ZOOM ON Y/Project

 

O francuskiej marce projektanta Glenna Martensa którą można by w całości opisać jednym słowem: „wszechstronna”, wkrótce będzie jeszcze głośniej. Wszystko to za sprawą panującego trendu na niezobowiązującą, traktowaną z przymrużeniem oka i luzem modę streetwearową. Radzimy mieć się na baczności, bo zdaje się, że Vetements ma konkurenta- czas poznać bliżej Y/Project!

Podob­nie jak Gva­sa­lia, 33-letni belg Mar­tens jest absol­wen­tem Roy­al Aca­de­my of Arts z Antwer­pii, choć w wie­ku 21 ukoń­czył szko­łę jako archi­tekt wnętrz. Odważ­nie przy­zna­je, że nie miał w tedy pomy­słu na sie­bie. I nie jest to jedy­ne podo­bień­stwo pro­jek­tan­tów, któ­rzy obec­nie wyzna­cza­ją kie­run­ki w modzie ulicz­nej. Glenn dołą­czył do zespo­łu w 2009 roku, by wkrót­ce Y/Project prze­jąć jako asy­stent jed­ne­go z pier­wot­ne­go zało­ży­cie­li, Yoha­nie Ser­fa­ty, któ­ry zmarł na raka 4 lata temu. Przy­wią­za­ny do DNA marki- ciem­ne­go kli­ma­tu, ele­ganc­kich, wydłu­żo­nych syl­we­tek pro­po­no­wa­nych dotych­czas przez Yohan ze śmia­ło­ścią doda­je, że final­nie pra­gnie ewo­lu­ować do o wie­le bar­dziej tech­nicz­nych pro­jek­tów, trak­to­wa­nych z przy­mru­że­niem oka. W cią­gu pię­ciu lat mar­ka prze­szła wiel­kie zmiany- od pier­wot­nej, wyłącz­nej linii męskiej po poło­wę kolek­cji, któ­rej część sta­no­wi uni­sex. W 2016 roku pod­czas Pary­skie­go Tygo­dnia Mody Y/Project po raz pierw­szy wzię­ła udział w dam­skim poka­zie. Dla Glen­na, dyrek­to­ra kre­atyw­ne­go, mar­ka ozna­cza wolność- wszel­kie zmia­ny nie są więc jej obce. Y/Project jest mie­szan­ką naj­róż­niej­szych wpły­wów, nie­za­leż­nie od epo­ki czy gatun­ku. Z jed­nej stro­ny na wskroś tra­dy­cyj­ny, Glenn sam pra­cu­je na szy­ciem i glo­ry­fi­ku­je kla­sycz­ną ele­gan­cję, jed­no­cze­śnie wyko­rzy­stu­jąc te kla­sycz­ne for­my w połą­cze­niu z impul­sa­mi i emo­cja­mi towa­rzy­szą­cy­mi całe­mu pro­ce­so­wi twórczemu- za pomo­cą kon­struk­cji i róż­no­rod­nych wzo­rów Mar­tens pcha je w stro­nę skraj­no­ści. Na szczę­ście na żad­ne z wpły­wów Y/Project nie ma zamia­ru się zamy­kać, co bez wąt­pie­nia jest jej naj­więk­szym atu­tem i kar­tą prze­tar­go­wą na barw­nym ryn­ku świa­ta mody.

Podą­ża­jąc za głów­ny­mi hasła­mi, z któ­ry­mi moż­na dziś utoż­sa­mić Y/Project, zna­czą­ca ilość ubrań to kolek­cje uni­sex, zapro­jek­to­wa­nych w taki spo­sób, by mógł nosić je każ­dy bez koniecz­no­ści iden­ty­fi­ka­cji i okre­śla­nia. Dru­ga część pro­jek­tów podzie­lo­na na linię zarów­no męską jak i dam­ską, jest pro­jek­to­wa­na z takim samym zamy­słem co linia uni­wer­sal­na. To połą­cze­nie bel­gij­skiej kon­cep­cji, fran­cu­skie­go szy­ku i bry­tyj­skie­go cool. Moda nie zno­si nudy, więc wyraź­ny podział na kolek­cje męskie i te stwo­rzo­ne wyłącz­nie dla kobiet, był tyl­ko kwe­stią cza­su. W ubie­głych dam­skich kolek­cjach na jesień-zimę poja­wia­ły się już skó­rza­ne szla­fro­ki, a sukien­ki zdo­bi­ły sztyw­ne koł­nie­rze i ręka­wy, pro­sto od bisku­pich szat. To mani­fest i dowód na to, że w przy­pad­ku sub­tel­nej, kobie­cej gar­de­ro­by pro­jek­tan­to­wi rów­nież nie bra­ku­je fan­ta­zji i polo­tu, co jest dobrą odskocz­nią od męskich pro­jek­tów, w więk­szo­ści odno­szą­cych się do rze­czy­wi­sto­ści. Pod­czas pre­zen­ta­cji pierw­szej dam­skiej kolek­cji Y/Project w Pary­żu, po wybie­gu kro­czy­ły model­ki w krót­kich spoden­kach, różo­wych i szkar­łat­nych  dopa­so­wa­nych sukien­kach oraz sza­li­kach z hafta­mi róż- była to jak dotych­czas jed­na z naj­bar­dziej kobie­cych odsłon wśród tego, co dotych­czas miał do zaofe­ro­wa­nia Mar­tens. Gło­śno i sze­ro­ko komen­to­wa­na, słusz­nie wywo­ła­ła poru­sze­nie wśród redak­to­rów, kry­ty­ków i sty­li­stów. I to tuż przed poka­zem Vete­ments! Napły­wa­ją­ce gra­tu­la­cje i pochleb­ne recen­zje przy­wró­ci­ły pro­jek­tan­to­wi siły i wia­rę w to, że podo­ła wyzwa­niu i będzie w sta­nie zapro­jek­to­wać obie linie.

Co jest siłą Y/Project? Z pew­no­ścią dosko­na­ły zmysł obser­wa­cji Glen­na, któ­ry bacz­nie przy­pa­tru­je się ludziom na uli­cy. Ana­li­zu­je i pod­pa­tru­je w jaki spo­sób noszą ubra­nia i jak wpły­wa­ją na ich posta­wę czy syl­wet­kę, a tak­że ener­gię i apa­ry­cję. Pomi­mo nie­spo­ty­ka­nej wcze­śniej u żad­ne­go z domów mody mie­szan­ki eklek­ty­zmu i absur­du, na pie­de­sta­le wciąż pro­jek­tant sta­wia wol­ność. I to ona jest głów­nym wyznacz­ni­kiem kie­run­ku, w jakim zmie­rza jego marka.

Tekst: Mar­le­na Wysocka

Kolaż: Lau­ra Osakowicz

Komentarze

komentarzy