ZUO CORP. Sztuka w pełni użytkowa

Są niczym szara eminencja polskiej mody. Każdy zna ZUO CORP., choć przedstawiciele marki w mediach pojawiają się sporadycznie. Ich projekty mają wartość nie tylko modową, ale i sentymentalną, zabierają nas w kulturową podróż. Bartek Michalec i Łukasz Laskowski stworzyli korporację z czarnym humorem. Lubią chodzić pod prąd.

Roz­ma­wia­ła: Anna Jan­kow­ska
Zdję­cia: Ola Kowal­ska­/Vers-24

Bartek Michalec, Zuo Corp

Mówi się, że począt­ki bywa­ją trud­ne. Jakie były Wasze? 

Łukasz Laskow­ski: Patrząc ogól­nie na ten pro­blem, moż­li­we są dwa sce­na­riu­sze: albo zaczy­nasz robić swój biz­nes, nie­za­leż­nie od tego czy to jest moda czy nie, z inwe­sto­rem, no i wte­dy tak napraw­dę o wie­le rze­czy nie musisz się mar­twić, bo masz zapew­nio­ne finan­so­wa­nie. Tak jest dużo pro­ściej. Możesz też zro­bić to ina­czej, wła­sny­mi środ­ka­mi. Jeże­li cho­dzi o nasze począt­ki to z jed­nej stro­ny było nam bar­dzo łatwo, z dru­giej trud­no.
Od stro­ny wej­ścia na rynek nie mie­li­śmy duże­go pro­ble­mu, nato­miast jeśli cho­dzi o stro­nę finan­so­wą, to z tym było już tro­chę gorzej, bo wszyst­ko finan­so­wa­li­śmy z wła­snej kie­sze­ni. Nam się uda­ło, dla­te­go że pierw­szą kolek­cję sprze­da­li­śmy bar­dzo dobrze, była nawet doszy­wa­na. Otwo­rzy­li­śmy pierw­szy pop-up shop, któ­ry przez 3 mie­sią­ce był wol­no sto­ją­cym budyn­kiem przy uli­cy Brac­kiej. To była pierw­sza taka reali­za­cja w tej czę­ści Euro­py. Nasz pawi­lon został zapro­jek­to­wa­ny przez Hanię Kok­czyń­ską i Jac­ka Majew­skie­go z Super Super oraz Agniesz­kę Kuczyń­ską z Insi­de / Out­si­de, któ­rzy stwo­rzy­li ele­wa­cję pol­skie­go pawi­lo­nu w Szan­gha­ju.

Pro­jekt ten odbił się sze­ro­kim echem, mogli­śmy komu­ni­ko­wać się na bar­dzo róż­nych płasz­czy­znach, bo nie tyl­ko na płasz­czyź­nie mody, ale też desi­gnu, archi­tek­tu­ry i myśli spo­łecz­nej.

Szczerze mówiąc, za ten projekt bardziej doceniono nas za granicą niż w Polsce. Nasze początki nie były bardzo trudne, po prostu wymagały od nas wytężonej pracy, ale właściwie tak jest do tej pory.

Doj­rze­wa­nie do bycia pro­jek­tan­tem zaczę­ło się u Cie­bie Bar­tek już wte­dy, kie­dy pra­co­wa­łeś jako sty­li­sta?

Bar­tek Micha­lec: Ono zaczę­ło się od pro­jek­to­wa­nia. Pod­cho­dzi­łem do mody bar­dziej w spo­sób arty­stycz­ny, nie jak do biz­ne­su. Byłem bar­dzo mło­dy kie­dy dosta­łem pro­po­zy­cję pra­cy w Viva! Moda, a cały sty­ling poja­wił się przy oka­zji. Zawsze lubi­łem kre­ować obra­zek. Pra­ca pro­jek­tan­ta wią­że się z wymy­śla­niem image’u. Sty­li­zo­wa­nie poja­wi­ło się w spo­sób natu­ral­ny i tro­chę w nie­go zabrną­łem, ale to mi bar­dzo pomo­gło. My jak mało któ­re mar­ki od począt­ku mie­li­śmy bar­dzo dobry visu­al, zna­li­śmy spe­cja­li­stów w bran­ży: foto­gra­fów, fry­zje­rów, model­ki, z któ­ry­mi przez lata pra­co­wa­łem. To jest dobry start do pra­cy w modzie, choć czę­sto spo­ty­ka­my się z pró­bą zaszu­flad­ko­wa­nia nas.

Wasza mar­ka jest wszech­stron­na. Pro­jek­tu­je­cie trzy zróż­ni­co­wa­ne linie, mamy w nich inspi­ra­cje archi­tek­to­nicz­ne. Ta ory­gi­nal­ność była od same­go począt­ku świa­do­ma czy przy­pad­ko­wa?

Ł.L.: Bar­tek stu­dio­wał malar­stwo, był też na gra­fi­ce. Obo­je bar­dzo inte­re­su­je­my się fil­mem, popkul­tu­rą, więc dla nas jest natu­ral­ne, że to wszyst­ko się łączy i kore­lu­je ze sobą. Wyda­je mi się, że to odróż­nia po pro­stu pro­jek­tan­ta od kon­fek­cji. Zwłasz­cza że jest teraz dużo tar­gów, któ­re ofe­ru­ją pol­ską modę w bar­dzo przy­stęp­nej cenie, bar­dzo czę­sto jest ona spro­wa­dzo­na do roli kon­fek­cji, cze­goś co jest po pro­stu do nosze­nia, bo każ­dy czło­wiek, nawet ten, któ­ry się nie inte­re­su­je modą, musi się w coś ubrać. Nato­miast kie­dy jesteś pro­jek­tan­tem, two­rzysz modę.

No wła­śnie, Wy two­rzy­cie modę w duecie. Swo­ją dzia­łal­no­ścią potwier­dza­cie, że nawet dosko­na­ły i po pro­stu pięk­ny pro­dukt wyma­ga odpo­wied­nie­go opa­ko­wa­nia, by się sprze­dał. To opa­ko­wa­nie to wła­śnie spe­cjal­ność Łuka­sza?

Ł.L.: Tak, jed­nak dosko­na­le się z Bart­kiem dopeł­nia­my. Ja w ogó­le nie bio­rę udzia­łu w pro­ce­sie pro­jek­to­wa­nia, Bar­tek poka­zu­je mi goto­wą kolek­cję i o niej dys­ku­tu­je­my. Ja nato­miast zaj­mu­ję się bar­dziej stro­ną kre­atyw­ną, zwią­za­ną z mar­ke­tin­giem, PR-em. Muszę myśleć o tym, co zro­bić, by ludzie nasze pro­jek­ty zro­zu­mie­li. Naj­lep­szym tego przy­kła­dem jest koszul­ka, któ­rą mam na sobie. To jest sta­ry pro­jekt Bart­ka, jesz­cze sprzed powsta­nia ZUO CORP. Stwier­dzi­li­śmy, że to jest super koszul­ka i na pew­no się sprze­da. Ma dwa doły i możesz ją nosić na bar­dzo róż­ne spo­so­by. Moją rolą jest wytłu­ma­cze­nie ludziom, dla­cze­go ta koszul­ka jest faj­na, bo kie­dy podej­dziesz do wie­sza­ka i zoba­czysz coś takie­go, to pomy­ślisz: jakie dziw­ne ubra­nie! Waż­ne jest to, by uświa­do­mić ludziom, dla­cze­go war­to to nosić.

Jeśli nie opakujesz tego w odpowiedni sposób, to klient nie zauważy wyjątkowości tej rzeczy. Tak jest z każdym produktem.

Zuo Corp showroom

Bartek Michalec, Zuo Corp

Bartek Michalec, Zuo Corp

Łatwo w ogó­le mówić o modzie, tłu­ma­czyć takie rze­czy?

Ł.L.: To zale­ży do kogo mówisz, bo jeże­li tra­fiasz do wyro­bio­ne­go odbior­cy, nie musisz tłu­ma­czyć, tyl­ko posłu­gu­jesz się uni­wer­sal­ny­mi koda­mi. Nato­miast jeśli sta­rasz się wytłu­ma­czyć to komuś, kto nie ma o tym zie­lo­ne­go poję­cia, to jest tak jak z każ­dą inną dzie­dzi­ną. Jeśli, daj­my na to, nie inte­re­su­jesz się pro­duk­cją sło­dy­czy, to widzisz tyl­ko efekt koń­co­wy – cukier­ka – nie zasta­na­wiasz się, dla­cze­go on jest zro­bio­ny z jakie­goś dziw­ne­go cukru.

Jak byście scha­rak­te­ry­zo­wa­li pol­ski rynek mody?

B.M.: Trud­no mówić o ist­nie­niu ryn­ku mody w Pol­sce. On się dopie­ro two­rzy. Rynek mody w Pol­sce jest bar­dzo mały. W Ame­ry­ce to jest biz­nes wie­lo­mi­lio­no­wy. Tak napraw­dę wszyst­kie fran­cu­skie domy mody w latach 50. doro­bi­ły się na boga­tych Ame­ry­kan­kach. Dior czy Balen­cia­ga naj­więk­szy zbyt hau­te coutu­re mia­ły wła­śnie w Ame­ry­ce. W Pol­sce trud­no mówić o ryn­ku, ponie­waż nie jest on usys­te­ma­ty­zo­wa­ny w żaden spo­sób. Moda jest u nas bar­dziej ele­men­tem show biz­ne­su niż dzie­dzi­ną wytwór­stwa. Ten rynek jest trwa­ły w tych kra­jach, gdzie wiel­kie for­tu­ny mają swo­je kon­ty­nu­acje. W naszym poko­le­niu nadal poku­tu­je zasa­da, że to co za zachod­nie, jest gwa­ran­cją jako­ści, nawet taki H&M, któ­ry jest zaprze­cze­niem jako­ści, bo jest to naj­tań­sze wyko­na­nie na świe­cie, dodat­ko­wo zwią­za­ne z wyzy­skiem ludzi, co zawsze wszyst­kich obu­rza. To jest dla mnie bar­dzo inte­re­su­ją­ce zagad­nie­nie socjo­lo­gicz­ne.

Miej­sce, w któ­rym żyje­cie i two­rzy­cie ma wpływ na kształt Waszych kolek­cji?

Ł.L.: Mogli­by­śmy sprze­da­wać nasze rze­czy w każ­dym miej­scu na świe­cie, to aku­rat nie jest żad­ną prze­szko­dą. Ten pro­dukt, któ­ry w danym momen­cie robi­my to jest aku­rat to, co z nas wte­dy wypły­wa.

B.M.: Zawsze lubi­łem bar­dzo ele­ganc­ką modę, ale jed­no­cze­śnie też modę ulicz­ną, nie­do­słow­ną, nio­są­cą w sobie jakiś kon­kret­ny pokład inte­lek­tu­al­ny. Nigdy nie postrze­ga­li­śmy pro­jek­to­wa­nia ubrań i mar­ki w bar­dzo lokal­ny spo­sób. Nie ma już takich gra­nic, nie moż­na zro­bić sobie pol­skiej wer­sji Cha­nel czy Dio­ra, a mam wra­że­nie, że w takim bar­dzo popu­lar­nym nur­cie to jest cią­gle obec­ne.

Zuo Corp bar­dzo zmie­ni­ło się od momen­tu, w któ­rym powsta­ło. Czy jest zatem moż­li­we już na samym począt­ku usta­le­nie toż­sa­mo­ści mar­ki, któ­rą chce się zacho­wać bez wzglę­du na zmie­nia­ją­ce się oko­licz­no­ści?

Ł.L.: Tak! Z per­spek­ty­wy cza­su uwa­żam, że naj­waż­niej­sze jest to, by dobrze zapro­jek­to­wać sobie swo­ją mar­kę, tak by być wier­nym sobie i praw­dzi­wym. Kie­dy jesteś nie­praw­dzi­wa, to wyczu­ją to klien­ci, nawet ci, któ­rzy na modzie się spe­cjal­nie nie zna­ją. Lepiej jest być wier­nym sobie, robić coś po swo­je­mu i naj­wy­żej odnieść w tym poraż­kę, niż sta­rać się za wszel­ką cenę podą­żać za tren­da­mi i robić to, co pod­po­wia­da­ją inni. My jeste­śmy tego naj­lep­szym przy­kła­dem, bo jak sama powie­dzia­łaś, bar­dzo zmie­ni­li­śmy się na prze­strze­ni lat. Dopie­ro teraz wra­ca­my do korze­ni, do tego czym to mia­ło być na samym począt­ku, bo wła­śnie teraz wykry­sta­li­zo­wa­ło nam się, jak ma to wyglą­dać, czym byśmy chcie­li, aby nasza mar­ka była.

Jakie to uczu­cie, kie­dy ludzie na uli­cy noszą ubra­nia, któ­re sami stwo­rzy­li­ście?

Ł.L.: Ja mam total­ną fraj­dę, kie­dy widzę na uli­cy ludzi w naszych płasz­czach, takich już bar­dzo zno­szo­nych. To jest nie­sa­mo­wi­te, bo widzisz rzecz, któ­rą znasz od momen­tu jej powsta­nia i widzisz to na kimś, kto wydał na to swo­je pie­nią­dze, z jego per­spek­ty­wy może wca­le nie­ma­łe, ale dalej to nosi, ma z tego fun, ceni je, to jest dla nie­go waż­ny przed­miot. To jest fan­ta­stycz­ne uczu­cie! Bar­dzo mnie cie­ka­wi, jak wyglą­da­ją ludzie, któ­rzy kupu­ją nasze rze­czy.

B.M.: To bar­dzo przy­jem­ne obser­wo­wać, jak moje pomy­sły na odzież spraw­dza­ją się w star­ciu z rze­czy­wi­sto­ścią. Nasi klien­ci, kie­dy raz kupią coś z met­ką ZUO, wra­ca­ją po nowe. Naj­le­piej to widać po dzia­ła­niu nasze­go skle­pu przy Chmiel­nej 21. Przy­cho­dzą do nas ludzie, któ­rzy kupo­wa­li jesz­cze w pawi­lo­nie, a potem w naszej pra­cow­ni na Wil­czej i teraz przy­cho­dzą tutaj.

Bartek Michalec, Zuo Corp

Zuo Corp

 Zuo Corp

Bartek Michalec, Zuo Corp

Jacy klien­ci do Was przy­cho­dzą?

Ł.L.: Mamy bar­dzo dużą pulę sta­łych klien­tów. Z racji tego, że tro­chę nam się zmie­nia styl, są oni bar­dzo zróż­ni­co­wa­ni, stąd nasze trzy linie (różo­wa, czar­na i sza­ra – przyp. red.). Zaglą­da­ją też do nas oso­by zacie­ka­wio­ne tym miej­scem, ale tak napraw­dę nie wie­dzą cze­go się spo­dzie­wać, czy jest tu dro­go, czy tanio. Naszą gru­pą doce­lo­wą są ludzie inte­re­su­ją­cy się sztu­ką, kul­tu­rą, spo­łe­czeń­stwem oby­wa­tel­skim, prze­mia­na­mi spo­łecz­ny­mi. Ludzie, któ­rzy mają wie­le pasji, i któ­rzy bar­dzo doce­nia­ją ład­ny design, chcą ota­czać się ład­ny­mi przed­mio­ta­mi. Bar­dzo czę­sto kupu­ją u nas oso­by, któ­re inte­re­su­ją się modą. Nie mamy ambi­cji ubie­ra­nia tyl­ko boga­tych ludzi, bo to jest głu­pie.

Fajne jest to, że Twoje ubrania żyją i chodzą sobie po ulicy razem z tobą.

Bar­tek, nie mogę pomi­nąć bar­dzo waż­nej kwe­stii, któ­ra jest ści­śle zwią­za­na z Two­im wize­run­kiem! Cho­dzi o tur­ban, któ­ry zawsze masz na gło­wie…

B.M.: Tak  Tur­ban koja­rzy się ze mną, choć nie noszę go od poka­zu Jun­gle Gar­de­nia z 2012 roku. Po pro­stu mi się znu­dził.

Skąd wziął się w Waszym logo czar­ny kruk?

Ł.L.: Po pierw­sze, jest to hołd zło­żo­ny naszym korze­niom. To była pierw­sza inspi­ra­cja naszej tease­ro­wej kolek­cji, któ­ra nie zosta­ła poka­za­na. Inspi­ro­wa­na była pra­ca­mi nowo­jor­skiej artyst­ki foto­gra­fu­ją­cej mar­twe kru­ki, któ­re dostra­ja biżu­te­rią. Dru­gie wytłu­ma­cze­nie jest takie, że zawsze bawi­ło nas kor­po­ra­cyj­ne podej­ście do marek, np. polo Ralph Lau­ren czy logo Laco­ste. W prze­ci­wień­stwie do nich posta­no­wi­li­śmy, że będzie­my mie­li taki zna­czek na opak, prze­śmiew­czy, inny­mi sło­wy – kor­po­ra­cja z czar­nym humo­rem. A tak poza tym, kruk to nasz ulu­bio­ny ptak. Bar­tek bar­dzo lubi pta­ki, któ­re są zresz­tą bar­dzo inte­li­gent­ne. Kruk ma sym­bo­li­kę cel­tyc­ką, uzna­wa­ny jest za pta­ka prze­ła­mu­ją­ce­go czar, magicz­ne­go. Jako ZUO CORP. jeste­śmy nume­ro­lo­gicz­nie szóst­ką, co ozna­cza, że odnie­sie­my suk­ces (śmiech).

A nie czu­je­cie się tro­chę jak bia­ły kruk pol­skiej mody?

B.M.: Nie. Takich bia­łych kru­ków jest bar­dzo dużo. Tutaj wszyst­ko jest po pro­stu uni­ka­to­we i bar­dzo ory­gi­nal­ne.

Zuo Corp showroom

Zuo Corp showroom

Bartek Michalec, Zuo Corp

For Vers-24, War­saw

_____

PRZECZYTAJ TEZ:
NIC O MNIE NIE WIECIE. KENDALL JENNER
TOP 5 NAJBARDZIEJ POPULARNYCH I PRZYDATNYCH GADŻETÓW W MIESZKANIU MĘŻCZYZNY
CAŁA PRAWDA O ZAWODZIE MODELKI
SEKRETNE ŻYCIE JULII BIJOCH
8 PRODUKTÓW, KTÓRE POWINNAŚ MIEĆ W DOMU, GDY CHCESZ SCHUDNĄĆ
RESTAURACJE Z NAJPIĘKNIEJSZYMI WIDOKAMI NA ŚWIECIE



Komentarze

komen­ta­rzy