James Franco: Życie to performance

 Tekst: Karo­li­na Błasz­kie­wicz
Zdję­cia: flicksandbits.com

Nie­wie­lu jest arty­stów, a już na pew­no rodem z Hol­ly­wo­od, któ­rzy potra­fią odpo­wie­dzieć na ocze­ki­wa­nia widzów. Nie cho­dzi o sprze­da­wa­nie pry­wat­no­ści, ale kon­kret­ne zacho­wa­nie, mówią­ce: Tak, jestem tu dzię­ki wam, więc robię to, co chce­cie. Przy oka­zji poka­zu­jąc, że nie jest się tych ocze­ki­wań ofia­rą, ale „part­ne­rem w zbrod­ni”. Przed Pań­stwem kła­nia się James Fran­co.

james_franco_2012_homefront

35-latek z Palo Alto w Kali­for­nii potra­fi zasko­czyć. Sel­fie pro­sto z łóż­ka, okra­szo­ne zda­niem: Cze­kam na cie­bie…? Dla­cze­go nie! Paro­dia tele­dy­sku Kanye Westa „Bound2”, gdzie wcie­la się w Kim Kar­da­shian i cału­je z Sethem Roge­nem? Żaden pro­blem. Wymia­na sms-ów z nasto­lat­ką, pozna­ną po pre­mie­rze spek­ta­klu, zakoń­czo­na zapro­sze­niem do hote­lu? Ok. Fran­co codzien­nie prze­kra­cza kolej­ną gra­ni­cę, cho­ciaż trud­no powie­dzieć przez kogo wyzna­czo­ną. Jako odbior­cy jego „skan­da­licz­ne­go” zacho­wa­nia, rzu­ca­my kamie­niem. A to już objaw hipo­kry­zji. Tysią­ce polu­bień pod jed­nym postem i set­ki komen­ta­rzy nie bio­rą się zni­kąd. A Fran­co robi swo­je. Nie­by­wa­łe jest to, że on, hol­ly­wo­odz­ki gwiaz­dor, bawi się swo­ją ety­kiet­ką. Zaczę­ło się od Harry’ego Osbourne’a w ekra­ni­za­cji komik­su „Spi­der-man”. Rola nie była zbyt duża i wyma­ga­ją­ca, ale któ­rej z nas ser­ce nie biło szyb­ciej na widok blon­d­wło­se­go przy­stoj­nia­ka? Nie wyma­ga­no od nie­go nicze­go wię­cej, niż bycia „ład­nym”, zabaw­nym chło­pa­kiem z sąsiedz­twa, co to jed­nym spoj­rze­niem zmięk­czy kola­na. Fran­co zgo­dził się na wrzu­ce­nie do takiej szu­fla­dy, cho­ciaż od począt­ku się w niej nie mie­ścił.

Law­ren­ce Gro­bel, autor „Sztu­ki wywia­du”, nie naj­le­piej wspo­mi­nał spo­tka­nie z mło­dym Jame­sem. Pisze, że lako­nicz­nie odpo­wia­dał na pyta­nia, a wła­ści­wie mówił tyl­ko „Tak” lub „Nie”, ewen­tu­al­nie „Nie wiem”. Czło­wiek, któ­ry na kon­cie ma kul­to­we roz­mo­wy z Alem Paci­no i Mar­lo­nem, uznał mło­dzi­ka za nie­ro­zu­mie­ją­ce­go pra­wa, rzą­dzą­ce­go Hol­ly­wo­od. Fran­co potrze­bo­wał kil­ku lat, by dotar­ło do nie­go, że sło­wa mają zna­cze­nie, nie­śmia­łość zaś łatwo jest ukryć za fasa­dą ido­la nasto­la­tek. Aktor dzi­siaj nie uni­ka kon­tak­tu z fana­mi, wręcz prze­ciw­nie – otwie­ra przed nimi cały swój świat. Nie ma dla nie­go tema­tów tabu, bo wycho­dzi z zało­że­nia, że sko­ro on i wie­lu upra­wia eks­hi­bi­cjo­ni­stycz­ny zawód, mówie­nie wszyst­kie­go to obo­wią­zek. Uznał, że jego życie to per­for­man­ce – jak­by rzu­cał kar­tę na stół, krzy­cząc: Spraw­dzam!

Wiel­ki talent, jakim jest on obda­rzo­ny, nie spro­wa­dza się już do gry aktor­skiej. Kto ma świa­do­mość, że Kali­for­nij­czyk ukoń­czył Harvar­da i Uni­wer­sy­tet Colum­bia? Zdo­był kil­ka tytu­łów nauko­wych, pisze książ­ki i sce­na­riu­sze, w wol­nych chwi­lach malu­je. Zaj­mu­je się reży­se­rią oraz pro­duk­cją fil­mów. Bar­dziej od pro­mo­cji obra­zów ze swo­im udzia­łem, woli wyjść na spa­cer z … Laną del Rey i pod­krę­cić plot­ki na temat swo­je­go bisek­su­ali­zmu. Nie prze­szka­dza mu też stwier­dze­nie, że jego ostat­ni zwią­zek z Anną O’Reilly był przed­sta­wie­niem, nie pod­par­tym głęb­szym uczu­ciem. Uwiel­bia bawić się w „kot­ka i mysz­kę” z opi­nią publicz­ną, kocha szo­ko­wać, ale nie robi tego dla same­go szo­ko­wa­nia. W ten spo­sób rzu­ca wyzwa­nie ludz­kiej wyobraź­ni i kre­atyw­no­ści. Czy jest w tym coś złe­go? Dla jed­nych – tak, inni uwa­ża­ją, że nie. Opi­nie są skraj­ne, może wła­śnie o to cho­dzi. Spo­łecz­nie nie­ak­cep­to­wa­ne jest wycho­dze­nie przed sze­reg i udo­wad­nia­nie, że nie jest się takim, jakim się wyda­je. Fran­co żyje według wła­snych zasad, co w Hol­ly­wo­od wyda­je się nie­moż­li­we.

For Vers-24, War­saw

_____

POLECAJCIE:




Komentarze

komen­ta­rzy