I część
Mój poranny rytuał:
Każdy mój poranek wygląda podobnie. Różni sie tylko tym, do której jest mi dane pospać. To, że obudzimy się z mężem, nie słysząc dzieci jest tak prawdopodobne, jak trafienie szóstki w totolotka. Z reguły sprawa ma się następująco… Do naszej sypialni wbiega dwóch rozpędzonych urwisów, którzy codziennie mają inny plan na łagodną pobudkę dla nas czy to w postaci skakania po łóżku, czy też wysypania całej kolekcji resoraków na naszą podłogę. W grę wchodzi również koncert na gitarze czy oczywiście zupełnie przypadkowe uruchomienie budzika, masaże wszelkiej maści, które mają sprawić nam radość, o ile wcześniej nas nie uszkodzą. Do tego dużo całowania, przytulania i głaskania koniecznie w towarzystwie kanału z bajkami. Potem mycie, ubieranie, czesanie chłopaków, kilka drobnych sprzeczek po drodze i po godzinie cała ekipa powolnie stacza się do salonu w celu spożycia wspólnego posiłku. Prawdę mówiąc, mało w tym wszystkim czasu dla mnie. Błyskawiczna toaleta, szybkie związanie włosów, na resztę przyjdzie czas później. Kocham ten artystyczny nieład, te wariackie poranki, wspólne chwile.
Na plaży czuję się:
Wolna, nieograniczona i spokojna, szczególnie wtedy, gdy wieczorem spaceruję brzegiem morza w towarzystwie ukochanej osoby. Słyszę szum morza i łopot ptasich skrzydeł, a słońce błyszczy w bezmiarze wód. Wiatr rozwiewa włosy i czujesz się tak niezmiernie szczęśliwa, że nie potrzeba słów. Marzysz wtedy, aby czas zatrzymał się w miejscu. Tylko MY i piękno przyrody, totalny reset i odprężenie. Wypowiedź nie byłaby godna artystki, gdyby nie miała drugiego dna. Tak więc starczy tych romantycznych uniesień. Uwielbiam również poleżeć na słońcu w towarzystwie moich chłopaków. Lubię otaczać się ludźmi, dlatego wśród tłumu plażowiczów czuję sie energetycznie, a wodne i piaskowe zabawy z dzieciakami dostarczają mi dużo radości i ładują akumulatory na cały rok. Kiedyś uwielbiałam paradować w kostiumie kąpielowym po plaży, czułam się w jak ryba w wodzie. Wiesz… tancerka… wysportowane ciało, a potem minęło kilka lat, przyszła na świat dwójka dzieci i już nie czujesz się tak pewnie, a i ciało nie to, co 10 lat wcześniej. Taka kolej rzeczy. Ważne, że akceptujesz siebie, masz dwóch najfajniejszych synów na świecie, a Twoja druga połówka patrzy na Ciebie tak samo, jak za pierwszym razem, gdy się poznaliście i dalej jesteś jego Księżniczką 😉
Najpiękniejsza pamiątka jaką przywiozłam z podróży:
Nie ma takiej… Z każdej podróży, czy to w kraju czy zagranicą, przywożę zawsze pełno upominków dla całej rodziny. Nawet dwudniowy wypad na mecz Polska-Niemcy podczas Euro 2016 musi skończyć się zakupami w strefie wolnocłowej… Tak… Wiem, to nie jest normalne, ale co poradzić, że ja tak kocham robić prezenty. Mogą być małe, symboliczne, ale zawsze są trafione i sprawiają radość (albo przynajmniej nie chcą sprawiać mi przykrości). Mama lubi dobre książki i przy każdej okazji staram się jej jakąś zaaplikować. Perfumy i biżuteria zawsze jej się podobają. Cóż, chyba mamy podobny gust. Tata nigdy nic nie potrzebuje. Pomimo to, został wyposażony w pamiątkowe kufle, swojskie nalewki, a nawet góralskie kapcie! Wiem… To tylko kilka przykładów, jak obdarowuję bliskich. Nie zawsze mieli ze mną łatwo, ale w końcu chyba udałam im się nie najgorzej. Prowadzę swoją firmę, jestem niezależna.
Lubię przebywać w miejscu:
Najbardziej lubię przebywać we własnym domu. Czuję się w nim bezpiecznie i swobodnie. Dom jest położony poza miastem, z dala od zgiełku w sąsiedztwie rezerwatu i pięknego jeziora. Kupiliśmy go z Mariuszem, gdy byłam w pierwszej ciąży. Chcieliśmy, aby był miejscem gdzie on i ja odnajdziemy spokój, i harmonię po poprzednich związkach. Pragnęliśmy zacząć nowy etap, dlatego z należytą dbałością rozważaliśmy każdy szczegół, począwszy od koloru farby, a skończywszy na najdrobniejszych szczegółach. Minęło kilka lat, pojawiały się dzieci, które wniosły do naszego gniazdka artystyczny, aczkolwiek słodki nieład. Dom też nosi na sobie piętno czasu i wymaga odświeżenia, ale to dalej nasz port, do którego i ja, i Mariusz chętnie wracamy gdziekolwiek byśmy nie byli.
Wiary dodaje mi fakt, że:
„Po każdej burzy, zawsze przychodzi słońce”. To stała zasada, która sprawdza się przynajmniej w moim przypadku. Każdy ma gorsze i lepsze momenty w swoim życiu, ale perspektywa lepszego jutra powoduje, że wiele można przetrwać, przeczekać. Ważne, że ma się dla kogo żyć. Nie ukrywam, że wiary dodaje mi również to, iż sami kierujemy swoim losem. Jeśli się czegoś bardzo chce, to nie ma rzeczy niemożliwych. Szczególnie jeśli towarzyszy Ci kochająca osoba u boku. Dawno temu, kiedy wszystko waliło się na głowę i nie wiadomo było co przyniesie jutro, mój ukochany powiedział do mnie „Weź kartkę i wypisz sobie wszystko, co chciałabyś mieć, czego chciałabyś dokonać i razem zadbamy, by to wszystko się spełniło. Wiesz co? Dom, dwójka dzieci, własne studio… nie będę dalej zdradzać… WIARY dodaje mi fakt, że gdzieś jest ktoś, kto patrzy w tym samym kierunku, trzeba się tylko wzajemnie namierzyć 😉
Przebojowość i temperament czy subtelność i elegancja?
Trudne pytanie. To chyba kwestia wieku, przeżytych przygód, nabytych doświadczeń, pewności siebie wyniesionej z domu. Kiedyś zdecydowanie przebojowość i temperament. Zawsze byłam duszą towarzystwa, inicjatorem wszelkich imprez i przedsięwzięć. Zgłosić się do konkursu? Super! Powiedzcie mi tylko do jakiego, żebym mogła się przygotować. Poprowadzić akademie szkolną? Jaki problem? Odśpiewać arię w szkolnym kabarecie na oczach całej szkoły? „Mówisz i masz”. Nie trzeba było mnie długo prosić nawet o to, żeby zemdleć na zawołanie podczas zielonej szkoły, by odwrócić uwagę nauczycielki. Śpiewanie, granie, angażowanie się we wszelkie akcje należały jak najbardziej do mojego porządku dnia codziennego. Trema? Co to znaczy? Do tego zawsze wzorowe zachowanie i średnia grubo ponad 5. Potem minęło wiele lat sukcesów i porażek, pozytywnych i negatywnych doświadczeń, ot… dorosłe życie i moje “młodzieńcze zwariowanie” trochę się wyciszyło. Teraz bardziej pasuję do określenia subtelność i elegancja. Przestałam być aż tak otwarta i bezpośrednia. Wyciszyłam się, zdystansowałam, wzięłam poprawkę na niektórych znajomych, i co najważniejsze zostałam podwójną mamą, a to zobowiązuje. Pewnych rzeczy mi nie wypada. Chociaż, nie powiem, że brakuje mi temperamentu. Odpowiedni czas, miejsce i towarzystwo powodują, że szaleństwo wraca. Tego się nie zapomina!
3 must have w mojej szafie:
Numer jeden to zdecydowanie jeansy. Pewnie jestem mało oryginalna, ale mam ich mnóstwo w różnych odcieniach. Są wygodne i ponadczasowe. Kiedy biegasz między domem, a salą taneczną to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. W komplecie z czarną dopasowaną bluzką? Tak zdecydowanie czuję się najlepiej. Numer dwa to potocznie zwana „mała czarna” klasyka gatunku, która zawsze pomaga mi kiedy twierdzę , że nie mam co założyć i we wszystkim wyglądam źle. Kiedy jestem w lepszym nastroju i patrzę na siebie mniej krytycznie, chętnie zamieniam ją na „małą kolorową”, ale są dni, gdzie toczę wojnę z lustrem i wygrywa czarna. W niej wszystko wydaje się być na miejscu. Numer trzy to szpilki w różnych kolorach. Pasują do długich garniturowych spodni, które równie mocno wpisują się w moją garderobę. Jestem Krajowym Sędzią Polskiej Federacji Tańca i Międzynarodowym World Artistic Dance Federation, co zobowiązuje mnie do eleganckiego i schludnego wyglądu.
Kolor symbolizujący pewność siebie:
Oczywiście, że czerwony. Myślę, że poprze mnie 99% Pań. Wystarczy przyjrzeć się, ile kobiet maluje usta na czerwono, zakłada czerwone szpilki, nosi czerwone torebki, kocha czerwone róże, marzy by przejść się po czerwonym dywanie, który jest zarezerwowany dla wyjątkowych kobiet. Sama bym chciała… Nawet zachód słońca w kolorze czerwonym oznacza, że następnego dnia będzie piękny, upalny dzień. Nie ma bardziej ognistego koloru niż czerwony! To w końcu kolor miłości i pożądania. Już mały czerwony akcent sprawia, że my kobiety stajemy się pewne siebie i odważne.
Na bezludną wyspę spakowałabym:
Mam nadzieję, że to tylko teoria. Chyba umarłabym z samotności na takiej wyspie, prędzej z samotności niż z głodu. Z racji zawodu i nadmiernej ilości uczuć jestem zwierzęciem stadnym i rodzinnym. Musiałabym spakować telefon komórkowy z wiecznie naładowaną baterią, żeby być w łączności z najbliższymi. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić takiej wycieczki. Nie ważne jak byłaby piękna, słoneczna, dzika… to nie dla mnie. Dajcie chociaż jakieś plemię w prezencie. Zawsze można ich pouczyć tańca, a potem rozegrać małe zawody. Tak… Ta perspektywa podoba mi się zdecydowanie bardziej. Turniej disco na bezludnej wyspie. Rozmarzyłam się…
Jakie taneczne filmy uwielbiasz:
Wszystkie! Kocham taniec, kocham na niego patrzeć, doświadczać, smakować. Nie ukrywam, że najbardziej podoba mi się w czystej postaci, na sali tanecznej, gdzie widać jak wiele pracy, wysiłku i zaangażowania, a czasem bólu i zmęczenia kosztuje. Nie mniej jednak z przyjemnością ogląda się taniec „ubrany” w filmową historię, dopieszczony światłami, urozmaicony efektami, czasem nawet lekko przerysowany. Gama tanecznych filmów jest duża i na pewno każdy, czy to laik czy profesjonalista znajdzie coś dla siebie. Kultowy “Dirty Dancing” ze znakomitym Patrickiem Swayze albo „Gorączka Sobotniej Nocy” z szalonym Johnem Travoltą, królem disco lat 70., to zdecydowanie ponadczasowy hit dla każdego. Wielkie produkcje dla fanów subkultury ulicznej tj. “You got served” czy “Step Up” w kilku odsłonach stanowią inspirację dla wielu tancerzy hiphopowych. W końcu filmy dla koneserów sztuki tanecznej np.: „Czarny Łabędź” z Natalie Portman w roli głównej, opowiadający o baletnicy dążącej do perfekcji i rywalizacji w jednym z najlepszych zespołów baletowych czy w końcu „Pina”, film o twórczości niemieckiej prekursorki tańca współczesnego Piny Bausch. Nie sposób wymieniać więcej. Mogę tylko zaprosić do oglądania, bo warto.
Motto życiowe, które mi przyświeca:
Im mniej ludzie wiedzą o Twoim życiu, tym lepiej się ono układa. Nauczyłam się tego z czasem. Kiedyś święcie wierzyłam w to, że opowiadając ludziom o swoich prywatnych i zawodowych sprawach, robię dobrze, że otwieram się przed nimi, że cieszy ich to, że sobie radzę, że coś mi się udało, że odniosłam mały czy większy sukces. Chciałam się dzielić z nimi szczęśliwymi momentami w moim życiu, ale w większości przypadków spotkało się to z odwrotną reakcją. Gdybym zechciała opowiedzieć o tych trudnych momentach, gdzie wszytko idzie pod górę i nic nie wychodzi, pewnie zyskałabym większą rzeszę odbiorców i pocieszycieli. Dziwne prawda? Tak właśnie jest… Nie można oczywiście mierzyć wszystkich tą samą miarą. Są ludzie w moim życiu na, których mogę polegać, ale to naprawdę kameralne grono. Otaczajmy się tylko tymi, którzy patrzą na Nas bezwarunkowo. Nie ilość, a jakość naszych przyjaciół ma znaczenie.
Szczęście definiuje jako:
Sumę wszystkich pięknych wydarzeń i wspomnień w moim życiu, a było ich wiele. To ulotne momenty, które staram się kolekcjonować w mojej pamięci i co jakiś czas odświeżać. Co nie znaczy, że nie było też ciężkich chwil, ale te wymazałam z pamięci. Staram się pamiętać i pielęgnować tylko te szczęśliwe momenty, tak żyje się łatwiej. Schodząc z chmur i patrząc przyziemnie, (artystyczne dusze zawsze rozumują dwutorowo) największe szczęście to dla mnie zdrowie i uśmiech moich bliskich.
II część
Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z tańcem?
Od zawsze byłam zafascynowana sportem i ruchem. Chodziłam na wiele zajęć dodatkowych, które kształtowały moje zdolności muzyczne i motoryczne. Dobrze się uczyłam i mając dużo zajęć dodatkowych typu angielski, fortepian, śpiew, basen, siatkówka itd., zabrakło gdzieś tam czasu właśnie na taniec. W końcu udało mi się namówić rodziców na możliwość uczęszczania na zajęcia taneczne do profesjonalnego studia. Było to STUDIO DUET w Nowym Dworze Mazowieckim. Zajęcia odbywały się w szkole podstawowej w formie kursu tańca towarzyskiego. Instruktor prowadzący szybko zauważył moje predyspozycje i zaoferował mi udział w profesjonalnej grupie tańca nowoczesnego. Tak właśnie zaczęła się moja artystyczna droga. Progres postępował szybko, co pozwoliło mi rozwinąć skrzydła i zdać sobie sprawę z tego, że kocham przekazywać ruch poprzez taniec i że ciężko będzie mi się od tego uwolnić.
W którym momencie pasja do tańca przerodziła się w zawód?
Kiedy tańczyłam, skrupulatnie obserwowałam instruktorów i trenerów prowadzących zajęcia. Zauważyłam, że fascynuje mnie bardziej sposób prowadzenia przez nich zajęć i układanie choreografii niż sam mój taniec. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że to jest coś, co mnie interesuje i co mogłoby stać się moim sposobem na życie oraz pracę. Nie ma przecież nic fajniejszego niż powiązać swoją pasję z pracą. Tak właśnie się stało. Pierwsze grupy, pierwsze choreografie, pierwsze wyjazdy, dodatkowo kształcenie się w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki w Warszawie na kierunku taniec współczesny. Wszystko toczyło się szybko i dynamicznie. Potem przyszedł czas na warsztaty i szkolenia w innych szkołach tańca w Polsce i zagranicą. Gdzieś tam ludzie dostrzegli, że chyba całkiem nieźle mi to wychodzi i zaczęłam być rozpoznawalnym instruktorem tańca nowoczesnego w kraju i zagranicą. Stało się to niewątpliwie dzięki mojej sile przebicia, ale jednocześnie dzięki ludziom z kręgu tanecznego, których spotkałam na swojej drodze, za co im szczerze i gorąco dziękuję. Piotr Patłaszyński, Maria Zajdler, Robert Śliżewski, Piotr Galiński, Milena Jurczyk, Witold Jurewicz i przede wszystkim Mariusz Mikołajek. To Wam z całego serca dziękuję!
Jak powstało Studio BORN2DANCE?
Studio Born2Dance powstało z miłości dwójki ludzi, których połączyły wspólne cele, wspólne marzenia i wspólna pasja do tańca. Kiedy się zakochasz, możesz wszystko i masz niespożytą energię do tworzenia czegoś nowego. Świat tańca to taki mały show biznes i nie da się ukryć, że nasz związek okazał się w tanecznym światku absolutnym szokiem oraz powodem do niezliczonych plotek. Zarówno ja, jak i Mariusz byliśmy już z kimś związani, prywatnie i zawodowo, jednakże uczucie wzięło górę nad stabilizacją i dotychczasowym życiem. Postanowiliśmy o siebie zawalczyć i stworzyć coś wspólnie. Jak widać było warto, bo mimo, że nikt w kręgu tanecznym nie dawał nam szans to 11 rok jesteśmy razem, a tancerze naszego Studia prezentują wysoki poziom taneczny z powodzeniem startując w ogólnopolskich i światowych turniejach tanecznych. Wszystkich, którzy chcą dołączyć do naszej tanecznej rodzinki zapraszamy serdecznie do Legionowa i Torunia.
Dlaczego uczęszczanie na obozy taneczne jest tak ważne dla tancerzy?
Przede wszystkim dlatego, że w trakcie obozu tanecznego rozwój tancerza przyspiesza w astronomicznym tempie. Niejednokrotnie 10-dniowe zgrupowanie letnie równa się kilku miesiącom pracy na sali w trakcie roku przy treningach 2 razy w tygodniu. Obóz szkoleniowy to nie tylko poprawa warsztatu każdego tancerza, ale i czas na przygotowanie lub dopracowanie poszczególnych choreografii. Dla tancerzy początkujących to okazja do awansu do grup wyższych poziomem, a dla zaawansowanych szansa na maksymalne doszkolenie swojego warsztatu tanecznego oraz poznanie nowych form ruchu.
Trener to odpowiedzialny zawód, kształtujący młodego człowieka…
Trener powinien przede wszystkim prezentować wysoki poziom wiedzy tanecznej z zakresu tańca, którego uczy. Musi cały czas doskonalić swój warsztat, śledzić nowości, być na bieżąco. Dobrze jest kiedy aktywnie uczestniczy w zajęciach, ma świadomość własnego ciała, jest wzorem i autorytetem dla uczniów. Ktoś powie… to chyba logiczne, że musi dobrze się ruszać, odpowiednio się prezentować i mieć wiedzę, żeby prowadzić zajęcia. Otóż nie zawsze… Słyszałam o różnych przypadkach, od prowadzących zajęcia z krzesła do puszczających nagrania video, z których tancerze mają sami nauczyć się kroków. Dlatego przed zapisaniem dziecka do „szkoły tańca” warto sprawdzić, jakie kwalifikacje i jakie osiągnięcia poza lansowaniem się w mediach społecznościowych, ma na swoim koncie dana placówka. Wracając do osoby trenera… musi jednocześnie być przyjacielem, kumplem, a nawet powiernikiem trosk i problemów. Na jednego trzeba krzyknąć, zmotywować, innego poklepać po plecach, pogłaskać jego ego, bo tancerz trenuje dobrze i wydajnie dopiero wtedy, kiedy znajdziesz na niego sposób. Dobry trener to zdecydowanie „jednostka wielofunkcyjna”. To trudna rola, a ja lubię odgrywać trudne role 😉
Co bardziej hartuje i wzmacnia tancerza: sukcesy czy porażki?
I to jest jedno z trudniejszych pytań. W pierwszej chwili powiedziałabym, że sukcesy. To one dają kopa, utwierdzają tancerza w przekonaniu, że jest sens w tym co robi, że posuwa się do przodu, rozwija, rozkwita. Sukces to dowód , że ciężka praca przyniosła efekty. Garść medali i błysk pucharów przepięknie prezentuje się w domowej kolekcji, a tancerz staje się rozpoznawalny, zauważalny. Co tu dużo mówić jest Mistrzem i tyle. Niestety to nie takie proste… Zanim odniesiemy sukces po drodze z pewnością przytrafią nam się i porażki, które umacniają, kształtują i uczą pokory, dystansu i regulują odpowiednio tempo naszego rozwoju. Ważne, żeby tancerz i jego mentor, czyli trener wyciągnęli odpowiednie wnioski, a wtedy każda porażka będzie umacniać i dawać jeszcze większą motywację w drodze do sukcesu. W prawidłowym rozwoju tanecznym potrzebne są zarówno sukcesy, jak i porażki, które w ogólnym, rozrachunku się równoważą. Pasmo sukcesów utwierdza w przekonaniu, że umie się już wszystko i jest się najlepszym, a nieustanne porażki potrafią zniechęcić zanim na dobre rozwinie się skrzydła. Wszystko musi się równoważyć i to rolą trenera jest umiejętne pokierowanie zawodnikiem tak, aby mógł zasmakować i jednego, i drugiego.
W jakim wieku najlepiej zacząć uczęszczać na zajęcia?
Każdy przypadek jest indywidualny, dlatego nie da się określić w sztywnych ramach, w jakim wieku należy rozpocząć uczęszczanie na zajęcia. Na pewno im wcześniej, tym lepiej. Małe dzieci w wieku przedszkolnym to najlepszy materiał. Są bardzo plastyczne, pełne energii, otwarte na kontakty z rówieśnikami i osobą prowadzącą zajęcia. Dużo łatwiej jest wyrobić w nich odpowiednie nawyki, ukształtować od podstaw. Im później zaczyna się przygodę z tańcem, tym praca nad samym sobą jest bardziej mozolna i wymagająca, ale nie ma rzeczy niemożliwych. Ja sama z muzyką i ruchem miałam dużo styczności w wieku dziecięcym, ale zajęcia w profesjonalnej szkole tańca rozpoczęłam w wieku 14 lat, czyli bardzo późno. Jak więc widać można realizować się w tańcu nawet, jeśli przygoda rozpoczyna się później. Trzeba tylko z pełną świadomością dążyć do celu.
Jakie cechy charakteru powinien posiadać tancerz?
Duże znaczenie ma pewność siebie, otwartość, upór w dążeniu do celu. Musi być również pracowity i zdolny do poświęceń. Musi umieć poświęcić się pasji bez reszty, dopiero wtedy osiągnie odpowiednie efekty. Ogromne znaczenie ma również fakt, czy jest systematyczny i obowiązkowy, gdyż rzutuje to na podejście do treningu i warunkuje tempo postępów tanecznych. Łatwość nawiązywania kontaktów z innymi tancerzami i koleżeńskie podejście zdecydowanie ułatwia wspólną pracę w grupie tanecznej oraz daje lepsze efekty rozwoju. Oczywiście mało jest przypadków spełniających wszystkie kryteria, ale zdarzają się. To właśnie tacy tancerze z reguły zdobywają najwyższe laury. Charakter tancerza jest zdecydowanie ważniejszy niż sam talent.
Jakie czynniki wpływają na noty jury?
Myślę , że nota końcowa to wypadkowa wielu czynników, szczególnie w przypadku bardzo zaawansowanych tancerzy o wysokim poziomie tanecznym. Każdy sędzia rozważa wiele aspektów zanim podejmie ostateczną decyzję. Istnieją rozmaite systemy sędziowskie, które różnią się nieznacznie, aczkolwiek w większości bazują na ocenie w trzech aspektach. Komisja sędziowska czy to w przypadku solistów, duetów, grup czy też formacji ocenia zawsze: technikę prezentacji, choreografię i kompozycję, która wykonuję podmiot oraz szeroko pojęty wyraz artystyczny potocznie określany jako „image” . Powoduje to, że nota jest złożona i daje możliwie najsprawiedliwszy wynik. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że jako tancerz jesteśmy oceniani z reguły przez 7‑osobową komisję sędziowską, nasz wynik jako zawodnika wydaje się być naprawdę złożonym procesem. Tym bardziej cieszy zwycięstwo podczas zawodów, kiedy ktoś ocenia naszą prezentację na podstawie porównania z innymi rywalami. Każdy kto chociaż raz zasmakował bycie Mistrzem, wie o czym mówię.
Czy w uzyskaniu tytułu Mistrza decydujące znaczenie ma umiejętność współpracy tancerza z grupą czy tez jego indywidualizm i pewność siebie?
Zdecydowanie jedno i drugie. Nie ma nic lepszego niż połączenie tych dwóch cech, jeśli mówimy o grupie tanecznej. Indywidualizm i pewność siebie nie wyklucza współpracy z grupą. Grupa z kolei potrzebuje lidera, który pociągnie ją do zwycięstwa, zagrzeje do walki i wzmocni wizerunek sceniczny. W każdej grupie po pewnym czasie funkcjonowania kształtuje się lider i nie dotyczy to tylko grup tanecznych, ale rozmaitych drużyn sportowych i zespołów artystycznych. Jeśli chodzi o solistów to indywidualizm i pewność siebie stanowi podstawę do jakiegokolwiek wyniku powyżej przeciętnej.
Czy tancerz powinien być elastyczny i czuć się jak ryba w wodzie czy opanować jeden styl do perfekcji?
Myślę, że jeśli tancerz edukuje się wiele lat w jednej technice i robi to na poziomie pod okiem doświadczonych ludzi, na pewno poradzi sobie i w innych stylach. To tylko kwestia przestawienia się na coś nowego, innego, nieznanego. Wieloletnie doświadczenie taneczne pozwala szybko i płynnie poradzić sobie w innej technice . Oczywiście nie należy zapominać o predyspozycjach fizycznych, czyli o budowie. Przykładem może być klasyka, gdzie potrzebna jest odpowiednia budowa, waga i wzrost tancerki, aby sprostać wymaganiom na deskach teatru. Dlatego też w niektórych przypadkach nie wystarczą chęci i ciężka praca. Potrzebna są odpowiednie warunki fizyczne.
Czy na scenie można odnaleźć miłość i czy w ogóle tam powinno się jej szukać?
Oczywiście, że tak. Nie tylko na scenie, ale i na sali treningowej. My jako tancerze i instruktorzy prowadząc zajęcia, przygotowując choreografie, sędziując jesteśmy ciągle wystawieni na pracę z ciałem. Dlatego osoby z kręgu tanecznego najczęściej szukają podobnych dusz. Nie wyobrażam sobie być z kimś nie związanym z tańcem, z ruchem, z kimś, kto nie rozumie mojej pasji. Mój mąż Mariusz jest świetnym choreografem i trenerem tańca. Przez wiele lat był dla mnie przykładem i autorytetem. Ba… nadal jest, chociaż pewnie teraz się uśmiecha, czytając te słowa, bo jak razem wchodzimy na salę to zawsze się spieramy i przekrzykujemy, ale to normalne w starciu dwóch artystycznych dusz. Poświęciliśmy bardzo wiele, żeby być razem, może dlatego stanowimy tak zgrany duet. Kocham go bardzo i nie zamieniłabym na egzemplarz z innej branży. Miłość i taniec? Tak to zdecydowanie idzie w parze. Trzeba tylko zatańczyć w tym samym rytmie i w tym samym kierunku.
Małgosiu, jaka naprawdę jesteś?
„Naprawdę jaka jesteś nie wie nikt”. Te piękne słowa idealnie obrazują moją osobę. Jestem bardzo złożona. Na pierwszy rzut oka, przebojowa, uśmiechnięta, energiczna. Jak twierdzą niektórzy zawsze sobie poradzę. Szybko działam, szczególnie w podbramkowych sytuacjach. Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Jeśli się zagłębić, jestem zdecydowanie bardziej złożonym przypadkiem. Bardzo przeżywam wszelkie niepowodzenia, odchorowuję stresy, zbieram i kolekcjonuję w sercu przykre chwile. Jestem niezmiernie wrażliwa, uczuciowa. Denerwuję się, kiedy coś nie idzie po mojej myśli. Wszystko rozkładam na czynniki pierwsze, analizuję. Jednakże tą moją stronę znają tylko najbliżsi, a niejednokrotnie i oni nie wiedzą wszystkiego. Oznacza to, że chyba mam zdolności aktorskie. Może minęłam się z powołaniem? 😉
BARDZO DZIĘKUJEMY KAWIARNI MOMU ZA MOŻLIWOŚĆ ZROBIENIA PIĘKNYCH ZDJĘĆ.
Rozmawiała: Ilona Jaworska
Zdjęcia: Ola Kowalska
komentarzy
Codzienność może zaczynać się od pośpiechu i obowiązków, ale równie dobrze może mieć swój spokojny,…
W świecie, w którym coraz większą rolę odgrywa świadoma pielęgnacja i długowieczność, pojawia się miejsce…
Czytanie książek to nie tylko sposób na relaks czy zdobywanie wiedzy. Coraz więcej badań pokazuje,…
Współczesna skóra coraz częściej staje się wrażliwa, reaktywna i podatna na stres środowiskowy. Zanieczyszczenia, szybkie…
Jeszcze kilka lat temu krem z filtrem kojarzył się głównie z wakacjami i plażą. Dziś…
Niektórzy ludzie przyciągają uwagę, zanim jeszcze cokolwiek powiedzą. Nie chodzi o wygląd, pieniądze czy status.…