Good hate follow”. Dlaczego kochamy hejtować?

Tekst:  Karo­li­na Błasz­kie­wicz
Zdję­cia: pixabay.com

Hejt. Sło­wo, któ­re zna każ­dy. Trud­no się z nim nie spo­tkać, żyjąc onli­ne. Moż­na powie­dzieć, że wcho­dząc w świat Inter­ne­tu, wysta­wia­my się na kry­ty­kę, zosta­jąc jed­no­cze­śnie kry­ty­kan­ta­mi. Nie podo­ba­my się wszyst­kim, wszy­scy tak samo nie podo­ba­ją się nam. Pyta­nie tyl­ko, czy to god­ne potę­pie­nia?

office-381228_1280

Nie nazwiesz sie­bie hej­ter­ką, praw­da? Musisz sobie jed­nak zdać spra­wę, że możesz nią być. Nale­żeć do gru­py takich, któ­rzy obser­wu­ją poczy­na­nia innych, bo… im zazdrosz­czą albo wyda­ją się w jakiś spo­sób lep­si czy mądrzej­si. I dla­te­go zaglą­da­ją do ich życia, któ­rym chęt­nie dzie­lą się choć­by na Insta­gra­mie. Zasta­nów się głę­biej i zadaj sobie pyta­nie: Dla­cze­go śle­dzę tę albo tam­tą oso­bę, choć nie darzę jej sym­pa­tią?

Ist­nie­je na to odpo­wiedź, któ­rej udzie­li­ła lifestyle’owa blo­ger­ka Pan­do­ra Sykes. Napi­sa­ła, że każ­da iry­tu­ją­ca cię oso­ba w sie­ci  to tzw. „hate fol­low”. Nie prze­pa­dasz za nią, ale nadal przy­cią­ga two­ją uwa­gę – nie­mal dzień w dzień prze­glą­dasz jej tabli­cę, czy­tasz sta­tu­ty, robisz scre­eny etc. I powin­naś wie­dzieć, że takie zacho­wa­nie jest… ok.

Sykes tłu­ma­czy, co to wła­ści­wie „dobry hejt”. – Jego skład­ni­ki to: nar­cyzm, aro­gan­cja, nad­miar wol­ne­go cza­su i pie­nią­dze – stwier­dza. – A żeby ta mie­szan­ka zaczę­ła buzo­wać, wystar­czy nawet prze­fil­tro­wa­ne sel­fie – doda­je. Brzmi nie­do­rzecz­nie? – To maso­chizm w naj­czyst­szej posta­ci, trze­ba jed­nak przy­znać, że wła­ści­wie przy­po­mi­na kathar­sis – wyja­śnia cyto­wa­na blo­ger­ka.

Gdy­by głę­biej się zasta­no­wić, łatwo dojść do wnio­sku: „Tak, hej­tu­ję!”. Pan­do­ra Sykes o źró­dła naszej nie­na­wi­ści zapy­ta­ła psy­cho­lo­ga. Jego zda­niem, dzi­siej­szy świat tak szyb­ko się zmie­nia, że czu­je­my się nie­pew­nie – rodzi się złość, któ­rą trze­ba gdzieś skie­ro­wać. W grun­cie  rze­czy hej­to­wa­nie to rodzaj ochro­ny. Mowa tu też o poczu­ciu wła­snej war­to­ści. Wyśmie­wa­jąc kogoś, kto osią­ga suk­ces, pod­no­si­my ją. Czu­je­my się lepiej, kie­dy coś tej oso­bie – w naszej opi­nii – nie wycho­dzi. Trud­no się przy­znać do znaj­do­wa­niu w śle­dze­niu kogoś jakiej­kol­wiek przy­jem­no­ści.

Oczy­wi­ście, jest też i dru­ga stro­na meda­lu. Hejt ma gra­ni­ce, jeśli nie, dosta­je­my ryko­sze­tem. Wiecz­ne porów­ny­wa­nie się z inny­mi, ude­rza moc­niej niż naj­bar­dziej zło­śli­wy komen­tarz. Co z tego, że krew w żyłach buzu­je przez parę chwil szyb­ciej? Jeste­śmy tyl­ko ludź­mi, jeśli hej­tu­jesz, pogódź się z tym, że ktoś będzie hej­to­wać cie­bie. To uczci­wy układ.

For Vers-24, War­saw

_____

PRZECZYTAJ TEZ:
GDZIE NA SUSHI W WARSZAWIE?
INTERVIEW WITH KASIA ZAREMBA „TO JEST MÓJ CZAS”
KAWIARNIA FABRYCZNA
SPOSÓB NA PLAKAT
SPOSÓB NA ZIMĘ? WEŁNIANA MARYNARKA!
OLIVIA KIJO I JEJ PODWÓJNE ŻYCIE ARTYSTYCZNE
VERS-24 CZYTA, CZYLI KRÓTKO O TYM CO CZYTAMY…



Komentarze

komen­ta­rzy