Thriller psychologiczny pełną gębą nie bez powodu jest klasyką kina. Lata od premiery mijają, a on wciąż utrzymuje silną pozycję. Wielka w tym zasługa obsady i scenariusza. Psycholog – kanibal pomaga młodej agentce FBI w schwytaniu dawnego pacjenta. Od pierwszych minut wiadomo jednak, że nie o niego tu chodzi. Gra między dwojgiem ludzi jako oś historii niesie więcej pytań, niż odpowiedzi. I to tych najtrudniejszych – o istotę naszego jestestwa.
Zanim poznaliśmy Christiana Greya, w przekraczaniu granic lubował się inny pan Grey. Przystojny prawnik mocną ręką prostował złamane życiem sekretarki. Kolejna – ku jego zdziwieniu, niepostrzeżenie – uleczyła jego.
Siłą tego filmu nie jest seks, choć erotyczne napięcie wyczuwa się ciągle. Siłę stanowi uczucie, które podnosi z kolan. Uczucie do kogoś i to do siebie samego. A tej istotnej lekcji udziela doskonały aktorski duet James Spader & Maggie Gyllenhaal.
Rzecz o tym, ile jesteś w stanie poświęcić dla pasji. Christopher Nolan serwuje wielowymiarową przypowieść o dwóch magikach, jednej wielkiej tragedii i zemście. Za przeciwników dobiera Hugh Jackmana oraz Christiana Bale’a. Grają tak, że w głowie widza zło i dobro staje się jednym. Piłeczka ciągle jest w powietrzu, aż do samego końca. Po którym przychodzi nieprzyjemna refleksja, za nią katharsis.
Mało hollywoodzki obraz z hollywoodzkimi gwiazdami. W oryginale tytuł brzmi: 500 days of Summer. Summer to beztroska dziewczyna, która budzi zachwyt Toma. Na początku wiadomo już, że złamie mu serce. Dzięki czemu on… zyska wolność. Zanim do tego dojdzie, chłopak złapie się jeszcze wiary w świat rodem z komedii romantycznej. A gdy dłużej nie da rady, stanie się wszystko, o czym komedia zwykle milczy.
Co to znaczy być szczęśliwym? Roberto Benigni próbuje wytłumaczyć to swojemu kilkuletniemu synowi w ekstremalnych warunkach. Jako Żydzi trafiają do obozu koncentracyjnego – by uchronić dziecko na tyle, ile możliwe ojciec przekonuje go, że biorą udział w grze. To, co się dzieje ma być umowną zabawą. Zwycięzcą zostaje ten, który bawi się najlepiej.
Jaka z tego nauka? By czerpać z życia, ile się da, wiedząc, że można nie doczekać happy endu. Na tle przedstawianych wydarzeń nasuwa się jednak jeszcze kilka refleksji. Jakich? To zależy tylko od nas.
Społeczne konwenanse trzymają filmową rodzinę w ryzach. Czarna owca wybiela się ślubem z ideałem. Wszyscy są zadowoleni, choć tylko do czasu. Mroczna strona bierze górę, by za chwilę przyćmiła ją wizja zagłady. I na tym byłby koniec, ale o dziwo, dopiero w tym momencie wszystko się zaczyna. Im bliżej końca, tym tego więcej i więcej.
Studium ludzkiej psychiki i grzebanie w duszy spod znaku von Triera przeszywa na wskroś. Po dwóch godzinach można odnieść wrażenie, że przeszło się sesję terapeutyczną – ale z elektrowstrząsami. Mocne i potrzebne kino niepokoju, którego nie trzeba się wstydzić, tylko je… pielęgnować.
Szekspir pisał: Demony są w nas. Po „Podziemnym kręgu” wstałby i biłby brawo twórcom. Ci idą po cienkim lodzie, szokując powszechnie znaną prawdą o której lepiej zapomnieć. To, co w nas najgorsze miesza się z tym najlepszym. To, co dzikie z tym łagodnym. I dobrze jest dopuścić do głosu każdą ze stron.
Edward Horton aka Brad Pitt zaprasza do kręgu wtajemniczonych – wchodzisz na własną odpowiedzialność.
Kiedy docenia się miłość? Zwykle gdy dawno już jej nie ma. Zamiecione pod dywan uczucie potrafi jednak dać o sobie znać. Przekonuje się o tym Julia Roberts. Opornie, jak to w komediach, idzie jej dojście do prawdy, że walka nie musi kończyć się zwycięstwem, by wygrać. Śmiech przez łzy o dziwo daje wielką siłę, samotność to nie koniec świata, a drugiej połówce brakuje pół do całości, która już istnieje i ma się dobrze.
15-latka i seks w filmie to nic odkrywczego. Chyba że w stylu „The Diary of a teenage girl”. Wyzwalająca historia dziewczyny, która szuka siebie oddając ciało i duszę mężczyźnie. W kolorowym Chicago lat 70-tych i komiksowej wyobraźni. Odkrycie przychodzi, lecz nie takie jakiego mogła wyczekiwać. Chciała miłości, która ją pochłonie. Zamiast tego zobaczyła fajerwerki niezależności. Bez żalu, osądu i smutku. Z przesłaniem – weź się z życiem za bary i… baw się dobrze.
Który świat jest lepszy – ten wewnętrzny czy zewnętrzny? Tytułowa bohaterka francuskiego obrazu długo stawia na pierwszy. Jedna informacja usłyszana w telewizji zmusza ją, by wejść do tego drugiego. Powoli wychodzi z kokonu, choć wciąż na swoich warunkach. Potem dochodzą warunki innych.
Dziwaczna fabuła zaskakująco wciąga, może dlatego, że łatwo odnaleźć w Amelii cząstkę siebie. To wycofane, neurotyczne „ja” siedzi głęboko, ale seansie już gniecie. Każdemu troszeczkę szaleństwa nie zaszkodzi.
Po upadku można się podnieść, ale wcześniej warto chwilę poleżeć. Jak bohater oscarowego hitu, w którego wciela się Bradley Cooper. Leżenie oznacza jego pseudo zmianę, dostrzeżoną przez owdowiałą piękność. A ta do zupełnie normalnych nie należy. Wciągając bohatera w swoje gierki, pomaga mu dostrzec, że normalność to kłamstwo. To nie ona bowiem uczłowiecza. Ciało kipiące emocjami już tak.
Zdjęcia: pinterest.com
komentarzy
Coraz więcej badań naukowych pokazuje, że zdrowie jelit ma ogromny wpływ na funkcjonowanie całego organizmu.…
Na początku każdej relacji wszystko wydaje się ekscytujące — rozmowy do rana, motyle w brzuchu…
Codzienność może zaczynać się od pośpiechu i obowiązków, ale równie dobrze może mieć swój spokojny,…
W świecie, w którym coraz większą rolę odgrywa świadoma pielęgnacja i długowieczność, pojawia się miejsce…
Czytanie książek to nie tylko sposób na relaks czy zdobywanie wiedzy. Coraz więcej badań pokazuje,…
Współczesna skóra coraz częściej staje się wrażliwa, reaktywna i podatna na stres środowiskowy. Zanieczyszczenia, szybkie…