Japońscy projektanci, których powinna znać każda fashionistka

Gdy pada pytanie o europejskich i amerykańskich kreatorów na światowym poziomie, odpowiedź przychodzi bez trudu. Nie każdy jednak wie, że ogromny wkład w modę mają także japońscy projektanci. Redakcja Vers-24 odsłania przed Wami kulisy z życia 3 kultowych japońskich twórców, bez których nie istniałoby pojęcie inteligentnego minimalizmu, anty-glamour oraz dekonstrukcji sylwetki.

Yohji Yamamoto

Uro­dzo­ny w 1943 roku w zbom­bar­do­wa­nym Tokio wie, co to strach ludzi napę­dza­ny woj­ną. Jako małe dziec­ko jest świad­kiem wiel­kiej kata­stro­fy: ata­ku na Hiro­szi­mę i Naga­sa­ki. Bom­ba ato­mo­wa B-29 jak­by prze­zna­cze­nie nosi nazwę „Lit­tle Boy”. Ofia­ry wyda­rze­nia przy­po­mi­na­ją kary­ka­tu­ry: ich cia­ło jest znisz­czo­ne i zde­for­mo­wa­ne. Yoh­ji wycho­wy­wa­ny przez samot­ną mat­kę, już na zawsze nosi w pamię­ci obraz woj­ny, jed­nak dzię­ki temu, że pra­cu­je w jej fir­mie kra­wiec­kiej, może prze­le­wać smut­ne doświad­cze­nie na pro­jek­ty, kreu­jąc pięk­no zain­spi­ro­wa­ne bólem. 

W 1971 roku, two­rzy wła­sną fir­mę w Japo­nii. Jed­nak sen o Pary­żu spra­wia, że po kil­ku latach prze­no­si się do kra­ju „marzeń” – Fran­cji. Yoh­ji posta­na­wia pod­bić euro­pej­ską i świa­to­wą sto­li­cę mody; otwie­ra swój butik przy Rue de Cygne w pary­skiej dziel­ni­cy. Ten okres to roz­kwit sła­wy Yve­sa Saint Lau­ren­ta, a więc kon­ku­ren­cja na polu mody jest nie­ma­ła. W  pre­sti­żo­wym Voque nie­ustan­nie poja­wia­ją się mar­ki Cha­nel, Nina Ric­ci i Per Spo­ok. Aż tu nagle przy­by­wa ten obcy Yoh­ji z jakiejś Japo­nii i pre­zen­tu­je este­ty­kę na pary­skich wybie­gach mody, dotąd nie­zna­ną. Czar­ny kolor gra głów­ne skrzyp­ce i kore­spon­du­je z wize­run­kiem mode­lek: wychu­dzo­ne do gra­nic moż­li­wo­ści, bez cie­nia maki­ja­żu, ubra­ne w płaszcze-opończe, smut­ne. Czy to wła­ści­wie model­ki czy ofia­ry?!  Kolek­cja sta­no­wi nawią­za­nie do tra­gicz­nych wyda­rzeń w Japo­nii. Mawia się „rewo­lu­cja umy­słu i oczu”. Publicz­ność prze­ży­wa szok, led­wo co bije bra­wo. Zna­cze­nie pro­jek­tów rozu­mie w peł­ni tyl­ko jed­na oso­ba – Suzy Men­kes, z zawo­du redak­tor, któ­rej opi­nie za jakiś czas są decy­du­ją­ce dla losów pro­jek­tan­tów na całym świecie. 

Widzo­wie powo­li przy­zwy­cza­ja­ją się do mode­li pre­zen­to­wa­nych przez Japoń­czy­ka, uosa­bia­ją­ce nowy nurt: dekon­struk­cję syl­wet­ki i mody. Lan­so­wa­ne must have to: buty na gru­bych zelów­kach, ucię­te spodnie, spód­ni­ce aż do zie­mi. Szyk skro­jo­ny na mia­rę Hiro­szi­my. Yoh­ji kon­ty­nu­uje swo­je pra­ce, do pale­ty barw dołą­cza­jąc wciąż ciem­ne nuty sza­ro­ści i pozo­sta­jąc wier­nym wymow­nej żałob­nej czer­ni. W 1995 roku, Yama­mo­to wypusz­cza nową linię ubrań boga­tą w geo­me­trycz­ne for­my, sto­su­jąc swe­go rodza­ju mini­ma­lizm. Ten rok to kapi­tal­ny suk­ces dla uta­len­to­wa­ne­go Japoń­czy­ka. Począt­ko­wo klien­ci noszą­cy jego ubra­nia są posą­dza­ni o przy­na­leż­ność do sek­ty, teraz to duma! O suk­ce­sie Yama­mo­to świad­czy wysta­wa otwo­rzo­na z 2011 roku we wspa­nia­łym miej­scu – muzeum Vic­to­rii i Alber­ta w Lon­dy­nie. My nato­miast po dziś dzień zawdzię­cza­my mu modę na sze­ro­kie ubra­nia – trend któ­ry chęt­nie nosi­my od kil­ku sezonów. 

Issey Miyake

Uro­dzo­ny w 1938 roku w Hiro­szi­mie. Mimo tra­gicz­nych doświad­czeń wojen­nych wier­ny pięk­nu, któ­ry skła­nia go do poszu­ki­wa­nia czy­sto­ści for­my. Miy­ake pre­zen­tu­ję modę na sza­ro­ści, pli­sy i swo­ją wyjąt­ko­wą posta­wę: facho­wość i mistrzo­stwo w dzie­dzi­nie kro­ju. Koń­czy stu­dia gra­ficz­ne, pra­cu­je w domu mody Given­chy, a następ­nie prze­pro­wa­dza się do Nowe­go Jor­ku. Po krót­kim doświad­cze­niu i idyl­li o ame­ry­kań­skiej sto­li­cy, wra­ca do Japo­nii i tam otwie­ra swój butik Miy­ake Design Stu­dio. W 1971 roku przed­sta­wia świa­tu swo­ją pierw­szą kolek­cję w duchu „Less is more”. Kre­ator wyrzu­ca ze sło­wi­ka bufia­ste ręka­wy, kokar­dy i cały ten baro­ko­wy prze­pych na rzecz… anty-haute coutu­re. Two­rzy czarno-białe szki­ce w opo­zy­cji do kolo­ro­we­go i kwie­ci­ste­go sty­lu Ken­zo. W 1989 roku kreu­je trend na pli­so­wa­nia, inspi­ro­wa­ne sta­ro­żyt­nym Egip­tem i japoń­ską kul­tu­rą skła­da­nia papie­ru – ori­ga­mi. Jako pierw­szy sto­su­je włók­no węglo­we, tka­ni­nę wyko­rzy­sty­wa­ną głów­nie w prze­my­śle zbro­je­nio­wym. Dzię­ki temu modo­we­mu odkry­ciu, ubrań nie trze­ba już pra­so­wać godzi­na­mi, co znacz­nie uła­twia życie kobie­tom. Jego inno­wa­cyj­ne podej­ście zosta­je doce­nio­ne w 2012 roku, kie­dy to Miy­ake zdo­by­wa pre­sti­żo­wą nagro­dę sty­li­stów na mia­rę Osca­ra, przy­zna­wa­ną przez lon­dyń­skie Muzeum Desi­gnu. To dzię­ki temu genial­ne­mu Japoń­czy­ko­wi, do mody prze­cho­dzi tak­ty­ka 3D oraz per­fek­cyj­ne pli­so­wa­nia dają­ce począ­tek futu­ry­stycz­nym prą­dom w modzie w XXI wieku. 

Rei Kawakubo

Uro­dzo­na w 1942 roku w Tokio. O jej życiu w latach mło­do­ści wie­my nie­wie­le, jed­nak jed­no jest pew­ne – pro­wo­ku­je. Przy­by­wa do Pary­ża ze swo­ją nową kolek­cją, nic nie robiąc sobie z fran­cu­skiej ele­gan­cji. Przed Fran­cu­za­mi odkry­wa nową este­ty­kę: modę na dziur­ko­wa­ne swe­try i sukien­ki, któ­re two­rzą z pozo­ru nie­chluj­ny wize­ru­nek. Co to za styl i czy to w ogó­le moż­na nazwać sty­lem?! Czas poka­zu­je, że cho­ciaż Rei hoł­du­je czer­ni to wie­le uwa­gi poświę­ca tak­że kolo­rom. Pro­jek­tu­je w duchu anty-glamour np. postrzę­pio­ne ubra­nia czy spodnie, któ­re obec­nie są must have jesie­ni 2017! Wycho­dzi naprze­ciw kla­sy­ce, pre­zen­tu­jąc z dumą nowa­tor­skość. Jej styl nosi nazwę „new wave of beau­ty”: nie per­fek­cjo­ni­zmo­wi, tak dys­pro­por­cji, pięk­no w brzy­do­cie, zero har­mo­nii. Rei two­rzy tak­że pomysł con­cept sto­res – współ­pra­cu­je z uta­len­to­wa­ny­mi sty­li­sta­mi, pozwa­la­jąc im na wła­sne pro­jek­ty, by lan­so­wać mode­le pod róż­ny­mi mar­ka­mi. Jed­nak mat­ka jest jed­na – Rei. Sym­bol femi­ni­zmu – bez cie­nia maki­ja­żu i tej sek­sow­nej opra­wy. Nosi pła­skie buty, nie­wy­mu­szo­ne faso­ny i ide­al­nie pro­stą grzyw­kę. Sto­su­je asy­me­trycz­ne cię­cia i nie­for­tun­ne kształ­ty, bo prze­ry­so­wa­ne niczym kary­ka­tu­ry. W 1997 roku pro­jek­tu­je słyn­ną kolek­cję „Bump” (wybrzu­sze­nie), defor­mu­jąc kobie­ce syl­wet­ki. W ten spo­sób nawią­zu­je do tra­ge­dii w Hiro­szi­mie i Naga­sa­ki. W 2004 roku, Rei wyda­je kolek­cję boga­tą w prze­strzen­ne spód­ni­ce, japoń­skie mate­ria­ły i prze­zro­czy­ste tiu­le. 2012 to moda na obszer­ne kolo­ro­we fil­co­we płaszczo-sukienki i spodnie oraz ceki­no­we modele. 

Jed­no jest pew­no: Japoń­scy pro­jek­tan­ci sły­ną z umi­ło­wa­nia mini­ma­li­zmu, pro­sto­ty, suro­wo­ści, pre­cy­zji for­my i har­mo­nii, a czę­sto i dys­har­mo­nii. Bun­tu­ją się, nie­wie­le mają wspól­ne­go z kla­sy­ką, jed­nak wie­le z nowa­tor­sko­ścią, nada­jąc wła­sną melo­dię modzie – nie­oczy­wi­stej, krzy­kli­wej i two­rzo­nej w ciszy.

Tekst: Ilo­na Jaworska

 

Komentarze

komentarzy