Céline jesień-zima 2017

Pro­ste (spra­wia­ją­ce wra­że­nie cie­płe­go), beżo­we wnę­trze i drew­nia­na pod­ło­ga – tak w dwóch sło­wach moż­na opi­sać naj­now­szy pokaz Céli­ne pod­czas pary­skie­go tygo­dnia mody. Pho­ebe Phi­lo, któ­ra od daw­na wyzna­je filo­zo­fię, że moda prze­ma­wia sama za sie­bie tym razem posta­no­wi­ła bar­dzo moc­no to zaak­cen­to­wać. Stąd próż­no było szu­kać pod­czas pre­zen­ta­cji jesienno/zimowej kolek­cji cha­rak­te­ry­stycz­nych i szo­ku­ją­cych sce­no­gra­fii przy­cią­ga­ją­cych uwa­gę. Bo naj­waż­niej­sze są one – ubrania.

Osta­tecz­nie wśród gwa­ru i hała­su towa­rzy­szą­ce­go nie­cier­pli­wym ocze­ki­wa­niom, bez zbęd­nych efek­tów i zapo­wie­dzi roz­le­gły się spo­koj­ne dźwię­ki gra­mo­fo­nu, w rytm któ­rych kolej­no na wybie­gu zaczę­ły poja­wiać się model­ki. Nie od dziś wia­do­mo, że dobra kolek­cja obro­ni się sama. I nie ina­czej jest w przy­pad­ku tego kla­sycz­ne­go domu mody, któ­ry jest kwin­te­sen­cją nie­wy­mu­szo­nej ele­gan­cji a zara­zem luzu cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla pary­ża­nek. A któ­ra z nas nie zazdro­ści im stylu?

I tak, Phi­lo po raz kolej­ny wycho­dzi na przód kobie­tom: zapra­co­wa­nym, zabie­ga­nym, a jed­no­cze­śnie dba­ją­cym o sie­bie i kocha­ją­cych modę, któ­re bez wzglę­du na codzien­ne obo­wiąz­ki sta­ra­ją się wyglą­dać po pro­stu dobrze w każ­dej sytu­acji, nie rezy­gnu­jąc z wygo­dy. Wyko­rzy­sta­nie kil­ku pod­sta­wo­wych i zawsze dobrze współ­gra­ją­cych ze sobą kolo­rów: czer­ni, bie­li, kha­ki, beżu, ciem­nej śliw­ki i gra­na­tu będą­cych bazą, po któ­rą prze­cież się­ga­my naj­czę­ściej, w połą­cze­niu z żywy­mi, jaskra­wy­mi dodat­ka­mi, two­rzą nie­sa­mo­wi­tą całość. W myśl pod­sta­wo­wej funk­cji, jaką speł­nia­ją ubrania- słu­żą nam codzien­nie wyra­ża­jąc przy tym naszą oso­bo­wość, w naj­now­szej kolek­cji znaj­dzie­my ciem­ne, over­si­zo­we, ele­ganc­kie mary­nar­ki, gar­ni­tu­ro­we spodnie, lek­kie beżo­we pele­ry­ny, kla­sycz­ne, prze­wią­zy­wa­ne w pasie na wzór tren­czu w kolo­rze baby blue oraz ulu­bio­ne przez pro­jek­tant­kę, smo­kin­go­we płasz­cze. Nie bra­ku­je skrom­nych, zacho­waw­czych sukie­nek i fan­ta­zyj­nych, acz nie krzy­kli­wych ele­men­tów w posta­ci frędz­li, któ­ry­mi są obszy­te, jak i zdo­bią spodnie. Dłu­gie pat­chwor­ko­we koszu­le i te pasia­ste nosi­my teraz do spodni, naj­le­piej zapię­te tyl­ko do poło­wy. Odkry­te ramio­na? Jak naj­bar­dziej, ale tyl­ko w posta­ci pro­stych dwu kolo­ro­wych sukienek-bombek z sze­ro­ki­mi, koszu­lo­wy­mi ręka­wa­mi. Ele­ment pożą­da­nia? Ogrom­ne koce w kolo­rach żywej zie­le­ni i paste­li prze­wie­szo­ne na ręce z któ­ry­mi prze­cha­dza­ły się model­ki. Robią nie­sa­mo­wi­te wra­że­nie i będą nie­za­stą­pio­ne pod­czas pierw­szych jesien­no – zimo­wych chłodów.

Wśród deta­li uwa­gę szcze­gól­nie przy­ku­wa­ją duże, geo­me­trycz­ne i bar­dzo prak­tycz­ne czar­ne torby-worki, któ­re będzie­my nosić na ramie­niu. Może­my być pew­ne, że pomiesz­czą wszyst­kie nie­zbęd­ne rze­czy. Do kla­sycz­nych, mono­te­ma­tycz­nych sty­li­za­cji bez obaw możesz wybrać tą… oran­żo­wą. W kolek­cji zapro­jek­to­wa­nej przez Phi­lo z myślą o kobie­tach nie bra­ku­je rów­nież szy­kow­nych  bot­ków na szpil­ce w kolo­rze kości sło­nio­wej, tych bia­łych i zło­tych (przy­wo­dzą­cych na myśl histo­rię o żół­tej ciżem­ce), zakoń­czo­nych ostry­mi noska­mi, choć wyraź­nie prym wio­dą skó­rza­ne, czar­ne oraz gra­na­to­we ofi­cer­ki na pła­skiej podeszwie.

Naj­now­sza kolek­cja Celi­ne przy­wo­dzi na myśl gar­de­ro­bę sekre­tar­ki – per­fek­cyj­nie skom­ple­to­wa­ną, zacho­waw­czą, mini­ma­li­stycz­ną, zgod­ną z zasa­da­mi dress code. Odpo­wied­nią do pra­cy i taką, któ­rą z powo­dze­niem może­my ograć na co dzień.

Tekst: Mar­le­na Wysocka
Kola­że: Lau­ra Osakowicz

 

Komentarze

komentarzy