Inspirujące kobiety – Martyna i Renata Kozłowskie, założycielki marki KOI

Poznajcie Renatę i Martynę Kozłowskie, mamę i córkę, założycielki marki naturalnych kosmetyków KOI. Dziewczyny udowadniają, że z rodziną ładnie wychodzi się nie tylko na zdjęciach, a z pasji można zrobić fantastyczny biznes, w którym główną rolę gra radość z wykonywanej pracy. To niezwykle inspirująca historia dwóch silnych kobiet, które wiedzą, że wzajemne wsparcie to klucz do sukcesu. 

Co skło­ni­ło Was do zało­że­nia wła­snej mar­ki kosme­tycz­nej? 

Rena­ta: Dłu­go poszu­ki­wa­ły­śmy kosme­ty­ków ide­al­ny­ch, jed­nak na ryn­ku cięż­ko było nam zna­leźć pro­duk­ty, któ­rym mogły­by­śmy zaufać. Jeże­li coś przy­ku­ło naszą uwa­gę, to był to dro­gi pro­dukt i trud­no dostęp­ny w Pol­sce.

Mar­ty­na: Mama jest che­mi­kiem i od wie­lu lat przy­go­to­wy­wa­ła emul­sje dla nas i dla zna­jo­my­ch. To na tej bazie powsta­ły pro­duk­ty KOI. To kosme­ty­ki, któ­re spraw­dza­ją się nie­za­leż­nie od wie­ku. Zaspo­ka­ja­ją wszyst­kie potrze­by skó­ry, dla­te­go są sku­tecz­ne.

Jak wyglą­da od wewnątrz biz­nes pro­wa­dzo­ny przez mamę i cór­kę? Zda­rza­ją Wam się nie­po­ro­zu­mie­nia? 

R: Razem spę­dza­my oko­ło 6–8 godzin dzien­nie. To czas, kie­dy sku­pia­my się na fir­mie. Obmy­śla­my pla­ny dzia­łań, przy­go­to­wu­je­my pro­duk­ty do wysył­ki, odpi­su­je­my na wia­do­mo­ści. U nas wszyst­ko cho­dzi jak w zegar­ku, ponie­waż podzie­li­ły­śmy role w biz­ne­sie. Ja jestem odpo­wie­dzial­na za recep­tu­ry kosme­ty­ków, dobór skład­ni­ków i opa­ko­wa­nia. Mar­ty­na zaj­mu­je się mar­ke­tin­giem, a tak­że wize­ru­ne­kiem KOI.

M: We wszyst­kim bar­dzo się wspie­ra­my i nie docho­dzi mię­dzy nami do kłót­ni. Dosko­na­łym przy­kła­dem na to był okres przed­świą­tecz­ny, kie­dy pra­cy było mnó­stwo, a my poma­ga­ły­śmy sobie wza­jem­nie. Zda­rza­ły się oczy­wi­ście u nas chwi­le bez roz­mów, ale do kłót­ni jesz­cze nie doszło.


Skąd pomy­sł na nazwę Waszej mar­ki ? 

R: Chcia­ły­śmy, aby nazwa była pol­ska i pod­kre­śla­ła wła­ści­wo­ści naszy­ch kosme­ty­ków. Nazwa KOI pocho­dzi od uko­je­nia, któ­re nasze pro­duk­ty przy­no­szą dla skó­ry. To pięk­ne sło­wo, ide­al­nie odda­ją­ce ideę naszej mar­ki.

M: Jak się póź­niej dowie­dzia­ły­śmy, w języ­ka­ch wschod­nio­azja­tyc­ki­ch KOI ozna­cza miło­ść.

O pie­lę­gna­cji wie­cie prak­tycz­nie wszyst­ko. Jakie błę­dy w tej dzie­dzi­nie naj­czę­ściej popeł­nia­ją kobie­ty? 

M: Naj­czę­ściej kobie­ty popeł­nia­ją trzy błę­dy. Pierw­szym z nich jest dema­ki­jaż na bazie alko­ho­lu, kolej­nym brak toni­za­cji w codzien­nej pie­lę­gna­cji skó­ry, a tak­że uży­wa­nie tego same­go kre­mu pod oczy, któ­ry wkle­pu­ją w skó­rę całej twa­rzy.

R: Alko­hol zawar­ty w kosme­ty­ka­ch do dema­ki­ja­żu bar­dzo wysu­sza skó­rę. My pro­po­nu­je­my zmy­wa­nie maki­ja­żu ole­jem do twa­rzy, któ­ry nie tyl­ko dosko­na­le oczysz­cza, ale tak­że nawil­ża. Przed nało­że­niem nawil­ża­ją­ce­go kre­mu nale­ży odpo­wied­nio przy­go­to­wać skó­rę na jego przy­ję­cie, czy­li po pro­stu wyrów­nać jej pH – do tego celu słu­ży nam tonik. Dzię­ki nie­mu skład­ni­ki zawar­te w kre­mie lepiej się wchło­ną, a sam pro­dukt będzie sku­tecz­niej­szy. Skó­ra pod ocza­mi jest cien­ka i pozba­wio­na war­stwy tłusz­czo­wej, a pod­czas każ­dej minu­ty wyko­nu­je kil­ka tysię­cy ruchów. Dobry krem pod oczy zapew­ni jej rege­ne­ra­cję.

Jak krok po kro­ku powin­na wyglą­dać pie­lę­gna­cja? 

Pierw­szy krok to dogłęb­ne oczysz­cza­nie. Do tego celu uży­wa­my ole­ju. Nano­si­my go na skó­rę twa­rzy i wyko­nu­je­my masaż. Przy­kry­wa­my twa­rz roz­grza­nym ręcz­ni­kiem i pozo­sta­wia­my na 6–8 wde­chów – to czas na otwar­cie porów i wni­ka­nie ole­ju. Dema­ki­jaż robi­my ręcz­nicz­kiem zwil­żo­nym let­nią wodą. Kolej­nym kro­kiem jest nało­że­nie toni­ku, któ­ry wyrów­na pH skó­ry. Jesz­cze przed nało­że­niem kre­mu na twa­rz powin­no się zaapli­ko­wać serum lub elik­sir. To waż­ne, bo wła­śnie wte­dy skład­ni­ki wnik­ną głę­bo­ko w skó­rę. Ostat­nie eta­py pie­lę­gna­cji to nało­że­nie kre­mu pod oczy oraz kre­mu na skó­rę twa­rzy.

Dla kogo są kosme­ty­ki KOI? 

R: Nasz pro­duk­ty kie­ru­je­my przede wszyst­kim do osób, któ­re są świa­do­me tego, jak waż­na jest odpo­wied­nia pie­lę­gna­cja. Kosme­ty­ki KOI nie tyl­ko odży­wia­ją i nawil­ża­ją skó­rę, ale tak­że wal­czą z wol­ny­mi rod­ni­ka­mi.

M: Obec­nie w ofer­cie mamy osiem pro­duk­tów dla kobiet i dwa dla męż­czy­zn. Zestaw dla męż­czy­zn skła­da się z toni­ku oraz kre­mu – po gole­niu ich skó­ra jest podraż­nio­na, nale­ży wyrów­nać jej pH i nawil­żyć ją od środ­ka.

Kosme­tyk, któ­re­go nie może zabrak­nąć w kobie­cej kosme­tycz­ce to…

R: Przede wszyst­kim tonik i krem pod oczy. No i oczy­wi­ście elik­sir!

M: Każ­dy krok pie­lę­gna­cji jest waż­ny, ale nie wyobra­żam sobie nie mieć ze sobą serum dwu­fa­zo­we­go z WITAMINĄ C, któ­ra jest sekre­tem pięk­nej skó­ry Azja­tek!

Dużo mówi­cie o natu­ral­nej pie­lę­gna­cji. A co z maki­ja­żem? Czy rze­czy­wi­ście “kolo­ro­we” kosme­ty­ki szko­dzą naszej skó­rze? 

M: Nie rezy­gnu­je­my z maki­ja­żu, bo prze­cież kolo­ro­we kosme­ty­ki słu­żą do upięk­sza­nia, a my chce­my wyglą­dać i czuć się pięk­ne. Jed­nak musi­my mieć wia­do­mo­ść, że przez maki­jaż nasza skó­ra nie oddy­cha.

R: Naj­waż­niej­sze to pamię­tać o dema­ki­ja­żu i kie­dy tyl­ko to moż­li­we dostar­czać skó­rze war­to­ścio­wy­ch skład­ni­ków zawar­ty­ch w elik­si­rze, serum bądź kre­mie.

Opa­ko­wa­nia Waszy­ch kosme­ty­ków są zachwy­ca­ją­ce. Skąd pomy­sł na taki desi­gn? 

R: Od począt­ku wie­dzia­ły­śmy, że muszą być to opa­ko­wa­nia szkla­ne, wie­lo­krot­ne­go użyt­ku, któ­re nie będą reago­wać z ich zawar­to­ścią.

M: Pro­jekt opa­ko­wań KOI stwo­rzy­ły­śmy wspól­nie z mło­dą, zdol­ną pro­jek­tant­ką. Jej pomy­sły od razu nam się spodo­ba­ły, a póź­niej doce­ni­li je tak­że klien­ci!

Mar­kę KOI zało­ży­ły­ście zale­d­wie rok temu, a Wasz pro­dukt już był nomi­no­wa­ny w pre­sti­żo­wym ple­bi­scy­cie Glam­mies maga­zy­nu Gla­mo­ur. Jaki jest prze­pis na tak bły­ska­wicz­ny suk­ces? 

M: O fir­mie nie myśli­my w kate­go­rii suk­ce­su. Cały czas poświę­ca­my jej dużo uwa­gi. Robi­my wszyst­ko, aby uspraw­niać pro­ce­sy, uła­twiać klien­tom zaku­py, roz­wi­jać się.

R: Na pew­no nie chce­my nic zmie­niać w recep­tu­ra­ch naszy­ch kosme­ty­ków. To pro­duk­ty sku­tecz­ne, zróż­ni­co­wa­ne, zdro­we dla skó­ry i przy tym nie­dro­gie. Tonik i krem zasłu­gu­ją na wybit­ną uwa­gę ze stro­ny męż­czy­zn, któ­rzy szu­ka­ją odpo­wied­niej dla sie­bie pie­lę­gna­cji.

Któ­re skład­ni­ki obec­ne w Waszy­ch kosme­ty­ka­ch są tymi naj­waż­niej­szy­mi i naj­sku­tecz­niej­szy­mi?

R: Naj­waż­niej­szy jest kom­pleks anty­ok­sy­da­cyj­ny – kwas feru­lo­wy połą­czo­ny z wita­mi­na­mi E i C. Chro­ni on skó­rę przed dzia­ła­niem wol­ny­ch rod­ni­ków. W kre­mie rege­ne­ru­ją­cym uży­wa­my reti­no­lu w naj­wyż­szym moż­li­wym stę­że­niu, dzię­ki któ­re­mu ma on nie­by­wa­łe wła­ści­wo­ści prze­ciw­zmarszcz­ko­we. Do wszyst­ki­ch kre­mów doda­je­my kwas hia­lu­ro­no­wy o róż­nej wiel­ko­ści czą­ste­czek, co spra­wia, że skó­ra zacho­wu­je nawil­że­nie na wszyst­ki­ch jej war­stwa­ch. Baza dla naszy­ch kre­mów to naj­wy­żej jako­ści ole­je, któ­re dostar­cza­ją skó­rze nie­na­sy­co­ny­ch kwa­sów tłusz­czo­wy­ch.

Gdzie widzi­cie Waszą mar­kę za 5 lat? 

R: Mamy nadzie­ję, że przez kolej­ne lata dostar­czy­my klient­kom wie­le kosme­ty­ków świet­nej jako­ści, któ­re zatrosz­czą się o ich skó­rę.

M: W naj­bliż­szy­ch pla­na­ch mamy dopra­co­wy­wa­nie opa­ko­wań kosme­ty­ków, aby utrzy­mać je w spój­nej este­ty­ce. Cały czas pra­cu­je­my tak­że nad uspraw­nie­niem dzia­ła­nia stro­ny inter­ne­to­wej.

Macie świet­nie pro­spe­ru­ją­cą fir­mę, mię­dzy Wami widać pięk­ną i mądrą rela­cję, obie odno­si­cie suk­ce­sy na polu zawo­do­wym i pry­wat­nym. Cze­go jesz­cze moż­na Wam życzyć? 

M: Przede wszyst­kim tak dobrej atmos­fe­ry pra­cy jak dotych­czas oraz nie­usta­ją­ce­go zado­wo­le­nia naszy­ch klien­tów.

R: Jeże­li nasze kosme­ty­ki będą polep­sza­ły stan skó­ry naszy­ch klien­tów i dobrze na nich dzia­ła­ły, to cze­go może­my chcieć wię­cej?

Roz­ma­wia­ła: Mar­ty­na Urbań­ska
Zdję­cia: Lau­ra Osa­ko­wi­cz

 

 

Komentarze

komen­ta­rzy