre­ne­rem. To samo tyczy się tre­nin­gów fit­ness w sty­lu Ewy Cho­da­kow­skiej. War­to zapy­tać tre­ne­ra jak wyko­nać popraw­nie przy­siad, jak roz­cią­gać się po tre­nin­gu, by nie utrzy­mać kumu­lu­ją­ce­go się napię­cia w mię­śniach. Każ­da aktyw­ność fizycz­na jest dobra, ale koniecz­ne jest pozna­nie zasad i bez­piecz­nych tech­nik. Prze­cież, gdy zepsu­je nam się samo­chód nie roz­krę­ca­my go sami, jeśli nie jeste­śmy mecha­ni­ka­mi. Tak samo nale­ży trak­to­wać swo­je ciało.Jakub Sawicki

Już 4 lata jesteś na die­cie wegań­skiej. Czy razem z odna­le­zie­niem pasji w spo­rcie zain­te­re­so­wa­łeś się zdro­wym odżywaniem?

Tre­no­wa­łem od dziec­ka róż­ne dzie­dzi­ny spor­tu: pił­kę noż­ną, judo, taekwon-do, tań­czy­łem nawet balet przez chwi­lę (śmiech), jazz, bre­ak­dan­ce. Zaczą­łem pozna­wać coraz wię­cej wege­ta­rian i wegan, co zain­spi­ro­wa­ło mnie do posze­rze­nia swo­jej wie­dzy o tym spo­so­bie odży­wa­nia. Jed­ne­go dnia stwier­dzi­łem, że jestem gotów pod­jąć to wyzwa­nie i posze­dłem na ostat­nie­go bur­ge­ra (śmiech). Od tego momen­tu nie czu­ję, aby cze­go­kol­wiek mi bra­ko­wa­ło, nie mam ocho­ty na mię­so. Prze­cho­dząc na die­tę roślin­ną wie­rzy­łem, że będę zdrow­szy i pomo­że mi to w tre­nin­gu, będę się szyb­ciej rege­ne­ro­wał. Do tego doszły kwe­stie etycz­ne. To co się sta­ło z moim cia­łem prze­ro­sło moje ocze­ki­wa­nia. Obec­nie ważę 93 kg i jest to głów­nie masa mię­śnio­wa, a 4 lata temu waży­łem pra­wie 20 kg mniej. Pro­duk­ty takie jak tofu, orze­chy, warzy­wa strącz­ko­we, zbo­ża, nasio­na wystar­cza­ły, by to osią­gnąć. Przy oka­zji czu­ję się lepiej, zmniej­szam swój nega­tyw­ny wpływ na śro­do­wi­sko, nie przy­czy­niam się do zabi­ja­nia nie­win­nych zwie­rząt, więc wszyst­ko jest dobrze (śmiech).Jakub Sawicki

Rozmawiała/zdjęcia: Nata­lia Kontraktewicz

Komentarze

komentarzy