Z tygodnia filmowego w festiwal na skalę światową

Tekst: Kin­ga War­szaw­ska
Zdję­cia: wff.pl

Konferencja WFF _054_gl 

Dobie­ga koń­ca 30. War­szaw­ski Mię­dzy­na­ro­do­wy Festi­wal Fil­mo­wy. Jak zwy­kle orga­ni­za­to­rzy posta­ra­li się, żeby reper­tu­ar był zróż­ni­co­wa­ny, a widzo­wie mogli zoba­czyć fil­my, któ­re być może nie tra­fią do sze­ro­kiej dys­try­bu­cji. Dzi­siaj, patrząc na roz­mach i popu­lar­ność, łatwo zapo­mnieć, gdzie wszyst­ko mia­ło swój począ­tek.

W 1985 roku war­szaw­ski klub stu­denc­ki „Hybry­dy” był miej­scem, w któ­rym Roman Gutek powo­łał do życia swo­ją wizję popu­la­ry­zo­wa­nia kina zachod­nie­go w Pol­sce. I War­szaw­ski Tydzień Fil­mo­wy miał zrze­szać miło­śni­ków kine­ma­to­gra­fii i umoż­li­wiać dostęp do obra­zów, któ­re trud­no było obej­rzeć gdzie­kol­wiek indziej. Dzię­ki pierw­szym odsło­nom tych spo­tkań, do publicz­ne­go obie­gu weszły takie tytu­ły jak Pta­siek i Sto­wa­rzy­sze­nie umar­łych poetów.

Po pew­nym cza­sie zmie­nio­no for­mat na festi­wa­lo­wy, a lata 90. pozwo­li­ły na więk­szą swo­bo­dę w dobo­rze reper­tu­aru. Razem ze Ste­fa­nem Lau­dy­nem, Gutek spo­pu­la­ry­zo­wał wśród pol­skich widzów nazwi­ska Jar­mu­scha, Kustu­ri­cy czy Boyle’a. Do dzi­siaj bar­dzo waż­ną kate­go­rią jest ple­bi­scyt publicz­no­ści, pod­czas któ­re­go to wła­śnie odbior­cy wyła­nia­ją zwy­cięz­cę. Dzię­ki temu na ekra­ny kin mogą tra­fić fil­my, któ­re przed festi­wa­lem mia­ły trud­ność ze zna­le­zie­niem dys­try­bu­to­ra, a któ­re bar­dzo czę­sto zysku­ją mia­no kul­to­wych (jak cho­ciaż­by Tra­in­spot­ting, Ari­zo­na Dre­am, Życie jest pięk­ne).

Od począt­ku Festi­wa­lo­wi przy­świe­ca idea zapo­zna­wa­nia z dzie­ła­mi nowa­tor­ski­mi, bar­dziej niszo­wy­mi, któ­re dopie­ro mają szan­se na zdo­by­cie popu­lar­no­ści. Jak przy­zna­je Lau­dyn, nie zale­ży mu na wiel­kich sła­wach − liczy się po pro­stu dobre kino, bez wzglę­du na to, czy zaj­mu­je czo­łów­ki list naj­bar­dziej kaso­wych pro­duk­cji, czy krąg jego odbior­ców jest bar­dzo skrom­ny.

Dzi­siaj prze­krój kul­tu­ro­wy festi­wa­lu jest nie­po­rów­ny­wal­nie więk­szy do jego począt­ków − gości na nim kino z takich kra­jów jak Litwa, Sri Lan­ka, Nowa Zelan­dia, Egipt i wie­lu innych, któ­re trud­no było­by zna­leźć w popu­lar­nym obie­gu. Ran­ga War­szaw­skie­go Mię­dzy­na­ro­do­we­go Festi­wa­lu Fil­mo­we­go porów­ny­wa­na jest do tych odby­wa­ją­cych się w Ber­li­nie, Can­nes, Moskwie i Wene­cji.

For Vers-24, War­saw

_____

POLECAJCIE:



Komentarze

komen­ta­rzy